Przymus łgania

Co łączy Prawo i Sprawiedliwość z Konferencją Episkopatu Polski? Wszystko, co najgorsze: arogancja, bezczelność, chciwość, draństwo, egoizm, fanatyzm, grubiaństwo, hipokryzja, indolencja, judaszostwo, ku..two, lubieżność, łakomstwo, mizoginizm, nikczemność, obłuda, perfidia, rozwiązłość, sprzedajność, tupet, ultrakonserwatyzm, wiarołomstwo…

Można tak wymieniać jeszcze długo, bo każdy dzień przynosi nowe przykłady skandalicznych zachowań i wypowiedzi, ale najbardziej rzuca się w oczy przymus łgania oraz życia ponad prawem i ponad stan. Im wyższe stanowisko w hierarchii partyjnej i kościelnej, z tym większym nasileniem się ujawniają, bo stanowią skutek negatywnej selekcji awansowej. Wśród szeregowych kaczystów i księży trafią się jeszcze porządni, skromni i prawdomówni, ale im wyżej, tym gorzej. Bardziej agresywne, bezwzględne, zdemoralizowane jednostki wygryzają choćby trochę przyzwoitszych konkurentów.

Premier Morawiecki, jako jeden z nielicznych z partyjnej kasty bezkarnych, ma nawet urzędowe, sądowe poświadczenia, że łgał i nakaz sprostowania. W żadnym unijnym kraju nie mógłby pozostawać na stanowisku szefa rządu ani jakimkolwiek innym, ale Polska nie osiągnęła jeszcze europejskiego standardu politycznej przyzwoitości. Z hierarchów kościelnych żaden takowego dokumentu nie ma, bo są traktowani jak święte krowy i nikomu nawet nie przychodzi do głowy ciąganie ich po prokuraturach i sądach. Obojętne, jaki łamią przepis kodeksu karnego, cywilnego, rodzinnego czy wykroczeń są absolutnie bezkarni. To ich rozbestwia, a zarazem działa destrukcyjnie na całe społeczeństwo, które widzi, że z purpuratami nie można nie tylko wygrać, ale nawet podjąć równorzędnej walki. W mniejszym stopniu dotyczy to także szeregowych księży, bo to immanentna cecha państwa wyznaniowego, w którym Kościół nie tylko wywiera wpływ na stanowienie świeckiego prawa, ale się do niego bezkarnie nie stosuje.

Najjaskrawszym przykładem jest bezkarność biskupów, którzy całymi latami ukrywali kościelną pedofilię i chronili przed wymiarem sprawiedliwości sutannowych sprawców gwałtów na dzieciach. Sami też latami popełniali różnego rodzaju przestępstwa, jak choćby wielbiony w Poznaniu abp Paetz. Żaden z molestowanych przez niego kleryków nie ośmielił się złożyć zawiadomienia do prokuratury ani pozwu do sądu. A kiedy już toczyła się jakakolwiek sprawa z udziałem członka biskupiej kasty, był on traktowany przez sąd niczym udzielny książę, czyli w sposób absolutnie niewyobrażalny w demokratycznym państwie, gdzie wszyscy – przynajmniej teoretycznie – są równi wobec prawa.

Takiego specjalnego traktowania doświadczył we wrześniu 2009 r. abp Gocłowski, będący świadkiem w aferze podległego mu wydawnictwa Stella Maris. Oszukańczy, kościelny interes kręcił się latami. Łączne wyłudzenia VAT sięgnęły 14 mln zł. Metropolita gdański nie stawił się jednak w sądzie na przesłuchanie. Odwrotnie: sąd, prokurator i trzej oskarżeni wraz z adwokatami stawili się karnie w kurii, gdzie zostali łaskawie przyjęci. Rzekomo ze względu na dolegliwości kardiologiczne świadka, który jednak podczas dziewięciogodzinnego przesłuchania był – według opinii prok. Szostaka – „w dobrej formie”. Aby dziennikarze nie oglądali tej kompromitacji wymiaru sprawiedliwości, sędzia nie dopuściła do ich obecności podczas „wyjazdowej” rozprawy. Swoją drogą ciekawe, czy przedstawiciele prawa, reprezentujący majestat Rzeczypospolitej, na powitanie całowali metropolitę w pierścień.

Łgarstwa tronu i ołtarza nasilają się w okresie kampanii wyborczej. Tegoroczna odbywa się pod hasłem obrony polskiej rodziny przed demoralizacją, deprawacją i seksualizacją przez ideologię LGBT+. Oczywiście nie ma takiej ideologii, a relatywnie najwięcej homoseksualistów jest wśród kleru, ale temat jest nośny, bo 30 lat katechezy w szkołach wychowało pokolenie homofobów. Kaczyści i kler dmą w trąby nienawiści i nietolerancji do kilku milionów nieheteronormatywnych Polaków i odmawiają im pełni praw człowieka. Nie ma takiego kłamstwa, którego by nie powiedzieli, byle tylko wygrać wybory. To być albo nie być nie tylko dla PiS, ale i dla Kościoła. Wszak lewica ma realny program odklerykalnienia Polski i dania Polakom świeckiego państwa, przyjaznego wszystkim obywatelom.

Na tapecie jest więc „tęczowa zaraza”. Według katoprawicy, przynosi plagi, które dotykają każdej dziedziny życia. Ks. prof. (sic!) Bortkiewicz z całą powagą oświadczył, że awaria oczyszczalni ścieków „Czajka” to kara boska za tęczową profanację w Płocku obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Wprawdzie ścieki wylały się w Warszawie, ale przecież Wisła w drodze do morza przepływa przez grzeszny Płock. Słusznie pominął milczeniem, że także przez bogobojne, homofobiczne tereny, które chcą być „wolne od LGBT”. Katolicyzm wyznaje bowiem zasadę, że lepiej ukarać stu niewinnych niż pozwolić, aby uszedł choćby jeden grzesznik. Znamienne są słowa legata papieskiego Arnauda Amaury, który podczas krucjaty przeciwko katarom, wobec wątpliwości, jak odróżnić heretyków od katolików, dał następujące dyspozycje dotyczące mordowania: „Zabijajcie wszystkich. Bóg rozpozna swoich”.

Na wezwanie Konferencji Episkopatu Polski 23 czerwca 2019 r. we wszystkich kościołach i kaplicach w Polsce po każdej mszy wierni śpiewali „Święty Boże, Święty Mocny…” jako modlitwę wynagradzającą za świętokradztwa, profanacje i bluźnierstwa, które – według biskupów – „miały miejsce podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów”. Abp Gądecki oświadczył wręcz, że: „Oficjalnie powodem organizacji takich marszów jest troska o większą tolerancję w społeczeństwie, tymczasem stają się one miejscem obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych”.

Prawda jest zgoła inna. To kler ręka w rękę z PiS mami wiernych rzekomymi zagrożeniami ze strony społeczności LGBT+ i wzywa do nienawiści. Są bezkarni, bo kodeks karny w artykule 256 przewiduje wprawdzie karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch za publiczne nawoływanie do nienawiści, ale tylko „na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”. Osoby nieheteronormatywne są pozbawione takiej ochrony, co tym bardziej wyzwala wobec nich agresję „prawdziwych Polaków-katolików”, których mentalność została okaleczona przez Kościół i PiS. Zanim zmienimy przepisy kodeksu karnego, trzeba wykorzystywać te, które są. Pierwszą jaskółką jest zawieszenie prof. Nalaskowskiego w obowiązkach nauczyciela akademickiego na trzy miesiące. Brawa dla Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu!

prof. Joanna Senyszyn
senyszyn.eu

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Joanna Senyszyn

Kobieta, która się Kościołowi nie kłania, ateistka, feministka, profesorka, rektorka, dziekanka, promotorka, posłanka, europosłanka, działaczka społeczna, obrończyni uciśnionych, felietonistka, blogerka, autorka aforyzmów i limeryków, matka terminów: „kaczyzm”, „Rzeczpospolita Obojga Kaczorów”, „katole”, „kaczoprawica”, „PiSokrzyżowcy”, stara komuszyca i wczesna solidaruszyca. Dwukrotna laureatka „Lustra Szkła Kontaktowego” (TVN24) dla najbardziej lubianego polityka. W „Faktach i Mitach” pisze felietony ku pokrzepieniu serc w czasach kaczystowskiej zarazy. (Szanowana przez współpracowników za inteligencję, poczucie humoru oraz celną ripostę – przyp. red.).