Wałach Chrystusa i Karol Marks

Radykalnie katolicki portal Polonia Christiana postanowił ostateczne rozprawić się z komunizmem. Z komunizmem w Polsce.
Autorem obszernego tekstu „Polsko, czas na strefę wolną od komunizmu!” jest niejaki Michał Wałach. Dręczą go takie oto rozterki:
„Czy Polska, kraj tak potwornie zniszczony przez komunizm, powinna tolerować istnienie komunistycznych partii i stowarzyszeń? Przecież czerwone spustoszenie wdarło się w polską duszę bardzo głęboko. Czy więc nie możemy zawczasu wyciągnąć wniosków z historii? Czy naprawdę chcemy takiej powtórki? I czy akceptując komunistyczne organizacje możemy w ogóle – jako naród – spojrzeć sobie w twarz?”

Ponieważ autor nie potrafi sobie na nie odpowiedzieć, ujawnia swoje lęki:
„Rewolucja, walka klas, równość (osiągana wszelkimi, w tym siłowymi, metodami), dyktatura proletariatu, centralizm demokratyczny, rozkułaczanie, nacjonalizacja… Z komunizmem kojarzy się wiele pojęć, charakterystycznych dla systemu totalitarnego. Niemała część stanowi wręcz istotę zarówno wcielonego w życie marksizmu, jak i stosującego przemoc państwa totalitarnego” – wymienia trwożliwie.

Spokojnie, panie Wałachu, spokojnie. Pokaż mi pan kraj „wcielonego w życie marksizmu”. Niekoniecznie istniejący, nawet taki, który powstał po 1867 r. (rok wydania I tomu „Kapitału” Karola Marksa), tyle że nie przetrwał. Trudno? Ano widzi pan. Podpowiem: nawet niech pan nie szuka, bo i tak nie znajdzie.

Komunizm to utopia. Piękna, wzniosła, sprawiedliwa, do głębi przepojona humanizmem, ale wciąż utopia. Jej założenia, zakładające powstanie nowych (pod względem wyznawanych wartości) ludzi, którzy będą tworzyć nowy typ wspólnoty: ludzi wolnych, równych, sprawiedliwych, dzielących dobra według potrzeb swoich członków; społeczność bez klas, wyzysku, ucisku, własności prywatnej, przypominają ideologiczny koncept, powstały na długo przed Marksem. Wydaje się nawet, że Marks dokonał plagiatu, garściami czerpiąc ze słów Chrystusa. W swym humanizmie posunął się jednak dalej od chrześcijańskiego mędrca, tworząc wizję wspólnoty, w której ludzie mają szansę osiągnąć szczęście jeszcze za życia, nie zaś, jak obiecywał Chrystus, dopiero po śmierci.
Myśli pan, panie Wałach, że ziemskie szczęście Marksa jest gorsze niż wieczne Chrystusowe, aczkolwiek pośmiertne? Cóż, Marks zakładał, że po śmierci nie ma życia, że śmierć jest jego końcem. Czy nie jest to logiczne? Czy nie bardziej prawdziwe? Czy nie mniej utopijne? Doprawdy nie wiem, jak ktoś może nie dostrzegać piękna w ideach proponowanych ludziom przez Marksa. Jak mogą nie dostrzegać tego wierni Chrystusa? Oczywiście, jeśli świadomie podchodzą do swojej religii.

I Marks, i Chrystus byli uchodźcami. Obaj byli prześladowani przez władze (choć oczywiście Marks nie tak dotkliwie). Obaj wywodzili się z religijnych rodzin. Kuzynem Chrystusa był Jan Chrzciciel, dziadek Marksa był rabinem, a jego ojciec praktykującym chrześcijaninem. Obaj też nie przykładali wagi do życia, przedkładając propagowanie swoich idei. Chrystus nie zdecydował się na ożenek i nie założył rodziny (choć różnie ludzie gadają…), Marks założył, ale kompletnie o nią nie dbał.

Pana, panie Wałach, dręczą pytania:
„Wyobrażenie sobie komunizmu bez totalitaryzmu wydaje się niemożliwe. Jak bowiem bez przemocy przeprowadzić rewolucję, jak toczyć walkę klas? Jak bez totalitaryzmu stworzyć nowego, komunistycznego człowieka i jak osiągnąć absolutną równość? Jak wcielać w życie system dyktatury proletariatu czy centralizmu demokratycznego, jeśli nie metodami totalitarnymi? Jak stworzyć własność „wspólną”, jeśli nie za pomocą grabieży własności prywatnej, nawet jeśli ową kradzież ukryjemy pod pojęciem nacjonalizacji czy upaństwowienia?”.
Otóż, nie będę pierwszym, który na nie odpowie, ale skoro pan nie dotarł do tych odpowiedzi, chętnie panu wyjaśnię.

Jeśli patrzeć na komunizm jako ideę, wyobrazić ją sobie bez przemocy nietrudno. Inną sprawą jest wcielenie jej w życie. Gdyby spojrzeć na historię wcielania przez Kościół idei Jezusa, aż prosiłoby się zawyć o pomstę do nieba. Chrystus straszył, że „łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”, a spójrz pan na jego wyznawców, którzy władzę i fortunę zdobywają po trupach i wcale nieskłonni są dzielić się bogactwem. Zna pan choć jednego polskiego biskupa żyjącego w ubóstwie? Słyszał pan o jakiejś polskiej diecezji, która zdecydowała się rozkułaczyć? Chrystus i Marks są ojcami wizji utopijnych, bo nikomu nie udało się wcielić w życie ich społecznych ideałów.

W teorii, droga do realizacji ideałów Marksa wiedzie etapami. Jednym z nich jest budowa ustroju sprawiedliwości, ustroju bez klas i wyzysku. Takiego, w którym ludzie będę sprawiedliwie wynagradzani w myśl hasła: każdemu według pracy. Ten ustrój to socjalizm. To właśnie opowieści o nim spowodowały u autora PCH awersję do Marksa. Rzecz w tym, że również i socjalizmu nikomu nigdy nie udało się zbudować. Socjalizm, który znamy (abstrahuję od myśli socjalistycznej z pierwszej połowy XIX w.) jest fragmentem filozofii utopijnej. Jako kawałek utopii sam taką się okazał i upadł.

Podobnie z nauczaniem Chrystusa. Do realizacji jego wizji zabrali się ludzie, którzy naukę swojego mistrza zwyczajnie skomercjalizowali, wypaczając ją do tego stopnia, że kompletnie przestała przypominać pierwowzór. Ci, którzy w największej organizacji ponadnarodowej uzurpują sobie prawo do jej reprezentowania, Kościół katolicki, nie chcąc się przyznać, że totalnie zeszli z właściwej drogi. Niech pan, panie Wałach, pomyśli i odpowie sobie choćby na pytanie: co łączy Głódzia z Chrystusem? (Podpowiem, że pytanie to retoryczne).
W latach 70. ub. wieku popularne było hasło: „Socjalizm – TAK! Wypaczenia – NIE!”. Wierni w Polsce powinni dziś zakrzyczeć: „Chrystus – TAK, Jędraszewski – NIE!”.
Pomarzyć, dobra rzecz. Marzą więc małe zbory chrystusowe, by z dala od dyktatury kleru zbliżyć się do ideałów Zbawiciela. Przeszkadza to panu, panie Wałach? Marzą też zauroczeni Marksem o równości, szczęściu i sprawiedliwości społecznej. I co w tym złego?

Myślę, że gdyby Chrystus zstąpił dziś na ziemię, popatrzył na świat i poczytał publikacje „Polonia Christiana”, powtórzyłby słowa: „Nędza religijna jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu”. Rzecz w tym, że nie są to słowa Chrystusa, lecz Karola Marksa.
Dariusz Cychol

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Dariusz Cychol

Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).