W Brazylii oddziały chrześcijańskich fundamentalistów polują na innowierców. Pod sztandarami Nowego Jeruzalem próbują nawrócić ich na drogę Pana przemocą i gwałtem. Wszystko za częściową aprobatą rządu, który, zdaniem komentatorów, zaprowadził tam teokrację, zaskakująco bliską pisowskim ideałom.

W dużych miastach i na prowincji gangi chrześcijańskich radykałów, wywodzących się z półświatka, przemocą zmuszają innowierców do przyjęcia Chrystusa jako swojego Pana i Zbawcy. Włamują się do domów, niszczą przedmioty kultu i dają do wyboru: Biblia albo śmierć. Tak zwani „żołnierze Jezusa” mają na koncie wiele ofiar, choć dokładnej liczby nikt nie zna. Tylko w roku 2019 r. doprowadzili w Brazylii do zamknięcia ok. 200 niechrześcijańskich świątyń. Władze o wszystkim wiedzą, jednak przymykają oko, ponieważ fanatycy cieszą się sympatią prezydenta Jaira Bolsonaro, którego rząd, podobnie jak kaczyści, poprzez chrześcijańską krucjatę chce oczyścić kraj z lewaków, pałając przy tym gorącą sympatią do Trumpa i Orbána.

Chuligani Pańscy

Wyposażeni w broń palną mordują i terroryzują tych, którzy mają czelność czcić kogoś innego niż Syna Bożego. Na celownik wzięli przede wszystkim przedstawicieli religii afrobrazylijskich, wyznawanych przez niewolników będących przodkami części tamtejszego społeczeństwa. Za sztandar obrali flagę Izraela, mającą symbolizować nadejście nowego Królestwa Bożego, chociaż ich metody nie różnią się od stosowanych przez gangi.
– Niektórzy z nich nazywają się także „dilerami Jezusa”. Stworzyli sobie dość ciekawą ideologię. Noszą broń i sprzedają narkotyki, a jednocześnie czują obowiązek zwalczania religii wywodzących się z Afryki, uważając, że mają one coś wspólnego z diabłem* – mówi Gilbert Stivanello z wydziału ds. przestępstw na tle nietolerancji w Rio de Janeiro.
Specjaliści dodają, że większość poszkodowanych nie zgłasza się po pomoc, a o skali procederu świadczy liczba zamkniętych świątyń. Ofiarami „chuliganów Jezusa” są nie tylko wyznawcy tradycyjnych kultów, jak umbanda czy candomblé (łączących elementy afrykańskie z chrześcijaństwem oraz spirytyzmem), ale także żyjący na przedmieściach muzułmanie, których liczba w Brazylii znacząco wzrosła w ostatnich kilkunastu latach, głównie dzięki imigrantom z Syrii czy Pakistanu.
Chrześcijańskie bojówki walkę o „oczyszczenie” brazylijskiego społeczeństwa toczą od kilku lat. W 2016 r. informowano o próbie ukamienowania 11-letniej dziewczynki, biorącej udział w ceremonii candomblé w São Paulo. W tym samym roku w mieście Ananindeua k. Belém zadźgano 40-letniego kapłana, a do świątyni umbandy wtargnęła grupa uzbrojonych mężczyzn, atakując zebranych tam ludzi.
Kim są żołnierze Jezusa? W większości byłymi katolikami, którzy wskutek kryzysu ekonomicznego i społecznego odeszli od Kościoła na rzecz wspólnot protestanckich, głównie zielonoświątkowców (pentekostalistów), za pośrednictwem telewizji religijnych wbijających Brazylijczykom do głów ksenofobię i fanatyzm.

