Przepijają naszej babci

Lata tłuste nie trwają wiecznie. W lata chude wejdziemy z gigantycznymi długami.

Prominenci PiS będą czarować w czasie kampanii wyborczej miło brzmiącym hasłem: „My dotrzymujemy obietnic”. I na dowód, że ich dotrzymują, będą wyliczać, posiłkując się palcami jednej ręki, ileż to biecanych pieniędzy polskiemu społeczeństwu dali. Oczywiście w trakcie swej wyliczanki, kto i ile od pana prezesa Kaczyńskiego dostał, nie dopowiedzą, że rozdzielane przez nich pieniądze nie pochodzą z kieszeni liderów PiS, tylko z budżetu państwa polskiego. Czyli naszych podatków. Nie będą przypominali, że tak naprawdę elity PiS, obiecując przeróżne 500+, 300+ czy Krowa+, obiecują nam jedno. Że znowu kupią nasze głosy za nasze pieniądze.
Nie można jednak sprowadzać wszystkich socjalnych transferów pana prezesa jedynie do transakcji kupowania głosów wyborczych. Dzięki systematycznemu dosypywaniu pieniędzy do domowych budżetów zasypano wiele obszarów biedy. Poprawiono sytuację materialną wielu polskich rodzin. Poprawiono też ich poczucie bezpieczeństwa. Wzmocniono ich społeczny status. Przywrócono niejednemu godność.

Dosypane pieniądze w większości zostały wydane na bieżącą konsumpcję i poprawę jakości życia. Zarobiły na tym wielkie sieci handlowe i lokalne sklepiki. Zarobili polscy hotelarze i knajpiarze, bo część z dosypanych pieniędzy poszła na wakacyjne wyjazdy. Zwykle krajowe, co doprowadziło w tym roku do odczuwalnej już zwyżki cen usług. Niestety, nie przyczyniły się te transfery socjalne do wzrostu oszczędności Polaków, które nadal należą do najniższych w Unii Europejskiej. Dosypując pieniędzy, rządzący nie stworzyli bowiem instytucji i możliwości systematycznego, długoletniego oszczędzania. Zwłaszcza dla rodzin wielodzietnych. Oszczędzania na koszty przyszłej nauki dzieci, na ich lepszy start życiowy. Z kilku przekrojowych badań społecznych wynika, że pieniądze pochodzące z programu 500+ odkładają na przyszłość jedynie jego najbogatsi beneficjenci. Ci, którzy nie potrzebują tych pieniędzy do załatania bieżących wydatków. To oni tworzą sobie konta oszczędnościowe z odkładanymi pieniędzmi z programu 500+, przeznaczonymi na przyszłe studia zagraniczne dla swych pociech.

Dzietność nie

Nie wszyscy już pamiętają, że pierwotnym celem programu 500+ nie było jedynie kupowanie głosów wyborczych przez rządzących czy nowego sprzętu AGD przez beneficjentów. Był on częścią przyjętej w lutym 2016 r. przez rząd PiS długofalowej polityki gospodarczej i stworzonej potem „Strategii odpowiedzialnego rozwoju”.

Twórcy tego programu przyjęli założenie, że gospodarka polska ma przed sobą kilkanaście lat szybkiego rozwoju. Dzięki niemu polski produkt krajowy brutto będzie systematycznie rosnąć. Dlatego dystans między zamożnością obywateli naszego kraju a czołówką państw Unii Europejskiej miał się zmniejszać. W 2020 r. PKB w Polsce miał osiągnąć 75 proc. średniej w Unii Europejskiej. A w 2030 r. już 95 proc. średniej.

Aby doganiać bogaty Zachód, gospodarka polska musi stale się rozwijać, przeskakując blokujące ją bariery. I nie wpadać w okresy spowolnienia gospodarczego, jak grożąca nam „pułapka średniego rozwoju”: stabilizacja życia gospodarczego i społecznego na średnim poziomie. Sytuacja, w której młodzi ludzie zarabiają mniej niż w przeszłości ich rodzice na tych samych stanowiskach. Życie bez perspektyw lepszego jutra. Często na koszt dorobku wcześniejszych pokoleń. Masowa frustracja młodych wynikająca z braku perspektyw życiowo-zawodowych.
Twórcy „Strategii odpowiedzialnego rozwoju” przewidzieli pięć zagrożeń, które mogą niebawem zablokować dalszy szybki rozwój naszej gospodarki. Przede wszystkim zwrócili uwagę na pogarszającą się sytuację demograficzną. Starzenie się społeczeństwa i zmniejszanie jego liczebności. Ponieważ rządzące elity PiS mają alergię na migrantów z zagranicy, spróbowano dosypywaniem pieniędzy do domowych budżetów zachęcić Polaków do rozmnażania się.

