rys. Graczyk
Rząd szykuje się do starcia z nauczycielami i zamierza tę bitwę wygrać.

Mamy w Polsce ponad 700 tys. nauczycieli. Zarabiają nędznie, zazwyczaj w okolicach 3 tys. zł miesięcznie (w dużym uśrednieniu). Ich roczna pensja jest kilkanaście razy mniejsza od pensji Pani Blandyny z NBP. Jest trzy razy mniejsza od diety poselskiej. Nie przeszkadza to jednak posłowi PiS Markowi Suskiemu, szefowi Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów, twierdzić, że są to wielkości porównywalne. Suski ma prawo nienawidzić nauczycieli – ilekroć otworzy buzię, udowadnia, że prawie niczego nie wyniósł ze szkoły. Czy jego nienawiść do nauczycieli wzięła się z awersji do nauki, czy też odpuścił sobie edukację z powodu awersji do nauczycieli – tego nie wiemy. Faktem jednak jest, że nie sposób w tym ministrze dostrzec śladu Seneki. Pewnie zresztą nie wie, kto to Seneka, podobnie jak nie słyszał o carycy Katarzynie.
Typem niewątpliwie mądrzejszym od Suskiego jest szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski. Ten z kolei, odnosząc się do roszczeń nauczycieli, był uprzejmy zauważyć, że są oni beneficjentami programu 500+. Zasugerował więc – tak przynajmniej zostało to odebrane – że jeśli chcą więcej zarabiać, powinni się rozmnażać. 700 tys. osób poczuło na swoich twarzach brudną ślinę, zmieszaną z jadem i arogancją. Prezydent usprawiedliwiał swojego ministra, tłumacząc, że była to wypowiedź „niefortunna”.
Organ prasowy najbardziej wspierający PiS, czyli „Gazeta Polska” Tomasza Sakiewicza, na okładce najnowszego numeru umieścił fotografię przewodniczącego Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) Sławomira Broniarza. Stoi on przed szkolną tablicą z ruskim karabinem maszynowym. Całość wieńczy tytuł: „ZNP bierze dzieci na zakładników”. Identycznie jak czeczeńscy terroryści Szamila Basajewa, którzy 1 września 2004 r. w Biesłanie sterroryzowali dzieci w szkole, biorąc 1181 zakładników (zginęły 334 osoby, 785 zostało rannych).
Co bardziej denerwuje: głupota Suskiego, chamstwo Szczerskiego czy bezczelność Sakiewicza – pozostaje kwestią indywidualnych ocen. Widać jednak, że rząd zdecydował się na wojnę z nauczycielami.
Głównym argumentem wyciąganym przeciwko nauczycielom jest to, że „chodzi im o pieniądze”. No tak, i co z tego? Muszą dokształcać się jeszcze 15 lat po skończeniu studiów; prócz wielogodzinnego użerania się z dziećmi, codziennie pracują po kilka godzin w domach, przygotowując się do kolejnych zajęć. Często zastępują dzieciom rodziny – żyją ich problemami. Zmuszeni są do poszukiwania środków na to, co dodatkowo chcieliby dać swoim uczniom, np. wycieczki szkolne. Czego chcą w zamian? Podwyżki pensji zaledwie o 1 tys. zł miesięcznie. Tyle, by zarabiać miesięcznie 11 razy mniej niż Blandyna Glapińskiego (choć nie zazdroszczę jej zakresu obowiązków).
Inny podnoszony przez rząd argument przeciwko nauczycielom jest równie podły: zaplanowali strajk w czasie egzaminów gimnazjalnych i maturalnych. I dobrze! Domyślam się, że rządzącym byłoby bardziej na rękę, żeby strajkowali podczas wakacji…
Termin zaplanowanego strajku jest optymalny, bo dotkliwy dla władzy. Zamiast usiąść do stołu i rozpocząć negocjacje z protestującymi – których popieram całym sercem! – kombinują, jak złamać strajk, poniżyć ekonomicznie tę grupę zawodową (w okresie strajku pozbawić nauczycieli wypłat) i w rezultacie doprowadzić do sytuacji, że we wrześniu z podkulonymi ogonami wrócą do pracy. Liczą, że załamią się, jak protestujący w sejmie rodzice niepełnosprawnych dzieci.
