Zeszłej soboty w Białymstoku

Przez dwa tygodnie poprzedzające pierwszy Marsz Równości w Białymstoku Kościół katolicki zachęcał wiernych do wyrażania aktywnego sprzeciwu wobec tej pokojowej manifestacji. Po krwawych atakach wszelkiej maści kiboli, katoli, nazioli i innych homofobów na uczestników Marszu zmienił front o 180 stopni i wyraził dezaprobatę wobec agresji i zamieszek.
Nie dajmy się nabrać. To nie jest nawrócenie na ewangeliczną miłość bliźniego, ani tym bardziej zapowiedź stałego potępiania nienawiści i przemocy, ale cyniczne działanie, mające na celu odwrócenie uwagi i zrzucenie z Kościoła odpowiedzialności za popełnione w Białymstoku czyny karalne. Wszak kodeksy karny i wykroczeń za podżeganie, publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa, a choćby tylko pomocnictwo psychiczne, przewidują taką samą karę jak za sprawstwo. W tym zaś wypadku działania kleru kwalifikują się w zasadzie do każdego z wymienionych rodzajów łamania prawa.

Największą winę ponosi metropolita białostocki, abp Wojda. Jego list pasterski, odczytywany 7 lipca 2019 r. w parafiach archidiecezji, jednoznacznie wpisuje Kościół w idiotyczną, społecznie szkodliwą, noszącą znamiona przestępstwa akcję „Strefa wolna od LGBT”. Wierni usłyszeli od swojego pasterza, że Marsz Równości to zło, którego nie wolno tolerować: „To inicjatywa obca naszej podlaskiej ziemi i społeczności, która jest mocno zakorzeniona w Bogu, zatroskana o dobro własnego społeczeństwa, a zwłaszcza dzieci. Jak można się było przekonać w innych polskich miastach, uczestnicy marszu swoją niecenzuralną postawą i strojem dawali gorszący przykład (…) zwłaszcza dzieciom i młodzieży. W czasie tych parad szydzono z wartości chrześcijańskich, profanowano święte symbole, wypowiadano bluźnierstwa przeciw Bogu i wulgaryzmy pod adresem ludzi wierzących. Marsz (…) sprzyja dyskryminacji tych, których sumienie jest wyczulone na dobro społeczne, chrześcijańskie i obyczajowe (…). Wobec takiej postawy mówimy stanowcze nie i powtarzamy za kard. Wyszyńskim: Non possumus – nie możemy się na to zgodzić! Nie możemy pozwolić, aby wyśmiewano wartości dla nas najświętsze i bezkarnie obrażano nasze uczucia religijne. Nie bądźmy wobec tego faktu obojętni! (…) Kościół, rodziny chrześcijańskie i środowiska mają prawo do publicznej ochrony dziecka i wyrażania sprzeciwu wobec niebezpieczeństwa demoralizacji najmłodszych. (…) Zajęcie jednoznacznej postawy wobec tego typu inicjatyw jest teraz próbą naszego sumienia”.
Najwrażliwsze na kościelne apele okazało się sumienie zawsze chętnych do rozróby kiboli i narodowców. Wyrazili czynny sprzeciw wobec demoralizacji, o który zwracał się metropolita, i zajęli jednoznaczną postawę: uczestników manifestacji wyzywali, lżyli, opluwali, szarpali, kopali, walili pięściami, podpalali, okradali, obrzucali kamieniami, zgniłymi jajkami, butelkami z moczem. Policja nie radziła sobie z bandziorami. Zamiast ich otoczyć, prowadziła Marsz w swoistym sanitarnym kordonie. Zaktywizowała się dopiero, kiedy sama została zaatakowana.
Było jak w kiepskim horrorze. Kontrmanifestacji z gębami wykrzywionymi wściekłością i nienawiścią, przekrwionymi oczami, w koszulkach z powstańczymi kotwicami, napisami „Armia Boga”, „Nie wstydzę się Jezusa”, „Białystok przeciwko zboczeńcom”, „Żołnierze wyklęci” siali strach i terror. Przy akompaniamencie wybuchających petard ryczeli: „WY-PIER-DA-LAĆ”, „Jebać pedałów” i pokazywali środkowy palec. Z ciężarówki, przez głośniki lała się katolicka propaganda o gejach i lesbijkach masowo gwałcących dzieci.

