Świat się śmieje

Bywa, że aby nie zwariować, trzeba zamienić zdziwienie i wściekłość na śmiech. Lubię się pośmiać i łatwo mi to przychodzi. Innym zresztą też.

Pamiętacie jeszcze „aniołki” Glapińskiego? Nie? A widzicie! One już się z Was śmieją. Pamiętacie samego Glapińskiego, prezesa NBP? On też się śmieje! A może pamiętacie jego protegowanego, szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Ch., który (jak wynika z nagrań) miał żądać kilkudziesięciomilionowej łapówy od jednego z najbogatszych Polaków za to tylko, by jego bank mógł przetrwać? No, Marek Ch. Też z nas rechocze i biega po wolności. Cieszy się fortuną senator PiS Grzegorz Bierecki, którego SKOK-i kosztowały budżet państwa (czyli nas) więcej niż wszystkie inne dotychczasowe afery razem wzięte. Wolnością raduje się Macierewicz – autor rozwałki wojskowego wywiadu, a potem całej armii, apostoł religii smoleńskiej (z jej 96 „miesięcznicami”) i grabarz polskiej zbrojeniówki. Uśmiech nie schodzi z jego lica i jakoś nikt nie zmusza go do przymusowego leczenia. Śmieje się też niejaka Natalia Grządziel, bo z funkcji makijażystki Jarkacza awansowała właśnie na… szefową gabinetu politycznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Śmieje się jak głupi premier RP, że nie beknął jeszcze za jakieś dziwne i śmierdzące operacje finansowe. Radośnie paraduje na wolności główny ideolog współczesnej Polski – Jarosław Kaczyński i rży, że wszystko co robi, uchodzi mu płazem (łącznie z miliardowymi inwestycjami budowlanymi). Banan nie schodzi z twarzy prezydenta Dudy, a nawet dojrzewa tam radośnie, gdy inni się z niego śmieją. I również Rydzyk w pełni uchachany z debilizmu tych, którzy pakują w jego imperium kolejne miliony naszych – bo przecież budżetowych! – pieniędzy. Śmieją się oni, śmiejmy się więc i my!

Śmiejmy, póki jeszcze możemy, bo już niebawem śmiech ten może być reglamentowany i prawo do niego będzie przyznawane tylko „lepszemu sortowi”, a jeśli czytacie te słowa, to jesteście raczej „gorszym sortem”. Może nie od razu „kanaliami” i „mordami zdradzieckimi”, ale „gorszym sortem” na pewno. (No, chyba że lubicie białe róże, to możecie być kanaliami i nawet stać tam, gdzie kiedyś stało ZOMO). Zdarzyło Wam się śmiać z tego, co robi kler? Ze święcenia wody w basenie, studzienki kanalizacyjnej, oczyszczalni ścieków, ubojni, z leczenia weganizmu egzorcyzmami, kupczenia relikwiami, z zawierzeń Polski królowi Chrystusowi i matce Jego królowej Polski Marii (zawsze dziewicy!), z modlitw o deszcz, a potem znów o suszę? Oj, ostrożnie…

Instytut Ordo Iuris i Centrum Wolności Religijnej prowadzą zbiórkę podpisów pod apelem do ministra sprawiedliwości Z. Ziobry. Zacytujmy końcowy fragment apelu:
„Domagamy się, by przepisy karne były skutecznie egzekwowane przez organy ścigania, a wszyscy bez wyjątku sprawcy obrazy uczuć religijnych i znieważania symboli religijnych stanęli przed wymiarem sprawiedliwości i ponieśli odpowiedzialność za swoje czyny”.

Do gułagów z nami! Śmiejmy się, póki możemy…

Inicjatywa gnębionych w Polsce katolików nie wzięła się znikąd. Kościół wychodzi z kryzysu wizerunkowego i przystępuje do kontrataku:
„Pasterzy Kościoła próbuje się dziś ośmieszać, opluwać, by osłabić ich autorytet, by im wmówić, że utracili prawo do pouczania innych, do kierowania ludźmi. Zdaniem agresorów, Kościół stracił prawo do ewangelizowania świata. Świat należy wyzwolić od wpływów Kościoła. Jednak Kościół nie zdradzi Chrystusa i w mocy Bożego Ducha oprze się szatańskiej próbie zepchnięcia go na margines życia indywidualnego i społecznego”.

Ładnie ktoś poszedł, po bandzie, szacun! Kto to taki? Biskup świdnicki Ignacy Dec. Ujął mnie jeszcze jednym zdaniem: „Trzeba dziś przypominać i ukazywać wzorcowe postaci kapłanów, których naprawdę jest wiele”. Jakich? Nie powiedział, ale zważywszy na fakt, że słowa te padły w wywiadzie z nim o… nim (rocznica święceń), niewątpliwie miał siebie na myśli. Tym bardziej że (jak twierdzi) powołanie do kapłaństwa otrzymał w latach młodzieńczych „od Najwyższego i Wiecznego Kapłana Jezusa Chrystusa (…)”. No, całkiem jak Paweł, Piotr, Jan i inni apostołowie. Dobrze się chłop bawi i z nas śmieje. Śmiejmy się więc i my!

Bez śmiechu zakończyła się sprawa popularnego w Łodzi księdza Michała Misiaka. Pojechał do Jerozolimy, by pogłębić swą miłość do katolicyzmu, ale spotkał tam sympatycznych protestantów i postanowił zmienić drużynę. Nie słychać, by zgwałcił kogoś nieletniego, rozjechał po pijaku, zagłodził psa, zdefraudował pieniądze, ukradł kosztowności; to uszłoby mu płazem. Ale postanowił wielbić Pana z firmą konkurencyjną, no to sru: ekskomunika. No cóż, tak to jest w korporacjach. Ale i on się zapewne śmieje: ma wylansowane już nazwisko, praktykę w biznesie i u protestantów mniejszą konkurencję – zrobi karierę szybszą niż „powołany” przez Chrystusa Dec. Pewnie śmieje się teraz ze starych szefów.

Radość rozsadza też innego znanego księdza – Michała Macherzyńskiego, motocyklistę. Swoją przemowę w Boże Ciało zakończył słowami: „Rozpoczynam nowy etap życia przy boku Justyny”. Jeśli Justyna jest pełnoletnia (płeć nie ma tu znaczenia) i nie zmusił jej do swojego towarzystwa, to chwała Panu! Na jego radości próbuje się wylansować inny znany ksiądz, publicysta Radia Maryja, Tomasz Kancelarczyk. Robi to jednak bez polotu swojego kolegi po fachu Deca: „Takie coś nazywa się zdradą i o zgrozo tu ta zdrada jest ubierana w szaty uczciwości… bo ksiądz nie będzie prowadził podwójnego życia. Otóż będzie prowadził podwójne życie, bo zawsze ze święceniami kapłańskimi w tle. (…) Rozumiem, że w naszym życiu księżowskim, ale i każdego innego człowieka różne rzeczy mogą się wydarzyć, bo z jednej gliny jesteśmy ulepieni i te same emocje i namiętności nami targają, ale grzech to jest grzech i nie zmieni tego żadne medialne przedstawienie” – pisze ze znawstwem Kancelarczyk, choć nie podaje szczegółów tych „innych rzeczy”, których – jak zrozumiałem – doświadczył. Dalej wieszczy: „Zrobiłem mały eksperyment i rozpocząłem kazanie w ostatnią niedzielę słowami księdza Michała Macherzyńskiego o porzuceniu kapłaństwa i dalszej drodze z Justyną. Zrobiłem to, nie tłumacząc, że to nie są moje słowa. I co ? Nie było oklasków, ale smutek i przerażenie” – wyznaje. Cóż, widocznie parafianie wolą, by Kancelarczyk nie weryfikował swej seksualności „na wolnym rynku” i dalej walczył ze swym pożądaniem. I pewnie śmieją się z niego. Śmiejmy się więc i my.
Dariusz Cychol

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Dariusz Cychol

Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).