Normalność

Dzienniki senne – cz. II

„Nie chcemy się wiecznie babrać w przeszłości, coraz więcej Polaków jest tym już zmęczonych. W polskiej polityce ważniejsze było dotąd, kto z kim się kłócił 30 lat temu, niż to, z jakimi problemami jako społeczeństwo będziemy się mierzyć za 5 lat. Lewica to odwrócenie wektorów, spojrzenie do przodu, a nie wstecz”. Adrian Zandberg, 15 września 2019 r.
Darek nie miał problemu ze wstaniem; z radością czekał na ten dzień. Równo o 7 rano automatycznie uruchomił się budzik w telewizorze i w TV FiM – najpopularniejszej telewizji internetowej w kraju – usłyszał dobrze znany głos Danuty Holeckiej: „Hej! Jest godzina 7 rano, 20 września 2023 r. Wstawaj, Dareczku. Czas na poranną kawę i rozpoczęcie kolejnego dnia, który winieneś przeżyć walcząc z podłościami rzeczywistości”. „Na pohybel popaprańcom!” – dodał w myślach Darek.

Dobiegała końca kadencja Sejmu „sprawiedliwej zmiany” – jak określiły go media. Lewica, czyli partia rządząca, cieszyła się rekordowym poparciem, oscylującym w granicach 78 proc. Nikt nie wątpił, że wygra kolejne wybory, zdobywając większość konstytucyjną. W sumie nie było się czemu dziwić. Przez niespełna trzy lata efektywnych rządów udało się prawie wszystko, czego lewicowy rząd zamierzał dokonać. Kryzys ekonomiczny, który wiosną 2020 r. dotknął Europę, ominął Polskę. Wzrost gospodarczy wynosił 9,8 proc., bezrobocie w zasadzie nie istniało, a wartość złotówki podskoczyła w stosunku do euro o 50 proc. (średni kurs 1 EUR – 2,01 zł).

Darek w pośpiechu zawiązywał krawat i swoim zwyczajem jęczał pod nosem: „Niech to się w końcu skończy! Jeszcze dwa miesiące i wrócę do dziennikarstwa”. Na 8:30 umówiony był na śniadanie z wicepremierem, ministrem spraw wewnętrznych Włodzimierzem Czarzastym i wicepremier, minister finansów Joanną Senyszyn. O 9:00 miał do nich dołączyć minister edukacji Krzysztof Gawkowski. Potem, na 11:00, planowali stawić się razem na posiedzeniu rządu pod kierownictwem premiera Adriana Zandberga. Na spotkanie Darek szedł pieszo, ciesząc się rześkim porankiem i ostrym słońcem. Idąc przypominał sobie główne punkty sprawozdania, które miał zaprezentować członkom rządu, choć w zasadzie znał je na pamięć. Solidnie się do niego przygotował, bo udział w posiedzeniu gabinetu zapowiedział prezydent RP Robert Biedroń. W sumie to on (zanim jeszcze został prezydentem) namówił Darka, by po wyborach 2019 r. objął kierownictwo międzyresortowego programu „Normalność”. Jego główne kierunki wytyczył Zandberg: „Odwróćmy wektory rozwoju. Idźmy w stronę normalności. Przywróćmy podstawowym pojęciom ich naturalne znaczenie. Konsekwentnie dążmy do tego, co głosi Konstytucja – oddajmy państwu jego świeckość! Zobaczycie, że to wystarczy!” – twierdził. No i wystarczyło…

