Taniec nad trumienką

Sprawa zabójstwa 10-letniej Kristiny z Mrowin pokazuje jak w soczewce nikczemność „społeczeństwa”, a jeszcze silniej podłość władzy, która się tą nikczemnością karmi.
Zacznijmy od języka, którego używają politycy, opisując tę sprawę. Rekord głupoty pobił jak zwykle „Matołusz” Morawiecki, używając w odniesieniu do podejrzanego określenia „morderca”. Jak bardzo trzeba być podłym albo niedouczonym, żeby – pobierając pensję premiera rządu (a jak się okazuje również inne dochody, których możemy się niekiedy tylko domyślać) – nie wiedzieć, albo udawać, że się nie wie, iż do momentu prawomocnego skazania każdy pozostaje niewinny? W demokratycznym państwie premier używający takiego języka zostałby określony jako kreatura i odwołany z powodu całkowitego braku kwalifikacji do zajmowanego stanowiska. W Polsce ktoś taki tylko zyskuje wzrost słupków poparcia.
I wyjaśnijmy od razu – żadne kretyńskie opowieści o bólu i szoku nie usprawiedliwiają takiego zachowania. Pan Morawiecki nie jest matką ani ojcem Kristiny i nie ma prawa przylepiać się do ich bólu, tudzież na nim lansować. Jego obowiązkiem jest przestrzeganie prawa, a konstytucyjna zasada domniemania niewinności zakazuje mu memlać o „mordercy” w odniesieniu do człowieka, który nie został prawomocnie skazany.

Lans władzy
Na śmierci malutkiej Kristiny postanowił się również wylansować, jak zwykle, minister Zbigniew Z. (którego złośliwi określają mianem „Zera”). I jak zwykle zrobił to z całkowitą pogardą dla prawa i dla wymiaru sprawiedliwości, o którym nie ma on niestety najlżejszego pojęcia, był bowiem chyba zbyt tępy albo zbyt leniwy (a może tylko zbyt pechowy?), żeby zdać porządnie egzamin prokuratorski i wykonywać zawód prokuratora. Ziobrowy taniec nad trumienką dziecka zaczął się od ujawnienia zatrzymania podejrzanego przed jego przesłuchaniem przez prokuratora prowadzącego postępowanie. Następnie pan Zbyszek rozpoczął rajd po reżimowych mediach, snując tam opowieści o potrzebie przywrócenia kary śmierci (może niech to opowie matce Tomasza Komendy?), o cudowności zaostrzania kar jako remedium na wszystko (czasem mam wrażenie, że ten człowiek prawa uczył się w Pjongjangu), jak również o domniemanych zaletach pierdu legislacyjnego, jakim jest nowelizacja kodeksu karnego autorstwa magistra Zero i jego ekipy. W dalszej kolejności pan Zbyszek w reżimowej KURwizji szeroko zwierzył się – ciekawe, czy za zgodą prowadzącego śledztwo prokuratora, czy też popełniając samemu przestępstwo ujawnienia informacji z postępowania? – na temat okoliczności postępowania, oceniając ze znawstwem, iż „było to na zimno wykalkulowane i zaplanowane morderstwo”, a także relacjonując, że „był taki moment zwrotny, który spowodował, że mieliśmy już w zasadzie pewność, iż jesteśmy na tropie właściwego sprawcy”. Zwracam uwagę na użycie pierwszej osoby liczby mnogiej – „my jesteśmy na tropie”. No, po prostu Sherlock Holmes nam się objawił. Pan Zbyszek postanowił wywołać wrażenie, że to on, „tymi ręcami” to śledztwo osobiście prowadził („my, Zbigniew”) i bohatersko ujął sprawcę, w czym nie przeszkodziły mu ani swoista inteligencja, ani brak doświadczenia zawodowego. Geniusz. Z głosem Ireny Kwiatkowskiej, ale geniusz. Dalej zaś pan Zbyszek poinformował, że w tej sprawie on już właściwie wydał wyrok: prokuratura „będzie się domagać najsurowszej kary”. Po co więc prokurator ma sobie trudzić tyłek płaszczeniem go podczas procesu w Sali sądowej i słuchaniem jakichś świadków, skoro Zbyszek już teraz wie, jakie będą wnioski co do kary po przeprowadzeniu przewodu sądowego?
Nie rozumiem, dlaczego w Polsce tak często ministrami sprawiedliwości zostają życiowi nieudacznicy, niemający pojęcia o wymiarze sprawiedliwości i o funkcji, którą przyszło im pełnić? Czy tak trudno zrozumieć, że skoro w nazwie stanowiska jest „sprawiedliwość”, a nie „PR”, to do czegoś to zobowiązuje?