Dzisiaj już widać, że program 500+ nie doprowadził do wzrostu demograficznego. Ale nie można go zlikwidować, nawet zmodyfikować, bo stał się jednym z fundamentów polityki społecznej. Oprócz „pułapki średniego rozwoju”, twórcy SOR zauważyli „pułapkę średniego produktu”. Polska gospodarka nie wytwarza produktów zaawansowanych technologicznie. Jesteśmy potentatami w produkcji mebli, materiałów budowlanych, chemicznych środków czystości. Montujemy samochody i sprzęt AGD globalnych firm. Taki stan sprawia, że największe zyski z montowni wypływają za granice naszego kraju. Bez nich trudno zakumulować kapitał potrzebny do powstania przedsiębiorstw o zaawansowanej technologii.

Flagowa klapa

Odpowiedzią na taką pułapkę miał być Polski Fundusz Rozwoju. Państwowa instytucja wspierająca finansowo i organizacyjnie przyszłe, „flagowe” polskie firmy, produkujące najnowocześniejsze dobra. Opracowano „Projekt Batory”. W 2017 r. w szczecińskiej stoczni uroczyście, z udziałem najwyższych władz partyjnych i kościelnych, położono stępkę pod budowę nowoczesnego promu dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Miał on zapoczątkować serię podobnych statków, uczynić z Polski promową potęgę. Zaczęło się i skończyło na uroczystościach. PŻB zamówiła prom w Singapurze, a miedzianą stępkę złomiarze ukradli.

Na szumnych obietnicach skończył się też „Projekt Luxtorpeda”, przewidujący budowę polskich kolei wysokich prędkości. A w czasie tegorocznych wakacji w PKP zabrakło sprawnych wagonów do realizacji rozkładu jazdy. Kolei wolnych prędkości. Klęską zakończył się program budowy polskiego autobusu elektrycznego. Nie znaleziono firmy gotowej go produkować. Za to Solaris – największy polski producent elektrycznych autobusów – został kupiony przez fundusz hiszpański. Obiecywanych przez pana premiera Morawieckiego miliona elektrycznych samochodów osobowych też długo nie zobaczymy.

Rozpoczynając pierwszą kadencję swych rządów, elity PiS sypnęły socjalnymi programami+ i obiecały stworzyć przemysł, który będzie zarabiał na te wszystkie „piątki Kaczyńskiego”.
Obietnice spełniono w połowie. Pieniądze na programy socjalne płyną i płynąć będą, zwiększając istniejący dług publiczny i deficyt budżetowy. Radykalnie poprawiło to nastroje społeczne, ograniczając krzywdy i biedę.

Niestety, „lata tłuste” nie trwają wiecznie. Już wiele znaków na niebie i ziemi zapowiada nadchodzące lata spowolnienia, „lata chude”. Polska wejdzie w nie z licznymi realizowanymi i obiecywanymi programami dosypywania pieniędzy z deficytowego budżetu. Obiecywanych superpromów, luxtorped, elektrycznych aut i Centralnego Portu Komunikacyjnego długo nie zobaczymy. Będą za to narastające długi do spłacenia.

Cała nadzieja pozostanie niektórym w domku odziedziczonym po oszczędnej kiedyś babci. Zdrowie babci, niech jej śmierć lekką będzie.
Piotr Gadzinowski

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Piotr Gadzinowski

Poseł na Sejm RP w latach 1997–2007. Redaktor i felietonista w: „itd”, „Trybunie”, „NIE”, Lewica24. Publikował też w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Sztandarze Młodych”, „Przeglądzie”, „Dziś”, Onecie, Strajku, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, mediach chińskich. Publicysta, komentator radiowy i telewizyjny, scenarzysta, wykładowca akademicki. Autor i współautor ośmiu książek poświęconych kulturze i polityce. Odznaczony medalem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis” oraz „Tęczowym Laurem”, „Srebrnymi Ustami” i „Złotą Odznaką” Stowarzyszenia Filmowców Polskich. (Wielbiciel i znawca orientalnych potraw, w tym trunków – przyp. red).