O życiu człowieka prawdziwego

Warto żyć obok ludzi wybitnych. Ci, którym jest to dane, czerpią inspiracje i w duchu liczą na to, że i na nich spłynie blask nieśmiertelności tamtych. Że kiedyś z dumą będą mogli powiedzieć: „znałem go”, choć czasu przeszłego woleliby nie używać.

Niedziela 24 listopada była dniem pustym w wydarzenia. Media reżimowe grzały temat łuku triumfalnego, jaki w Warszawie wymarzył sobie M. Morawiecki. W mediach opozycyjnych tradycyjnie lecieli: Pawłowicz, Piotrowicz, KRS itp., by po południu skupić się na dramacie skoczka narciarskiego, który upadłszy, podrapał sobie twarz. Patrzyłem na te relacje z niedowierzaniem i uczuciem kompletnej pustki. Kilkanaście godzin wcześniej zmarł człowiek, którego wspomnienie powinno wypełniać wszystkie serwisy informacyjne. Nie wypełniło, bo był politycznie niewłaściwy. Dla wszystkich…

Romualda Koperskiego znałem ponad 25 lat. Publikowałem jego teksty, nagłaśniałem akcje i inicjatywy; czasem pomagałem w ich realizacji. Na pewno była to przyjaźń, choć nie tak bliska jak bym chciał. Kim był? Sam nie wiem. Podróżnikiem, przewodnikiem, pilotem, żeglarzem, pianistą, fotografikiem, pisarzem – we wszystkim tym wybitny. Ale to tylko „powłoka”. Tak naprawdę był poszukiwaczem czegoś, czego sam nie potrafił zdefiniować. Prawdy o sobie, o siłach przyrody? Zapewne tak, bo jak nikt inny potrafił nauczać o kontemplacjach przyrody, o tym jak wykorzystywać zespolenie z nią do stawania się kimś lepszym. Uczył jak wykorzystywać tę „lepszość” do pomagania innym. Czym jest honor i racjonalny patriotyzm. Jak żyć, by w życiu nie tracić tego, co najważniejsze – czasu.

Romek „odleciał” na punkcie Syberii i rejonów dalekiej północy Rosji. Był w tym światowym autorytetem. Z jego wiedzy o odkrywaniu tego, co niedostępne korzystali wszyscy, nawet sami Rosjanie. Swoje doświadczenia z licznych wypraw zawarł w książkach: „Pojedynek z Syberią”, „Przez Syberię na gapę”, „1001 obrazów Syberii”, „Syberia. Zimowa Odyseja”. Pisał o sile natury, o tysiącach kilometrów, które samotnie przeszedł po tajdze. O tym, jak przyszło mu odbyć pojedynek z łosiem, dysponując w tej walce jedynie nożem. O rozszarpanej wtedy nodze, o gangrenie, która wdała się w ranę, o tratwie, którą wówczas zbudował i zwodował w nadziei znalezienia pomocy i o ludziach, którzy Go ocalili.
Pisał o opuszczonych syberyjskich wsiach i ikonach wiszących w pustych domach – śladach po życiu zamieszkujących je niegdyś ludzi. Opisywał rosyjskie bieguny zimna (-75 st. C) i żyjących tam mieszkańców – ich siłę, zrozumienie przyrody i szacunek do niej. Jego zachwyt Syberią zamienił się w pasję i głębokie uczucie – kochał ją, a ona Jego, czego wyraz dawała, nie pozwalając Mu zginąć. Czy to wtedy, gdy nieprzytomny z gangreną znalazł się na wielkiej rzece, czy też, gdy pod samochodami, którymi w trakcie zamieci śnieżnej Jego wyprawa przemierzała jakieś jezioro, zaczął pękać lód.

W 1994 r. starym samochodem, kupionym na szrocie, przejechał z Zurychu do Nowego Jorku pokonując Syberię, Kanadę i Stany Zjednoczone. To wtedy zaświtał Mu w głowie pomysł urządzania rajdów „Transsyberia”, które doczekały się czterech edycji. W 2004 r. podczas najdłuższego z nich (39 dni, 30 000 km) „spiął” ze sobą dwa oceany: Atlantycki i Spokojny. Wcześniej, bo w 1998 r. odbył spływ pontonem po największej syberyjskiej rzece – Lenie. W 2008 r. zrobił coś naprawdę zwariowanego: zimą autem przemierzył trasę z Lizbony na Czukotkę.
Nieustannie mnie zaskakiwał. Godzinami mogłem słuchać Jego opowieści o tym, jak zachowuje się samochód przy -65 st. C, jak przestaje jechać, mimo pracującego silnika i jak w takiej zabójczej temperaturze zachowuje się organizm człowieka. Nikt do tej pory nie powtórzył tego wyczynu.

Po tej wyprawie nudził się. Pewnie dlatego w 2010 r. dał koncert fortepianowy. Najdłuższy w historii – 103 godz. 8 sek., czym trafił do „Księgi rekordów Guinnessa”. „To musi być, stary, prawdziwe” – tłumaczył mi wówczas. Dlatego nie grał w sterylnie koncertowych warunkach, lecz w jednej z gdańskich galerii handlowych.

W 2013 r. postanowił przepłynąć łodzią wiosłową Pacyfik. Po kilku tygodniach walki z żywiołem przyznał oceanowi wyższość – zawrócił. „Pacyfik powiedział mi, że to jeszcze nie ten moment” – napisał do mnie w esemesie. Za to trzy lata później – przygotowując się do ponownego pojedynku z Pacyfikiem – tą samą łodzią przepłynął Atlantyk (ponad 5 000 km).
Ostatni wyczyn Romka to przelot zabytkowym samolotem Antonova (An-2) na trasie Warszawa – Tokio. On i Jego zespół powtórzyli triumf pilota Bolesława Orlińskiego z 1926 r. „Ma być prawdziwie” – powtarzał, dlatego polecieli bez urządzeń nawigacyjnych, na samych mapach. Polecieli, dolecieli i szczęśliwie wrócili.

***
Romek chciał przeżyć życie „prawdziwie”; bez blichtru, bez obłudy. Szanował ludzi „prawdziwych” – z jasną hierarchią wartości, dumnych, szczerych, pracowitych. Najwięcej tych cech dostrzegł w Rosjanach, których poznawał podczas kolejnych wypraw. Szanował ich i zawsze dawał temu wyraz. Szanował krew ich bliskich i rodaków, przelaną podczas II wojny światowej, dlatego w Polsce opiekował się grobami poległych. Stał się dla Rosjan i rosyjskich mediów symbolem Polaka otwartego na ich naród i trudną historię.
Opiekował się Polakami żyjącymi na Syberii. Dla nich organizował takie akcje, jak zbiórka oprawek do okularów i wyjazd nad Bajkał grupy polskich okulistów, którzy na miejscu mogli naszym rodakom je dopasować. W Wierszynie, „polskiej” wiosce ok. 130 km od Irkucka, czuł się jak w rodzinnym Gdańsku. Założył fundację, by pomagać jej mieszkańcom. I pomagał – naprawdę.
Ta sympatia do Rosji wyeliminowała Romualda Koperskiego z „dysputy politycznej”. W Polsce wystarczy obiektywnie pisać o Rosji, aby dostać łatkę „pożytecznego idioty”. Pisanie z sympatią jest równoznaczne z byciem „agentem Putina”. Dlatego śmierć Romka była przemilczana i przez amerykańską TVN, i reżimową TVP. Co powiedziałby na to bohater mojej opowieści? Zapewne nic – był ponad to.
Dariusz Cychol

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Dariusz Cychol

Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).