Wśród zacietrzewionych przeciwników pokojowej manifestacji dużo było zwyczajnych obywateli podjudzonych przez kler. W większości młodych i bardzo młodych. Scenki porażają. Jeden z kontrmanifestantów jako zapory przed maszerującą homoseksualną zarazą stosuje żywą tarczę – wózek z dzieckiem. Prawdziwy syn Kościoła, który bohatersko zdecydował poświęcić jedną małą, niewinną duszyczkę, a nawet i ciałko dla ratowania przed deprawacją tysięcy najmłodszych białostoczan. Jakaś matka-Polka układa swojemu kilkuletniemu dziecku rączki w wymownym geście: pięść z podniesionym środkowym palcem. Niech się gówniarz od małego uczy, jak traktować zboczeńców. Nastolatka powoli przesuwa palcem po szyi. Wyfiokowana matrona władczo pokazuje oznaczający śmierć gest rzymskich cezarów – pięść z kciukiem zwróconym do dołu. Atmosfera tężeje. Na szczęście już koniec. Wbrew kościelnym apelom, Marsz przeszedł!

25 najaktywniejszych zbirów zatrzymała policja. To oczywiście pic na wodę. 19 otrzymało mandaty, reszcie grozi grzywna. Ponoć poszukuje się kolejnych. Nie bardzo wiadomo po co, skoro zamiast poważnych zarzutów, są pisowskie kpiny z prawa i sprawiedliwości. Policja, tak aktywna i ostra w innych sprawach, w tej jest wyjątkowo bierna i łagodna. Czyżby takie dostała wytyczne?
W mediach robi się afera z powodu parafialnego ogłoszenia, które ukazało się dzień po Marszu, w niedzielę, 21 lipca. W kontekście wydarzeń, które miały miejsce, brzmi strasznie: „Jako kapłani posługujący w naszej parafii, składamy wyrazy uznania i podziękowania tym wszystkim, którzy w ostatnim czasie, w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją. Niech wam Bóg wynagrodzi i błogosławi wszelkie dalsze dobre poczynania”. Parafia tłumaczy, że notatka została zredagowana przed rozpoczęciem manifestacji i dotyczy podpisywania przez wiernych protestu przeciwko Marszowi i udziału w konkurencyjnym „Pikniku Rodzinnym pod patronatem Arcybiskupa Tadeusza Wojdy Metropolity Białostockiego”. Piszą, że podzielają stanowisko Konferencji Episkopatu Polski, wyrażone ustami jego rzecznika: „Przemoc i pogarda w żadnym przypadku nie mogą być usprawiedliwiane i akceptowane. Trzeba wyrazić jednoznaczną dezaprobatę wobec aktów agresji, takich jak te, które miały miejsce w Białymstoku”.
Faktycznie KEP zareagowała wyjątkowo szybko. Jednak wydane w niedzielę oświadczenie było w stylu: niedobrze się stało, ale… Zamiast jednoznacznie potępić zainspirowaną przez Kościół próbę białostockiego pogromu, biskupi wyrazili zaledwie dezaprobatę i równocześnie przypomnieli, że homoseksualne kontakty są śmiertelnym grzechem. Zmuszeni zapalić swojemu Bogu ogarek, nie zapomnieli o świeczce dla homofobicznego diabła, którego hodują.

Wszystkich przebił minister edukacji, niejaki Piontkowski, który wyraźnie pracuje na poprawę opinii o swojej poprzedniczce, która przed odpowiedzialnością za deformę uciekła do PE. Choć trudno w to uwierzyć, powiedział: „Tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór na Podlasiu, ale także w innych częściach Polski. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane. To powoduje zamieszki, może powodować zagrożenie zdrowia wielu przygodnych obywateli i trzeba się poważnie zastanowić, w jaki sposób rozwiązać ten problem”.

Białystok nie okazał się „domem dla wszystkich”, jak chcieli organizatorzy Marszu Równości. Im dłużej PiS będzie rządził, tym bardziej cała Polska będzie domem tylko dla pisowskich popleczników. Zmiana jest w naszych rękach.
prof. Joanna Senyszyn

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Joanna Senyszyn

Kobieta, która się Kościołowi nie kłania, ateistka, feministka, profesorka, rektorka, dziekanka, promotorka, posłanka, europosłanka, działaczka społeczna, obrończyni uciśnionych, felietonistka, blogerka, autorka aforyzmów i limeryków, matka terminów: „kaczyzm”, „Rzeczpospolita Obojga Kaczorów”, „katole”, „kaczoprawica”, „PiSokrzyżowcy”, stara komuszyca i wczesna solidaruszyca. Dwukrotna laureatka „Lustra Szkła Kontaktowego” (TVN24) dla najbardziej lubianego polityka. W „Faktach i Mitach” pisze felietony ku pokrzepieniu serc w czasach kaczystowskiej zarazy. (Szanowana przez współpracowników za inteligencję, poczucie humoru oraz celną ripostę – przyp. red.).