Jak, zyskując wdzięczność wyborców, za pieniądze publiczne, prywatnie zwiedzać świat.

Każdy telefon wykonany do wójta, czy burmistrza, który jest włodarzem miejsca związanego partnersko z zagranicą, kończył się peanem. Na cześć rozwoju owocnych stosunków, dzięki którym obojgu partnerom rozkwita ochrona zdrowia, sport i turystyka, kultura i sztuka, infrastruktura i gospodarka, a nade wszystko ochrona środowiska oraz wymiana dzieci i młodzieży.

Pustosłowie turystyczne

Przy pytaniu o konkrety, najpierw zalegała długa cisza, a potem padały opowieści o wymianie młodzieży, grup sportowych i artystycznych oraz pozyskiwaniu know-how. To ostatnie to – zdaniem samorządowców – strasznie owocna współpraca gospodarcza pomiędzy firmami z gmin partnerskich. Prośba o przykłady takiej kooperacji zawsze jednak kończyła się niczym, czyli koniecznością pogrzebania przez włodarza w dokumentach. Innym pytaniem, które sprawiało włodarzom wielkie problemy było wyciągnięcie danych o kwotach przeznaczanych przez gminę na wyjazdy gminnych oficjeli do zaprzyjaźnionych samorządów za granicą. Pojawiały się wtedy liczby uchwalone w budżetach gminnych na wszystkie aspekty partnerstwa. Nikt nie puścił pary z ust, ile publicznych pieniędzy idzie na wycieczki miejskich i gminnych oficjeli.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments