Femmes fatales

PiS nie ma szczęścia do kobiet.

1. Przypadek Emilewicz

Dziennik „Fakt” ujawnił, że mąż minister przedsiębiorczości pani Emilewicz (przedstawicielka satelickiej wobec PiS partii pana Gowina, który budzi moje wyjątkowe obrzydzenie, po tym jak spektakularnie „odciął się” od PO, mimo że był przez lata jej działaczem i wyjątkowo nieudanym ministrem) korzysta z „użyczenia” mercedesa zakupionego przez ministerstwo z naszych podatków. Ministerstwo „wyjaśniło”, że „kwestia użytkowania samochodu służbowego przez ministra przedsiębiorczości i technologii jest uregulowana umową użyczenia samochodu służbowego. Zgodnie z umową, osoba biorąca w użyczenie samochód może wykorzystywać samochód w celach prywatnych, ponosząc koszty korzystania z samochodu”. Otóż jest to wyjątkowy tupet w rozkradaniu naszych pieniędzy. Niezorientowanym wyjaśniam, że użyczenie to uregulowana kodeksem cywilnym umowa, polegająca na nieodpłatnym oddaniu rzeczy w używanie. Oznacza to, że pani Emilewicz zadysponowała państwowym samochodem, zakupionym i utrzymywanym z naszych podatków, jakby był jej prywatną własnością. Jednostka sektora finansów publicznych nie ma prawa oddać samochodu w użyczenie, bo osoba za to odpowiedzialna popełnia przestępstwo z art. 296 kodeksu karnego (niegospodarność). (…)

2. Przypadek Szydło

Inna ogromnie zadowolona z siebie osoba to niejaka Szydło. Ona również nie ma prokuratorskich zarzutów, po tym jak ujawniono, że państwową limuzyną i w obstawie państwowej ochrony, z „dyskoteką” na dachu, woziła mamusię do lekarza na badania. Tymczasem takie zachowanie to przekroczenie uprawnień i okradanie podatnika z jego pieniędzy.
Ostatnio okazało się, że ABW zatrzymała pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Chin faceta, który – jak podały media – był konsultantem Beaty Szydło w rządzie. Pani Szydło, która ostatnio zajmuje się wyłącznie lansowaniem swojej żenującej osoby po wiochach (gdzie bywa niekiedy i nie wiadomo dlaczego szanowana), natychmiast „wyjaśniła”, że podejrzany o szpiegostwo „nie pracował” dla niej, tylko dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej, a także był „przedstawicielem UKE w zespole przygotowującym wizytę papieża na Światowych Dniach Młodzieży”. Zarzuciła też mediom manipulację. Znów trzeba wyjaśnić niezorientowanym, że to pani Szydło manipuluje, zatajając przed opinią publiczną kilka prostych faktów. Otóż prezesa UKE powołuje Sejm na wniosek premiera, a jego zastępców powołuje minister ds. informatyzacji. Zatem rząd, a na jego czele stała w 2016 r. (tj. kiedy podejrzany o szpiegostwo pracował dla UKE) pani Szydło, miał ogromny wpływ personalny na tę instytucję. Udawanie zatem, że pani Szydło nie jest za tę sytuację odpowiedzialna, to jest dopiero manipulacja.
Manipulacją jest też udawanie, że pani Szydło nie miała nic wspólnego z człowiekiem podejrzanym o szpiegostwo, skoro „jedynie” pracował on w zespole przygotowującym ŚDM. Otóż zespół ten był powołany przez premier zarządzeniem. Pierwsze takie zarządzenie wydano jeszcze w 2015 r. za czasów premier Kopacz, ale to pani Szydło w styczniu 2016 r. zmieniła skład zespołu, na czele stawiając niejaką Kempę. Co ciekawe, weszli doń przedstawiciele 11 ministerstw, skazany (i dwuznacznie ułaskawiony) Mariusz Kamiński, szef ABW, wojewoda małopolski, a także wiceprzewodniczący i sekretarz – obaj powołani również przez premiera. W składzie zespołu nie było żadnego „przedstawiciela UKE”. Stawiam zatem pytanie: czy podejrzany o szpiegostwo człowiek został powołany przez panią Szydło do tego zespołu? A jeżeli tak, z jakich powodów powołała ona człowieka, który był chińskim szpiegiem, jak twierdzi obecnie ABW?…

Aut. Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 0 tygodnika Fakty i Mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *