PiS sieje, faszyzm rośnie

Dzięki krajowym kibolom i katolickim księżom miliony ludzi na całym świecie uwierzyło w „polskie obozy śmierci”.
Polscy faszyzujący kibole, błogosławieni przez księży katolickich i polityków PiS, postanowili dać pokazową lekcję swego patriotyzmu. Zatrzymać „pochód ideologii LGBT”, czyli białostocki Marsz Równości. Marszu nie zatrzymali, ale – rozzuchwaleni poparciem najwyższych władz kościelno-państwowych – poczęli robić to, co najlepiej potrafią. Czyli grupowo bić kobiety, młodszych i słabszych, pojedynczych chłopaków. I rabować im cenne przedmioty. Widać zrabowane telefony komórkowe PiS-patrioci, spadkobiercy „żołnierzy wyklętych”, potraktowali jak wojenne trofea.
Warto przypomnieć, że żołnierze radzieccy w czasie II wojny światowej znani byli z kolekcjonowania zegarków naręcznych. Trzeba jednak przyznać, że tamci, mimo pewności swej przewagi, najpierw pokojowo proponowali „Dawaj czasy”, a dopiero w razie stanowczej odmowy zaspokojenia ich kolekcjonerskiej pasji, używali siły fizycznej. Polscy narodowo- katoliccy kibole biją wpierw, a potem rabują oszołomioneofiary.

Kłamstwo partyjno-kościelne

W 2014 r. propagandziści PiS wymyślili zagrażające Polsce „hordy muzułmańskich uchodźców”, rzekomo najeżdżające nasz kraj z Syrii i innych państw Bliskiego Wschodu.
Rzeczywiście wtedy setki tysięcy wojennych i ekonomicznych uchodźców musiało szukać schronienia w bogatych krajach Europy Zachodniej. Rzeczywiście wtedy rząd niemiecki lekkomyślnie zapraszał ich do siebie. Niemcy od dwustu lat rozwijają się gospodarczo dzięki stałemu napływowi emigrantów zarobkowych. Kiedyś byli wśród nich Polacy, Portugalczycy, Turcy, Rosjanie. Niemcy już dawno policzyli, że wyszkolenie niemieckiej pielęgniarki, budowlańca, informatyka jest droższe niż zaadaptowanie cudzoziemców o podobnych kwalifikacjach. Dlatego postanowili wtedy przyjąć kolejny kontyngent cudzoziemców, aby wzmocnić starzejące się społeczeństwo niemieckie.

Ale tamtym razem przesadzili w swej chciwości i wywołali falę niekontrolowanej migracji. Zainicjowali powstanie wielkiego przemysłu uchodźczego. Wtedy też zwrócili się o pomoc do wszystkich krajów Unii Europejskiej, aby one, symbolicznie przynajmniej, odciążyły Niemcy, przyjmując po kilkanaście–kilkadziesiąt tysięcy uchodźców.
Politycy PiS już wtedy nie wykazali się europejską solidarnością. Nie przyjęli nawet symbolicznie kilku tysięcy uchodźców. Niemiecki kryzys wykorzystali do wykreowania politycznego straszaka. Straszyli polskich wyborców rzekomą groźbą uchodźczego najazdu. A potem triumfalnie ogłosili, że to dzięki ich wysiłkowi Polska uniknęła muzułmańskiej nawały. Pomimo iż Polska nie była i nie jest celem afrykańskiej czy bliskowschodniej migracji.

Ale propagandziści PiS mistrzowsko opanowali sztukę kreowania nieistniejących problemów, a potem triumfalnego ogłaszania, że ten nieistniejący problem rozwiązali.
Skoro udało się w 2015 r. przestraszyć Polaków muzułmańskimi uchodźcami, to przed kolejnymi wyborami propagandziści PiS poczęli szukać kolejnego straszaka. Najpierw próbowali postraszyć Polaków „ideologią gender”. Ale nikt, nawet ci straszący, nie potrafił jasno powiedzieć, cóż to ten „żender” jest. Czasem niektórzy wyjaśniali, że ten „gender-żender” polega na tym, że kobity chodzą w spodniach, a faceci w sukienkach. Ale kiedy przypomnieli sobie, że w sukienkach chodzą w Polsce katoliccy księża i ministranci, to szybko „gender-żender” zniknął jako wiszące nad nami zagrożenie.

Dlatego miejsce muzułmańskich uchodźców i „żendera-gendera” zajęła „ideologia LGBT”. Propagandziści PiS wychwycili wypowiedź wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja, zdeklarowanego geja, który w obszernym wywiadzie dla „Dziennika. Gazety Prawnej” wyznał, że chciałby, aby w przyszłości homoseksualiści w Polsce mogli mieć takie same prawa jak osoby heteroseksualne. Mogli zawierać związki podobne do małżeńskich, a nawet adoptować dzieci.