Watykan stracił Brazylię

Jeżeli ktoś uznaje Brazylię za jeden z największych katolickich krajów świata, jest w błędzie. Choć w latach 80. aż 90 proc. mieszkańców deklarowało przynależność do Kościoła katolickiego, odsetek ten znacząco spadł na rzecz protestantyzmu – wynika z danych Pew Research Center. Obecnie stosunek wiernych wynosi ok. 50:50, z tendencją spadkową dla podwładnych papieża – przewiduje „The Washington Post”.
Zdaniem religioznawcy dr. Silasa Fiorottiego, przyczynił się do tego nie tylko kryzys, ale też populistyczni i bardziej charyzmatyczni od księży pastorzy, teologia sukcesu, ciekawsza forma zielonoświątkowej liturgii, integrowanie przez zbory lokalnych społeczności, a także szerzenie Słowa Bożego w radiu i telewizji. Jedno z największych zgromadzeń w kraju, Uniwersalny Kościół Królestwa Bożego, jest w Brazylii drugim graczem na rynku telewizyjnym.
„To forma religii, która bardzo mobilizuje wiernych. Wszyscy ludzie, idee, a nawet rzeczy, dosłownie wszystko, może być dla nich diabłem” – pisze Fabio Márton, autor książki „Nieboski: ewangelia ateisty”, który wychował się w takiej rodzinie. „To był alternatywny świat, w którym młodzi kreacjoniści wierzyli, że Ziemia powstała 7,5 tys. lat temu, a dinozaury były zwierzętami przedpotopowymi. Wszystko w tym świecie podzielone było pomiędzy Boga i diabła” – dodaje.
Taka forma chrześcijaństwa okazała się atrakcyjna dla dużej części Brazylijczyków, przez co Chrystus, spoglądający z góry Corcovado na Rio de Janeiro, widzi już zupełnie inny krajobraz religijny miasta, będącego ośrodkiem neopentekostalizmu, jak określa się nurt, z którego wywodzą się m.in. żołnierze Jezusa.
Tylko w latach 2014–2016 katolików w Brazylii ubyło ok. 9 mln. Przekłada się to także na liczbę księży, których w tak ogromnym kraju jest zaledwie 18 tys., przy kilkakrotnie większym zapotrzebowaniu. Tamtejszy Kościół, zorientowawszy się po czasie, że traci grunt pod nogami, wysunął nawet pomysł udzielania święceń kapłańskich żonatym mężczyznom. To jednak musztarda po obiedzie, bo – jak wyjaśniają brazylijscy komentatorzy – obecnie władza nie tylko sympatyzuje z pastorami, ale nawet uczyniła z neopentekostalizmu coś w rodzaju nowej ideologii narodowej. Do tego stopnia, że część intelektualistów zadaje sobie pytanie, czy nie żyją już przypadkiem w zielonoświątkowej teokracji.
„Prawicowy prezydent Jair Bolsonaro mianował kilku protestanckich fundamentalistów na czołowe stanowiska w rządzie. Wspiera także otwarcie politykę zagraniczną, koncentrującą się na tworzeniu różnego rodzaju sojuszy konserwatywnych chrześcijan: z Donaldem Trumpem, z Viktorem Orbánem z Węgier, polską partią Prawo i Sprawiedliwość oraz innymi” – pisze brazylijski dziennikarz Raphael Tsavkko Garcia.

Chrześcijański Iran?

Ideologia Bolsonaro przypomina to, co głosi PiS, tyle że w bardziej hardcorowym i protestanckim wydaniu. Jak dodaje Garcia, wielu członków rządu prezydenta Brazylii deklaruje udział w „krucjacie” przeciw lewicy i mniejszościom w obronie „rodzinnych wartości”. Sekretarz w ministerstwie kultury Roberto Alvim oświadczył nawet przed kilkoma miesiącami, że zbiera siły na wojnę z „postępowymi ideami” zagrażającymi cywilizacji chrześcijańskiej.
„Ewangeliccy oraz katoliccy fundamentaliści zajmują szczeble pierwszego i drugiego stopnia w administracji rządowej, zwłaszcza w zakresie edukacji, kultury, praw człowieka i polityki zagranicznej, promując wojnę kulturową” – mówi politolog prof. Guilherme Casarões.
Zdaniem komentatorów, Bolsonaro zdobył urząd dzięki głosom neopentekostalistów, więc musi się im odwdzięczyć. Jednym z jego najważniejszych popleczników pozostaje Edir Macedo, założyciel Uniwersalnego Kościoła Królestwa Bożego i potentat medialny, „ojciec dyrektor od zielonoświątkowego głosu w twoim domu”. Ten pastor (najbogatszy w kraju), autor książek, w których potępia małżeństwa wielorasowe oraz afrobrazylijskie religie, odpowiada po części za terror żołnierzy Jezusa. Jak informuje „The Washington Post”, jego kościół podjął bowiem, za aprobatą władz, masową akcję ewangelizacyjną w więzieniach, docierając do członków najgroźniejszych gangów, a ci po wyjściu na wolność wrócili do dawnej profesji, tyle że z imieniem Pana na ustach.
W sierpniu ubiegłego roku policja poinformowała na przykład o zatrzymaniu członków grupy o nazwie Gang Jezusa, wywodzącej się z Terceiro Comando Puro, potężnej organizacji przestępczej w Rio. W ciągu kilku tygodni mieli oni zniszczyć albo zmusić do zamknięcia kilka niechrześcijańskich świątyń w mieście i regionie. Jeden z liderów gangu okazał się nawet… pastorem.
Choć sytuacja jest tragiczna, panuje zmowa milczenia. „Dyskusja o swobodach religijnych została zdominowana przez przedstawicieli jednej opcji. Nikt nie chce zadzierać z wielkimi kościołami protestanckimi ani podważać ich statusu, a duchowni ewangeliccy o umiarkowanych poglądach boją się o tym mówić” – dodaje dr Fiorotti, podkreślając, że neopentekostaliści zaczynają odkrywać destrukcyjną rolę w brazylijskiej demokracji, gdzie religia stała się podstawą kreowania polityki.
„W zielonoświątkowej teokracji mowa nienawiści stała się czymś normalnym nawet przy domowym stole” – pisze Márton, wyjaśniając, że obecnie neopentekostalizm Bolsonaro można śmiało nazwać odmianą totalitaryzmu.
Fanatyczni wierni, wyżywający się na mniejszościach, prawicowe elity wzywające do odnowy w duchu chrześcijaństwa oraz mieszający w głowach duchowni z radia i telewizji, trzymający z władzą. Choć to rzeczywistość brazylijska, brzmi dziwnie swojsko, nadwiślańsko.

* Cytaty m.in. za: Tsavkko Garcia R.,
„Is Brazil becoming an evangelical theocracy?”, Sojo.net.

Tekst został opublikowany w tygodniku „Fakty i Mity” nr 3/2020

Facebook Comments