Szczerze? Sam już nie wiem, kto tu jest świnią…

Rzeczpospolita Zwierzęca

1 lutego br. w Ziemię miała uderzyć asteroida 2002 NT7 i zakończyć nasze życie na tym padole. Kiedy już przeleciała, głos zabrał jasnowidz z Człuchowa: „Mam wrażenie, że zbliżenie się tej planetoidy nie odbije się większym echem wśród mieszkańców Ziemi” – stwierdził z mądrością sowy. Mylił się.

Błąd jasnowidza w ocenie sytuacji polegał na tym, że nie przewidział reakcji ludzi na zbliżający się koniec świata. Choć prawdopodobieństwo katastrofy było znikome, z mieszkańców Najjaśniejszej wychodzić zaczęły zwierzęce instynkty. W przeciwieństwie do jasnowidza zauważyła to sama asteroida i lecąc zaśpiewała hymn, który usłyszeli tylko wybrani (w tym autor tekstu):

„Folwarku Zwierzęcy, ojczyzno ma słodka,
nigdy przeze mnie Cię krzywda nie spotka!”.*

Zrozumiałem, że asteroida była kiedyś potężnym zwierzęciem – najpewniej dinozaurem, i też żyła na Ziemi („ojczyzno ma słodka”), ale została z niej przegnana. Innego wytłumaczenia nie ma. O powodach opuszczenia planety przez dinozaury opowiedziała posłanka, lekarz, była minister zdrowia, była premier i była przewodnicząca Platformy Obywatelskiej – Ewa Kopacz, kobieta wykształcona i świetnie poinformowana: „Przypomnę trochę strasznie dawne czasy. Wtedy, kiedy dinozaury jeszcze były, a ludzie nie mieli strzelb i nowoczesnej broni, która pozwoliłaby ich zabić. Wie pani co robili? Rzucali kamieniami w tego dinozaura. Wiadomo, że od jednego rzucenia na pewno nie padł. Ale jeśli przez miesiąc, dwa rzucali tymi kamieniami, to go na tyle osłabili, że mogli go pokonać” – powiedziała.

Zadała tym samym kłam dotychczasowym ustaleniom nauki, która twierdziła (do tej wypowiedzi), że dinozaury i ludzi dzieli jakieś 66 milionów lat historii. Wszyscy się mylili, bo wszyscy przecież wiedzą, że Bóg równocześnie (w ciągu 6 dni) stworzył wszystko – i dinozaury i homo sapiensów. Po tych słowach, które przebiły się na świecie bardziej niż jakakolwiek encyklika papieża – Polaka, inaczej zaczęliśmy się zachowywać, nie ukrywając już swego zwierzęcego pochodzenia.

„Cztery nogi dobrze, dwie nogi źle”.

Telewizja TVN24 wyemitowała szokujący reportaż pokazujący okrucieństwo polskich rzeźników w obchodzeniu się z chorymi krowami. Jeszcze bardziej szokował fakt, że mięso martwych zwierząt (martwych przed przywiezieniem do ubojni) trafia do sklepów. Nie tylko polskich, bo w ostatnim czasie również na stoły mieszkańców 13 innych europejskich państw. Szlag trafił Europejczyków. Szlag trafił też same krowy, oczywiście najpierw te bliżej Zachodu, czyli z woj. dolnośląskiego. Światowa Organizacja Zdrowia Zwierząt (OIE) z siedzibą w Paryżu poinformowała, że po 6 latach do Polski powróciła „choroba szalonych krów” – BSE.

Bez wątpienia jest to reakcja zwierząt na zezwierzęcenie ludzi. Władza postanowiła nieco ocieplić swój wizerunek i zaprosiła do Sejmu niejakiego mec. Roberta Nowaczyka. Barwnie opowiadał on o tym jak razu pewnego minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński miał – wg opowieści adwokata – uwalić się jak prosię i wyzwolić w sobie prawdziwe zwierzę. Biegał ponoć na czworakach po cudzym mieszkaniu i przez całowanie napastował psa gospodarzy – bokserkę o imieniu Tekila (podobno bardzo ładną).

„Osły mają długie życie. Żadne z was nigdy nie widziało martwego osła”.

Wiadomo, że przy takim obrocie spraw nie mogło zabraknąć przedstawiciela opozycji. Padło na byłego współzałożyciela Zjednoczenia Chrześcijańsko – Narodowego, aktualnego posła na Sejm RP – Stefana Niesiołowskiego. Wg CBA to prawdziwe zwierzę: przeleciał ok. 30 kobiet (kobiet, choć nie wiadomo czy nie było wśród nich bokserek) i była to – wg Biura – zapłata za życzliwość jaką obdarzał kilku biznesmenów. Jurny miał być przy tym jak dzikie zwierzę – kopulując podobno „zarwał łóżko” (szacun!). Zważywszy, że czynił to pan po siedemdziesiątce – jest to świetna rekomendacja dla wszystkich łódzkich mężczyzn. (Za rok mógłby wystawić godzinę spotkania ze sobą na aukcji WOŚP).

Sprawa Stefana Niesiołowskiego (możemy jeszcze oficjalnie podawać jego nazwisko) odbiła się szerokim echem wśród parlamentarzystów. Nie można wykluczyć, że ogólny trend jawnościowy (zapoczątkowany jeszcze przez M. Gorbaczowa jako – głasnost’) dał szansę prezesowi NBP Adamowi Glapińskiemu do obniżenia zarobków pracującej dla niego Pani Blandynie. Z pewnością wykorzysta tę szansę.

„Dobry człowiek to martwy człowiek”.

Ogólne zezwierzęcenie ludzi miało uspokoić podrzucenie tłumowi smakołyka w postaci człowieka o apetycznym nazwisku – Ogórek. Kandydatka lewicy na urząd Prezydenta RP, oddająca ostatnio swoje ciało i umysł TVPiS, została ponoć zaatakowana przez zezwierzęcony tłum zwolenników demokracji. Kiedy wyjeżdżała spod budynku TVP, jej samochód został obklejony karteczkami z groźnymi napisami: „wstyd i hańba”, „kłamczucha”. Przekaz informacyjny opresyjnej TV był jednoznaczny: w przeciwieństwie do zabójstwa Pawła Adamowicza (które było „przypadkowym mordem”) to był „lincz” i przykład „mowy nienawiści”. Za sprawę wzięła się psiarnia, a TVP opublikowała portrety „zwierząt” walczących o demokrację. Zabrakło wśród nich jednak portretu jednego ze współpracowników TVPiS, który sam przyznał się do wyzwalania w ludziach ich zwierzęcych instynktów.

„Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”.

Kiedy tyle się działo, obudzono Kaczora. Podrapał się w chore kolano, poczytał co o nim mówią i piszą, i też wyszło z niego zwierzę. Zagroził opozycji (tej bliżej Niesiołowskiego) i „Gazecie Wyborczej”, że pozwie ich, jeśli dalej będą pisać o nim to, co myślą, a nie to, czego on by chciał.
Przed ponownym zaśnięciem postraszył i pouczył zarazem:

„Dyscyplina, towarzysze, żelazna dyscyplina!”.

Towarzysze odebrali to jednoznacznie: skoro nie mogą uwolnić słonia, a zamknąć konia, zdecydowali, że za kratami pozostanie „Misiek” – była nadzieja polskiej obronności i przemysłu zbrojeniowego.

Samo pojawienie się słonia w tym opisie zdarzeń też nie jest przypadkowe. Po ok. dwuletniej ciąży (tyle co u słonia – ok. 660 dni) – swoje dziecię powił Robert Biedroń. Poród transmitowały telewizje. Dziecko jest ładne (choć bardziej podobne do Janusza Palikota niż partnera eksprezydenta Słupska), ale na razie jakby niedorozwinięte: mówi dużo, ładnie, ale z umiarkowanym sensem. Na szczęście ma szansę dorosnąć, zmądrzeć i jeszcze bardziej wypięknieć.

„Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim”.

Dariusz Cychol

* Cytaty: George Orwell, „Folwark Zwierzęcy”.

Darek Cychol

zaprasza do stałej lektury „Faktów i Mitów”. Felieton z aktualnego numeru („FiM” 6/2019). Jeszcze więcej jeszcze lepszych tekstów znajdziecie na: efaktyimity.eu . Czasy się zmieniają: lektura „FiM” jest w modzie (y)

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Dariusz Cychol

Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).