fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Komitet Noblowski przyznał Oldze Tokarczuk literacką Nagrodę Nobla za 2018 r. Sukces okazał się gorzką do przełknięcia pigułką dla polskiej prawicy. Ruszyła nagonka.

W tym roku przyznano dwie Nagrody Nobla w dziedzinie literatury – za lata 2018 i 2019. Tę drugą dostał austriacki pisarz Peter Handke.
Prezydent, premier i ministrowie oczywiście pogratulowali noblistce, bo tak wypada. W krótkich, żołnierskich słowach. Cieszył się też minister kultury Piotr Gliński, choć gdy dostała w 2018 r. prestiżową nagrodę Bookera twierdził: „Dobrze by było, żeby była rozsądną polską pisarką, która by rozumiała polskie społeczeństwo i polską wspólnotę”. Teraz nawet obiecał, że dokończy czytać jej „Księgi Jakubowe”.

Co za poglądy!

Pisarce wypomniano, że popiera środowiska LGBT; twierdzi, że „Polacy zabijali Żydów”; że jest za aborcją, WOŚP i w ogóle walczy z rządem. Motywem przewodnim nagonki są jej słowa z 2015 r.: „Myślę, że trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”.
Takich rzeczy w Polsce rządzonej przez „dobrą zmianę” mówić nie wolno. „Charakterystycznym rysem polskiej kultury jest poczucie winy w związku z Zagładą. Powraca ono co pewien czas, ale nie zostaje uznane ani przemyślane. Najdrobniejsze podejrzenie o współudział w Holocauście wywołuje natychmiastowy i zdecydowany opór, zanim zdoła dotrzeć do świadomości” – napisał we wstępie do książki pt. „Wielki retusz. Jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów” Tomasz Żukowski.

Zadziwiający hejt

Prawicowa narracja na temat Tokarczuk brzmi więc tak: świetnie, że „my Polacy mamy Nobla”, ale niedobrze, że dostała go lewaczka, która ładnie pisze, ale kłamie i ma zły stosunek do obecnej władzy.
Nad fenomenem recepcji w Polsce Nagrody Nobla dla Olgi Tokarczuk pochylili się dziennikarze „The New York Times”. Nie mogli wyjść z podziwu, ale ta nagroda zamiast zjednoczyć, podzieliła Polaków i wywołała falę hejtu. „Tokarczuk dokumentowała długą polską tradycję pluralizmu i etnicznej różnorodności, w czasie gdy polski rząd uznał imigrantów za śmiertelne zagrożenie dla narodu. Potępiła ataki na gejów i globalistów, choć liderzy rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość zabiegają o to, by przekonać wyborców, że tęczowa plaga wspierana przez dekadencki Zachód jest zagrożeniem dla rodzin i całego narodu” – napisali.

Teorie spiskowe

„Prawdziwi Polacy” od razu się domyślili, dlaczego to właśnie Tokarczuk dostała Nagrodę Nobla. To oczywiście rezultat globalnego antypolskiego spisku, w którym uczestniczy światowe lewactwo i element przedwyborczej nagonki na PiS.
Rafał Ziemkiewicz próbował ogrzać się w chwale Tokarczuk, pisząc na Twitterze, że dawno temu był jednym z recenzentów, który „dostrzegł Olgę Tokarczuk i wróżył jej wielką przyszłość”. „Gratulując pisarce, gratuluję trochę sobie” – podsumował skromnie. A w maju 2018 r. grzmiał: „Szumowska, Pawlikowski i Tokarczuk to beneficjenci dobrej zmiany. Z całym szacunkiem, ale zawdzięczają nagrody temu, że zachodnie lewicowe salony chcą wesprzeć polskie ekspozytury w walce z nacjonalistycznym reżimem. I super, bierzcie, tylko nie kwitujcie pluciem na Polskę”. Internet nie zapomina.
Pupilek TVP satyryk Ryszard Markowski, znany m.in. z programu „Studio YaYo” i „Cafe piosenka”, odznaczony w ubiegłym roku przez ministra Piotra Glińskiego brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, opublikował w mediach społecznościowych wpis: „Jeśli już nawet przyznając Nobla, wiadome środowiska próbują wpływać na nastroje w Polsce przed wyborami, to znaczy, że gra jest ostra”.
Witold Gadowski w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl tłumaczył: „Rozumiem, że Szwedzka Akademia ma pewne preferencje ideologiczne. Zbigniew Herbert nigdy nie dostał Nagrody Nobla, a mimo to jest dla mnie najwybitniejszym polskim autorem tworzącym w drugiej połowie XX w. Pozostaje nim do dziś, nawet jeśli pani Tokarczuk dostanie jeszcze dwadzieścia nagród. To nie zmieni mojego osądu. Przestałem już zwracać uwagę na Nagrodę Nobla. Na nagrodę Bookera powoli przestaję zwracać uwagę. Zaczynam się zajmować szukaniem perełek polskiej literatury samodzielnie. Ogłosiłem konkurs na perłę powieści”.
Wicenaczelny „Tygodnika Solidarność” Cezary Krysztopa stwierdził na Twitterze: „I proszę mi nie mówić i nie pisać, że mamy Nobla. Nie wiem, kto go ma, ale z pewnością nie ja”.
Marzena Paczuska, która zasiada w zarządzie TVP i odpowiada za nowe media, polubiła na Twitterze wpis o treści: „O tym babsztylu nawet pies z kulawą nogą by nie wspomniał… Ma Nobla, ponieważ jej narracja wbija się w aktualną nagonkę na Polskę”.
Małgorzata Nykiel, redaktor naczelna wPolityce.pl napisała z kolei, że teraz Tokarczuk będzie „nauczać o Polakach jako mordercach Żydów”. „Międzynarodowa nagroda zobowiązuje. Zwłaszcza taka. Może nawet wraz z laureatem pokojowej nagrody Nobla – Lechem Wałęsą – stanie ramię w ramię, by jeszcze bardziej mobilizować do walki o nowy świat. Lewicowi artyści są dziś w cenie. Osadzenie swojej twórczości i społecznej aktywności w antykonserwatywnym, lewicowym czy feministycznym nurcie podbija punktację” – podsumowała.

Gratulacje z łyżką dziegciu…

Prawica co prawda o noblistce wie swoje, postanowiła jednak podpiąć się pod jej sukces. Można żartobliwie przywołać przysłowie: „Gdzie konia kują, żaba nogę podstawia”, ale sprawa jest poważna. Nagle się okazało, że noblistka co prawda nie jest prawomyślna i rozsądna politycznie, ale przecież jej zwycięstwo jest zwycięstwem partii rządzącej.
Z Nowogrodzkiej zapewne popłynął komunikat, by grać na polskość. Odpytywani przez media politycy PiS jak mantrę powtarzają, że Nobel to sukces Polski i Polaków”, dobro narodowe, ale bezosobowe, bo zgrabnie próbują ominąć nazwisko pisarki.
Tłumaczą więc, że to przecież za kadencji PiS Polska dostała Nobla, a przez osiem lat rządów PO taki honor naszego kraju nie spotkał.
– Jest to niewątpliwy sukces i rządu, że w czasach, kiedy premierem jest Mateusz Morawiecki, Olga Tokarczuk dostała Nagrodę Nobla – powiedział portalowi Tvp.info senator Jan Maria Jackowski (PiS).
Wyjaśnił, że „gdyby nie nakłady na tłumaczenia jej książek z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a więc rozpowszechnienie wiedzy o niej, jej twórczości na arenie międzynarodowej, to niewątpliwie te szanse na sukces byłyby znacznie mniejsze”. Jak podkreślił, „mimo że Olga Tokarczuk ma poglądy polityczne przeciwne Prawu i Sprawiedliwości, to rząd PiS-u wspiera wszystkich twórców kultury”.
Rozkładanie pawiego ogona i opowiadanie o hojnych dotacjach nie do końca ma jednak uzasadnienie. W 2016 r. „dobra zmiana” dosięgła Instytutu Książki (IK), stojącego na jego czele Grzegorza Gaudena zastąpił Dariusz Jaworski. Nowy szef zapowiedział, że od tej chwili „promowani będą autorzy literatury religijnej i środowiska konserwatywne”. W programie translatorskim „Copyright Poland”, obsługiwanym przez IK, odmówiono m.in. wsparcia litewskiemu tłumaczowi Vyturysowi Jarutisowi na przekład „Biegunów” Olgi Tokarczuk. Jaworski zaaprobował natomiast do promowania tłumaczeń książki Bronisława Wildsteina.
11 października, tuż przed ciszą wyborczą, w „Gościu Wiadomości” TVP pojawił się sam prezes Jarosław Kaczyński. Wsparł w najlepszym czasie antenowym swoją partię w wyborach. Wpatrzona w Kaczyńskiego jak w obrazek Danuta Holecka prawie nie przeszkadzała mu w mówieniu. Pojawił się wątek tygodnia obfitującego w polskie sukcesy – zniesienie wiz do USA, zwycięstwa sportowców i Nobla. Nazwisko Tokarczuk nie padło.
PiS wybory wygrało. Jarosław Kaczyński triumfuje. Strach pomyśleć, jak będzie wyglądać teraz „polityka kulturalna zgodna z pisowską racją stanu” i jak traktowani mogą być „myślący inaczej artyści”. Jedno jest pewne, Jarosław Kaczyński nie ma nawet cienia szansy na Pokojową Nagrodę Nobla, która należy mu się zdaniem naczelnego „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza. Jak to podsumował ostatnio szef SLD: „Tomasz Sakiewicz uważa, że Jarosław Kaczyński odbierze kiedyś Nagrodę Nobla. Pytanie tylko: komu?
Lechowi Wałęsie?”.

Facebook Comments