Co łączy akurat te dwie grupy społeczne? Jakoś nie wyobrażam sobie ani niepełnosprawnych, ani nauczycieli palących opony na ulicach, rzucających petardy w okna kancelarii premiera itd. Nie mają siły przebicia górników, hutników, stoczniowców czy nawet policjantów, a jak nie mają, to niech spadają – kombinuje po swojemu władza.
Działania rządu zmierzają w stronę złamania zapowiedzianego strajku nauczycieli. Będą to robić poprzez wykorzystanie łamistrajków. Pierwszymi, którzy przyjdą im z pomocą będą katecheci. Mamy ich w Polsce około 35 tys. Tak, pasiemy ich swoimi pieniędzmi, co kosztuje nas każdego roku ponad 1,2 mld zł. Nie podlegają Ministerstwu Edukacji Narodowej ani dyrektorom szkół. Podlegają lokalnym proboszczom, którzy z kolei popierają Suskich, Szczerskich i Sakiewiczów.
Przed dwoma laty, w większym towarzystwie, spotkałem sympatyczną z twarzy panią nauczycielkę; miało to miejsce na kanwie jakiegoś protestu ZNP. Chcąc być grzeczny i jakoś zagadnąć, zapytałem, czy też będzie protestować. Jej odpowiedź mnie zamurowała: „Nie wystąpię przeciwko Kościołowi i Bogu” – powiedziała. Słowo honoru! – mówiła to szczerze i bardzo poważnie. Ocipienie nie przeszło mi nawet wtedy, kiedy dowiedziałem się, że rozmawiałem z katechetką; trzyma mnie do tej pory. Ale nie uśmiechajcie się ze zdziwieniem – to obowiązujący obecnie model myślenia. Jest bardzo prawdopodobne, że podobne zdanie usłyszycie kiedyś od własnych wnuków.
Drugą grupą, która ma razem z katechetami rozwalać strajk, mają być emerytowani nauczyciele. Nie, to nie żarty – trwają prace nad pakietem rozporządzeń, umożliwiającym im nadzorowanie przebiegu egzaminów gimnazjalnych i maturalnych. Bardzo teoretycznie może się to udać. Otwarta pozostanie wówczas sprawa „zwykłego funkcjonowania szkół”: opieki nad dziećmi, realizacji programów nauczania, promocji do następnych klas. Jest to wyzwaniem dla rządzących, ale w czasach, gdy ludzie wierzą, że Jezus był Polakiem, że Bitwę Warszawską wygrała Matka Boska (zawsze dziewica!) – dosłownie wszystko jest możliwe. Skoro religia trafiła do szkół, a wychowanie seksualne przeniosło się na plebanie, nie należy się niczemu dziwić – nawet mobilizacji wojska (też ma swoich kapelanów).
W nadciągającej eksplozji szamba warto zwracać uwagę na punkt wyjścia retoryki rządzących. To nie nauczyciele wzięli dzieci jako zakładników. To Suskie, Szczerskie, Sakiewicze zaczynają nimi pogrywać. Jako grupa polityczna (klasą ich nie nazwę) zdobyli wymagane doświadczenie, rajcując się tańcami na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej. Nic co podłe nie jest im obce. I trzeba o tym pamiętać podczas rozpoczętego już festiwalu fałszu.

Poprzedni artykuł„To nie ja mam wstydzić…” – zwierzenia Tomka Rudnika, ofiary księdza pedofila.
Następny artykułPiS – czyściciel kamienic
Dariusz Cychol
Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).