Swoje trzy grosze postanowiła zarobić na tej sprawie również policja i reżimowe media. Otóż dolnośląska policja – pomimo że cała Polska pamięta jeszcze sprawę zakatowania Igora Stachowiaka – postanowiła zaprezentować swoje „możliwości”. Polegały one na tym, żeby dokonać zatrzymania z użyciem kamer, brutalnie i z maksymalnym upokorzeniem niewinnego człowieka, za jakiego mamy obowiązek uważać podejrzanego w sprawie zabójstwa małoletniej Kristiny. Wyprowadzono go z budynku w bieliźnie i skutego, a następnie trzymano na zewnątrz, chyba dla uciechy sąsiadów i głupkowatych mediów prawicy. Do internetu „wyciekły” też, zapewne „przypadkowo”, zdjęcia zatrzymanego bez zasłoniętej twarzy. Media zidentyfikowały również natychmiast rodzinę podejrzanego. Innymi słowy, państwo (i jego „dziennikarze”) urządziło sobie regularny lincz na podejrzanym i jego bliskich. A kiedy zaprotestował przeciwko temu zbydlęceniu – i słusznie – rzecznik praw obywatelskich, KURwizja odpowiedziała jak zwykle propagandowym ściekiem, który był próbą zlinczowania samego rzecznika (jako „obrońcy mordercy” – a czyim niby miałby być obrońcą w takiej sytuacji, może policji, gruba damo z „Wiadomości” z pastą jajeczną w czaszce?), a dodatkowo również jego dziecka. Przyznam, że nawet jak na burdel dowodzony przez Kurskiego było to wyjątkowo ohydne zachowanie.

Lincz po polsku
Do tego dodajmy jeszcze typowo polsko-katolskie reakcje naszego tzw. społeczeństwa (a raczej grupy etnicznej, bo do społeczeństwa to Polakom daleko). Zacytujmy przykład: „Mamuśka też nie jest bez winy: po co MILFa jarała się 22-latkiem i to będąc jego ciotką; chcąca pracowita baba jest w stanie załatwić każdego faceta” (cytat z komentarza na portalu prorządowego „Wprost” – dodajmy, że „MILF” to skrót z jęz. angielskiego, oznaczający popularną w pornografii postać starszej kobiety współżyjącej z młodym mężczyzną). Podgrzewały tę atmosferę pseudodziennikarskie męty, ekscytując się publicznie wrogim przywitaniem, jakie w areszcie śledczym zgotowali podejrzanemu inni osadzeni (z nieznanych powodów uważający się za lepszych od niego). Przyzwoicie zachował się natomiast europoseł PiS Janusz Wojciechowski, komentując: „W sieci radość z powitania w areszcie śledczym podejrzanego o zbrodnię w Mrowinach i entuzjazm, że dobrzy i sprawiedliwi mordercy, gwałciciele, bandyci i inni obcinacze palców będą się teraz pastwić nad złym. Tego chorego poczucia sprawiedliwości nigdy nie zrozumiem…”. Jak nie znoszę PiS, tak chapeau bas, Panie Wojciechowski.

Z tego wszystkiego wyłania nam się obraz złajdaczenia i intelektualnej słabości tzw. społeczeństwa, które łatwo zapomniało, jak oburzało się bezpodstawnym oskarżeniem i skazaniem Tomasza Komendy (do którego doszło m.in. wskutek nacisków poprzednika pana Zbyszka na stolcu ministra sprawiedliwości) i przystąpiło ochoczo do linczu na Jakubie A. Łatwo też dostrzec całkowitą niezdolność Polaków i będących ich emanacją polityków do głębszej, mądrzejszej i bardziej empatycznej refleksji nad tą sprawą. Nie usłyszałem ani jednego głosu upominającego się o pomoc psychologiczną dla rodziny małoletniej Kristiny i rodziny sprawcy. Nie było też choćby jednego głosu refleksji nad tym, jak lepiej chronić dzieci przed przemocą, jakie wdrożyć programy edukacyjne i profilaktyczne. Nikt nie odezwał się też w sprawie fatalnej kondycji polskiej psychiatrii dziecięcej, a przecież Jakub A. to bardzo młody człowiek i być może przyczyn jego zachowania należy szukać w braku opieki nad zdrowiem psychicznym polskich dzieci i młodzieży. Wreszcie, nikt nawet nie zająknął się o tym, że sprawca (ktokolwiek nim był) miał pozorować motyw seksualny zbrodni, chcąc wykorzystać ogólną histerię dotyczącą pedofilii i skierować zainteresowanie śledczych na boczny tor. Nie wspomnę już o tym, że jakoś nie słyszę o zbiórce pieniężnej na pomoc dla rodziny zabitego dziecka, której być może przydałaby się taka pomoc. Obrazu ogólnego złachmanienia społeczeństwa dopełniają infantylne i głupkowate, ale też całkowicie bezduszne zachowania polityków, które opisałem. Obraz ten jest bardzo smutny.
Strasznie mi żal zabitej Kristiny. Mam wrażenie, że Jej śmierć wywołała więcej nienawiści i jadu niż żalu i współczucia. Nie sądzę, aby ta śliczna, niezwykle mądra (znała kilka języków, mając 10 lat) i urocza dziewczynka zasłużyła na upamiętnienie Jej w tak nikczemny sposób. Byłaś kimś niezwykłym w tej obrzydliwej Polsce, Kristino.
Jerzy Dolnicki

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity