Swoją polityką zdrowotną PiS udowodniło, że „teoretyczne państwo” się skończyło. I teraz nie ma już żadnego.

Konstytucyjny kawałek: „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych” to kłamstwo. Nie ma równego dostępu do usług medycznych. Jest za to dwukrotne wyciąganie z kieszeni podatnika pieniędzy na to samo. Najdziwniejsze, że samorządowa „władza publiczna” poczytuje to sobie za robienie dobrze obywatelowi.

Pneumokok dwakroć opłacony

Płock od 1999 r. chwali się, że wysupłuje środki z samorządowego budżetu na lakowanie zębów dzieciom powyżej 7. roku życia i nauczanie uczniów higieny jamy ustnej. Lublin rok temu odtrąbił, że przeznaczył 1,8 mln zł na realizację programu profilaktyki próchnicy zębów dla uczniów lubelskich szkół w latach 2018–2020. Na internetowej stronie magistratu Szczecina stoi, że akcja „Zapobieganie próchnicy wśród dzieci klas VI uczęszczających do szczecińskich szkół podstawowych” jest finansowana przez miasto.
Tymczasem profilaktyka próchnicy jest na stałe wpisana do głównego koszyka świadczeń NFZ. A to oznacza, że dzieciakom fluoryzacja i lakowanie zębów należą się jak ochrona prezydentowi. I powinny być finansowane przez Fundusz w 100 proc. Tymczasem tak nie jest. Bo NFZ winszuje sobie od samorządów za walkę o zęby od 20 do 60 proc. kasy wydanej na opiekę stomatologiczną. Dofinansowanie z NFZ dostaną tylko samorządowe programy, które się w centrali spodobają. I wtedy miasto czy gmina dostaną państwowe wsparcie „w kwocie nie wyższej niż 80 proc. wartości, gdy gmina ma do 5 tys. mieszkańców lub nie większej niż 40 proc. wartości, gdy ma powyżej 5 tys. osób”. W związku z czym na fluoryzację uzębienia latorośli tatuś i mamusia zrzucają się dwukrotnie: raz płacąc składkę zdrowotną, a drugi raz płacąc PIT, idący głównie do kasy samorządu.
Ale to i tak nic. Przez wiele lat szczepienia przeciw pneumokokom były finansowane przez budżety samorządów, za co dostawały one częściowy zwrot z NFZ. Okazało się, że szczepienia mają sens, bo w Kielcach, które jako pierwsze to sfinansowały, po 10 latach udało się niemal wyeliminować ciężkie choroby, wywoływane przez te bakcyle u dzieci. O ile bowiem jeszcze w latach 2004–2005 do kieleckich szpitali z powodu ciężkiego pneumokokowego zapalenia płuc trafiało 136 dzieci, o tyle obecnie takie przypadki da się policzyć na palcach jednej dłoni.
Już ponad rok szczepienia przeciw pneumokokom przysługują każdemu dziecku w Polsce urodzonemu po 1 stycznia 2017 r. Szczepienia obowiązkowe i nieodpłatne. NFZ na szczepionki wyłożył mniej niż wcześniej, bo raptem 100 mln zł i zdać by się mogło, że sprawę pneumokoków rozwiązano ostatecznie. Gdzie tam… Mimo państwowego szczepienia, Kielce wciąż dofinansowują walkę z pneumokokami, kontynuując program dla dzieci, które nie załapały się na darmowe państwowe preparaty. Warszawa też. I wyda na to w tym roku 1,4 mln zł. Katowice szczepią na pneumokoki dzieci do lat pięciu. I inni, tak jak Lublin, też. Część kasy wydanej na ten cel NFZ oczywiście wszystkim zwraca. A że znacznie więcej niż kosztowałoby hurtowe zamówienie w skali ogólnopolskiej? Bo zupełnie inaczej negocjuje się z producentem cenę za setki tysięcy preparatów, a inaczej kilkunastu – z hurtownią.

Grypą, mości panowie

Rzeszów szczepienia dla starszych mieszkańców przeciw grypie finansuje od 2005 r. Wydaje na szczepionki rocznie około 240 tys. zł. Warszawa dotuje szczepienia przeciwko grypie dla mieszkańców od 65. roku życia i kosztuje ją to co roku 2,4 mln zł. We Wrocławiu na samorządowy program przeciwko grypie, obejmujący 5 tys. osób, ratusz przeznacza prawie 200 tys. zł.
I o ile jeszcze parę lat temu samorządy mogły liczyć na śladowe choćby refinansowanie, o tyle w tym roku już nie. Od stycznia NFZ dofinansowuje jedynie programy, które są w jego koszyku świadczeń. Czyli dopłaci tylko za coś, za co powinien zapłacić w całości. Jak rehabilitacja czy programy zapobiegania próchnicy u dzieci i młodzieży.
Szczepienia dla seniorów przeciwko grypie w koszyku nie ma. Co z punktu widzenia interesów państwa jest słuszne, bo zasiłek pogrzebowy to zaledwie dwie średnie miesięczne emerytury, a ponieważ od trzech lat długość życia Polaków przestała rosnąć, to ta polityka jest nader skuteczna.