Na podstawie tej jednej wypowiedzi propagandziści PiS wymyślili „ideologię LGBT”. A ściślej takie hasło. Taki społeczny straszak. Aby znów nastraszyć przysłowiowy „ciemny lud”. Wystraszyć polskich wyborców tak silnie, aby teraz zagłosowali oni na pogromców „ideologii LGBT”. Czyli aktywistów PiS.
Prawda jest taka, że „ideologii LGBT” nie ma. Bo ludzie o homoseksualnej orientacji mieszkający w Polsce mają przeróżne poglądy, także polityczne. Znam homoseksualistów, którzy są narodowcami. Jeden z nich nawet prominentnym ich politykiem. Znam homoseksualistów, którzy głosowali w 2015 r. na PiS. Bo chcieli obniżenia wieku emerytalnego. Większość znanych mi homoseksualistów głosuje na PO. Mniejszość na partie lewicowe.

Postulat równych praw dla osób homoseksualnych i heteroseksualnych to nie jest jakaś „ideologia LGBT”, tylko ideologia podstawowych praw człowieka. Jeśli uznamy i zgodzimy się, że wszyscy ludzie są równi, niezależnie od ich rasy, wyznania, orientacji seksualnej, to wszyscy powinni mieć takie same prawa. I należą im się jak przysłowiowa miska zupy.
Warto przypomnieć, że trzysta lat temu równych praw nie mieli polscy chłopi. O tym, czy mogą zawrzeć związek małżeński, decydowali wtedy ich panowie. Dwieście lat temu równych praw nie miały kobiety. To ich rodzice albo mężowie decydowali o tym, co one mają robić. Taki stan rzeczy uważano wtedy za „naturalny porządek”. Był on sankcjonowany przez ówczesne władze i błogosławiony przez Kościół katolicki.

Aby nie dopuścić do realizacji pełni praw człowieka w naszym kraju, propagandziści PiS straszą teraz swój „ciemny lud” strasznymi skutkami zrealizowania „ideologii LGBT”. Mówią: „Jeśli zgodzimy się na małżeństwa homoseksualistów, to oni zażądają prawa do adopcji dzieci. I wtedy homoseksualiści będą gwałcić malutkie Polki i małych Polaków.”
Wizja gwałconych dzieci robi wrażenie. Ale jest to oczywiście kłamstwo, bo orientacja homoseksualna nie oznacza pedofilii. Więcej jest pedofilów wśród osób heteroseksualnych. O których PiS nie chce dyskutować. Zresztą gdyby każdy pedofil był homoseksualistą, to polski Kościół katolicki byłby instytucją zdominowaną przez gejów. Jedną wielką gejownią, jak mawiają narodowo-katoliccy patrioci.

W ostatnich tygodniach polskie media wiele pisały o zabójstwach dzieci przez ich rodziców. Wszyscy mordercy byli heteroseksualni; większość – jak choćby ojciec-morderca Dawida Żukowskiego – przed zbrodniami (albo i po nich) modliła się w katolickich kościołach. Czy dlatego powinniśmy zakazać posiadania dzieci heteroseksualnym katolikom?
Wiele razy uczestniczyłem w dyskusjach o postulatach adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Wiele razy słyszałem zarzut, że będzie wtedy dochodzić do gwałtów. Zatem oto rozwiązanie kompromisowe: niech geje mają prawo do adopcji wyłącznie dziewczynek, a lesbijki wyłącznie chłopców. Wtedy pan prezes Kaczyński będzie spał spokojnie.

Polska – kraj faszystów

Relacje przedstawiające polskich nazioli bijących spokojnych uczestników Marszu Równości pokazywano na całym świecie. Pokazywano różańce i faszyzujące symbole. Wraz z informacjami, że bijący mieli błogosławieństwo polskich księży katolickich i rządzącego PiS. Tydzień wcześniej w wielu telewizjach poinformowano, że eurodeputowana PiS pani Beata Szydło dwukrotnie odpadła w wyborach w Parlamencie Europejskim, bo została uznana za „miss ksenofobii” PE. Niedawno światowe agencje informacyjne podały, że w Izraelu, a nie w Polsce, odbędą się w styczniu 2020 r. główne uroczyste obchody 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego, nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Dzięki przedwyborczym grom politycznym PiS, sianiu przez tę partię nienawiści, nasz kraj ma opinię matecznika ksenofobii, antysemityzmu i agresywnego katolicyzmu. Idealnego miejsca lokalizacji obozów śmierci.
Piotr Gadzinowski

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Piotr Gadzinowski

Poseł na Sejm RP w latach 1997–2007. Redaktor i felietonista w: „itd”, „Trybunie”, „NIE”, Lewica24. Publikował też w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Sztandarze Młodych”, „Przeglądzie”, „Dziś”, Onecie, Strajku, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, mediach chińskich. Publicysta, komentator radiowy i telewizyjny, scenarzysta, wykładowca akademicki. Autor i współautor ośmiu książek poświęconych kulturze i polityce. Odznaczony medalem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis” oraz „Tęczowym Laurem”, „Srebrnymi Ustami” i „Złotą Odznaką” Stowarzyszenia Filmowców Polskich. (Wielbiciel i znawca orientalnych potraw, w tym trunków – przyp. red).