Tak naprawdę wszystko zaczęło się spinać dość szybko. Najpierw zlikwidowano Radę Mediów Narodowych, a chwilę później rozwiązano wszystkie państwowe spółki medialne. Już w grudniu 2019 r. uciekł z kraju i poprosił o azyl na Węgrzech były prezes TVPiS. Z końcem roku elektorat „dobrej zmiany” zderzył się z rzetelną informacją o skali korupcji, niekompetencji i rozpusty poprzedniej władzy. Dla większości – żyjącej jak w letargu – było to prawdziwym szokiem. Późną wiosną 2020 r. udało się skazać na wieloletnie więzienie siedmiu ministrów dawnego rządu. Kolejnych dziewięciu (w tym dwójka premierów) uciekło za granicę, chroniąc się w Turcji. To chyba wtedy, od czerwca 2020 r. poszybowała w górę popularność polskiej lewicy.
Zanim jednak do tego doszło, już wczesną wiosną 2020 r. zaczęto wdrażać program „Normalność”. „Nie bójcie się być konsekwentni w egzekwowaniu prawa!” – zachęcał minister sprawiedliwości i lider Świeckiego Państwa Mirosław Woroniecki. Opodatkowano więc Kościół i odcięto go od państwowej kasy. Kler oczywiście się rzucał, ale bez zaplecza politycznego był skazany na porażkę. Próbowali jątrzyć na arenie międzynarodowej, ale każdą ich aktywność skutecznie pacyfikował minister spraw zagranicznych RP Adrian Ziemiński. Już po pierwszych kilku miesiącach obowiązywania „Normalności” skarb państwa zaoszczędził 29 mld zł. W kolejnych latach było jeszcze lepiej. W 2021 r. na mocy ustawy „Lud sprawiedliwy” od kat. Kościoła udało się odzyskać blisko 570 tys. ha ziemi! Dla Unii Europejskiej było to takim szokiem, że minister rolnictwa Blanka Florczyk bez trudu przekonała Parlament Europejski do stworzenia na dziewięć lat specjalnego programu zagospodarowania tych gruntów w wysokości 5 mld euro rocznie. Pieniądze te wspomogły m.in. polskie rolnictwo i pracujące na jego rzecz sektory (produkcja maszyn, środków ochrony, edukacja ekologiczna i rolna, przemysł przetwórczy, uprawy ekologiczne itd.). Przy okazji odzyskano też ok. 5 tys. nieruchomości kościelnych. Skończyły się problemy z brakiem żłobków, przedszkoli czy domów pomocy.

Nieoczekiwanie pojawił się kłopot z „wywłaszczoną” kastą. I to niemały. Bez środków do życia, bez pracy i wykształcenia pozostało około 45 tys. księży, zakonników i sióstr zakonnych. Tylko niecałe 4 tys. (ok. 8 proc.) z nich zdecydowało się na pozostanie w zawodzie, licząc na to, że przy mniejszej konkurencji na rynku „usług dla ludności” dadzą sobie radę. Stało się oczywiste, że pozostałych trzeba jakoś readaptować społecznie i dać im możliwość nauki zawodu. Stworzono więc dla nich kursy, na których uczyli się potrzebnych na rynku profesji – budowlanki, ślusarstwa itp. Kolejną grupą, którą trzeba było ratować przed wykluczeniem było 35 tysięcy katechetów. Im też dano takie same możliwości jak duchownym, jednak z zastrzeżeniem, że obowiązuje ich dożywotni zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą.

Pieniądze zaoszczędzone na kat. Kościele zasiliły przede wszystkim służbę zdrowia. W ciągu trzech miesięcy oddłużono wszystkie szpitale, po kolejnych dwóch zniknęły kolejki do lekarzy specjalistów. W 2022 r. wysokość wypłacanych świadczeń emerytalnych i rentowych wzrosła (w stosunku do roku 2019 r.) o 36 proc. W zasadzie pieniądze „same cisnęły się do budżetu”. Minister obrony Marcelina Zawisza śmiało zdecydowała o rezygnacji z kupna niepotrzebnej amerykańskiej techniki wojskowej i utrzymywania obcych wojsk na terenie Polski. Zlikwidowała też skauting, zwany Wojskami Obrony Terytorialnej, dzięki czemu budżet oszczędzał co roku około 9 mld zł.

Wspomnienia przerwało Darkowi dojście do kawiarni. Czarzasty już tam siedział i dziwnie wpatrywał się w nadskakującą mu kelnerkę. „Pawłowicz? – pomyślał. – Chyba tak” – odpowiedział sobie w myślach, mijając tandetnego szatniarza o twarzy Suskiego.
***
No to co, że mnie poniosło. Czy nie wolno marzyć? Czy śmiałe wizje nie są motorem postępu? Pamiętajcie: już za trzy tygodnie zdecydujemy o tym, jak będziemy żyć. Sami określimy swoje przyszłe prawa i poziom życia. Głosujcie na kogo chcecie, ale mądrze.
Dariusz Cychol

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Dariusz Cychol

Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).