Bruzda na resorcie

Od tego roku wprowadzono też zasadę, że ani grosza nie dostaną od NFZ samorządy, które wymyśliły sobie szczepienie nastolatek przeciwko wywołującym raka szyjki macicy mutacjom wirusa HPV. Bo zdaniem wielu polityków PiS taka szczepionka spowoduje, że z dziewcząt wyrosną kobiety o rozpasanym zapotrzebowaniu na seks.
Mimo wszystko coraz więcej samorządów chce szczepić panny na HPV. I o ile warszawski ratusz może wytargować za kilka tysięcy szczepionek rocznie jakiś sensowny rabat, to zamawiająca kilkadziesiąt sztuk pipidówa zapłaci jak za zboże. Ale do władzy państwowej nie dociera, że gdyby szczepienia były obligatoryjne dla całego rocznika, to szczepionka byłaby trzykrotnie tańsza i za pieniądze dziś wydawane przez samorządy można by zapobiec rakowi u całego rocznika nastolatek.
Nie ma oczywiście szans, żeby Ministerstwo Zdrowia czy NFZ wydały choć złotówkę na samorządowe programy in vitro. Bo skoro już wiele lat temu stać było na takie coś Częstochowę, to stać każde miasto, a nawet województwo takie jak lubuskie, które cały program dla 41 bezdzietnych par opędzi ledwie 200 tys. zł. Łódź co roku dofinansowuje in vitro 1 mln zł, zaś Poznań od 2017 r. dokłada do dzieci z probówki prawie 1,84 mln zł.
Chętnym na tańszą procedurę zapłodnienia pozaustrojowego bezdzietnym, mieszkającym w wiosce na Podkarpaciu, zostaje zameldowanie się w mieście czy województwie, którego mieszkańcy nie obdarzyli „dobrej zmiany” zaufaniem wyborczym. Tylko czy ma to coś wspólnego z równym prawem do świadczeń medycznych?

Obcego będziesz dotował?

Przerzucenie na samorządy finansowania opieki medycznej może generować patologie. Bo na pewno nie ma nic złego w tym, że z budżetu miasta w ramach „Programu profilaktycznych badań kolonoskopowych dla mieszkańców miasta Mielca na lata 2018–2019” finansuje się kontrolę jelita grubego mieszkańcom mającym 66–70 lat. Zwłaszcza że łapią się na to tylko ci, którzy mają skierowanie od lekarza. Kolonoskopia za darmo i tak się takim osobom należy w ramach NFZ, to może ktoś wytłumaczyłby, po co zarząd miasta wydał pieniądze? Bo pierwszym skojarzeniem jest podejrzenie, że akcja ta nagoniła pacjentów paru specjalistom i poprawiła budżet miejscowemu szpitalowi.
Samorząd województwa wielkopolskiego w Poznaniu oraz Wojewódzki Specjalistyczny Zespół ZOZ Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy k. Kalisza „ze względu na wzrastającą zachorowalność chorób płuc” zorganizowały bezpłatne badania rentgenowskie połączone z badaniem spirometrycznym. No i fajnie. Ponieważ jedak „Badania są finansowane przez samorząd województwa wielkopolskiego”, to oczywiście jest to dublowanie świadczenia, które w ramach ubezpieczenia robi bez łaski NFZ.

Rozgminiona odpowiedzialność

Dla PiS taki bajzel to mało. W 2016 r. wymyślono więc ustawę, według której samorządy mogą wykupywać w szpitalach dowolne świadczenia medyczne. Do tamtej pory było zaś tak, że kupować usługi zdrowotne mogły tylko NFZ i resort zdrowia. Zamiast się ucieszyć, prezydenci, burmistrzowie i wójtowie się wściekli. Byli pewni, że Ministerstwu Zdrowia chodzi o jeszcze większe ścięcie liczby opłacanych przez NFZ deficytowych operacji zaćmy czy wszczepiania endoprotez i obarczenie budżetów gminnych płaceniem za te zabiegi. I nie mylili się.
Ustawa działa, mimo że jest niekonstytucyjna aż do szpiku. Różnicuje przecież Polaków pod względem dostępności świadczeń w zależności od miejsca zamieszkania i zamożności gminy. I jak ktoś ma szczęście mieszkać w gminie, gdzie jest kopalnia węgla brunatnego czy elektrownia, to będzie zdrowy i bogaty. A jak nie, to rodzinie zostaje zasiłek pogrzebowy.
W zależności od miejsca zameldowania na taką samą operację w tym samym szpitalu jeden pacjent czekałby tydzień, inny natomiast dwa lata. Bo jednego burmistrza stać na wykupienie zabiegu, a drugiego nie. Mimo że ustawa działa już 2,5 roku, to poza kilkoma przypadkami wykupienia przez gminy świadczeń rehabilitacyjnych samorządy nie weszły w buty NFZ. Dlatego samorządowcy nie powinni się dziwić, że NFZ nie chce dofinansowywać szczepień grypy czy HPV – jak wojna, to wojna.

Facebook Comments