Strona główna Felietony Groch z kapustą

Groch z kapustą

147
Polska nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

Tytułowy groch z kapustą, „Cicer cum caule”, to wydany drukiem zbiór anegdot autorstwa wielkiego łodzianina i poety Juliana Tuwima. Łączą mnie z Tuwimem dwie cechy. Po pierwsze, żydostwo – cecha w Polsce niemodna, ale ja nigdy nie miałem ambicji nadążania za modą. Bodaj tylko Jerzy Urban i ja zostaliśmy z asortymentu wyznania handlowego w Polsce (nie licząc Wildsteina, który zdaje się też jest Żydem, ale chyba się brzydzi). Po drugie zaś, jest o Tuwimie anegdota, którą zawdzięczamy Stefanowi Kisielewskiemu. Otóż napisał on w swoim „Abecadle”, że o Tuwimie nie ma do powiedzenia nic ponad to, co sam Tuwim powiedział o sobie hrabiemu Morstinowi podczas sympozjum poetyckiego: „Panie hrabio, ja to mam taki talent, że mógłbym pisać wiersze jak Mickiewicz, jak Słowacki… Tylko bieda jest jedna: ja nie mam nic do powiedzenia”. No to ta cecha również zbliża mnie do wielkiego Tuwima. Odróżnia nas natomiast to, że żyję jeszcze, czego o Tuwimie nie da się już od pewnego czasu powiedzieć.

Unikając poezji, czyli wyrafinowanej formy wypowiadania się, piszę prostackie felietony, które wynikają ze swoistego zdumienia Polską. Nigdy nie przestanie mnie ona zadziwiać.

Oto dowiaduję się na przykład, że Naczelny Sąd Administracyjny, głęboko przejęty Konstytucją i wynikającym z niej paradygmatem szczególnej powinności sądów w zakresie ochrony praw jednostek (zwłaszcza dzieci), wydał uchwałę, w której stwierdził niedopuszczalność transkrypcji aktu urodzenia dziecka powitego za granicą, które w sporządzonym tam akcie urodzenia ma dwie matki albo dwóch ojców. NSA uznał, że transkrypcja taka jest niedopuszczalna. Zaznaczył jednocześnie, że „jakoś” trzeba potwierdzać obywatelstwo takich „dzieci gorszego sortu”. Radość z tej uchwały wyjawił publicznie… rzecznik praw dziecka, wywodzący się ze środowiska fundamentalistów katolickich.

No i jak się nie zachwycić takim państwem?

Dodajmy, że w NSA prezesuje Marek Zirk-Sadowski, który jako profesor prawa wniósł niemałe zasługi w szerzenie koncepcji polskiego porządku prawnego jako systemu wieloskładnikowego, tj. takiego, w którym na porządek konstytucyjny państwa składają się nie tylko przepisy polskiej konstytucji, ale też zasady wynikające z wiążącego Polskę prawa międzynarodowego. Szkoda, że w polu widzenia siedmiu sędziów NSA nie znalazły się ani postanowienia europejskiej Konwencji praw człowieka, ani też Konwencji praw dziecka. Sędziom NSA polecam lekturę „Multicentrism as an Emerging Paradigm in Legal Theory” autorstwa Pana Prezesa NSA. Można się z tej książki dowiedzieć, dlaczego uchwała podjęta przez skład siedmiu sędziów NSA jest błędna. Najwyraźniej jednak Pan Prezes Zirk-Sadowski, znany z szampańskiego toastu wzniesionego z Kaczyńskim, skrupulatnie oddziela siebie jako naukowca od siebie jako prezesa NSA. Nazwijmy to… rozdwojeniem jaźni.

Innym powodem mojego zdumienia jest cała publiczna dyskusja dotycząca złożenia/niezłożenia dymisji przez Pana Banasia, prezesa NIK, na ręce Pani Witek jako marszałkini Sejmu. Zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt. 1 ustawy o NIK, „Sejm odwołuje prezesa Najwyższej Izby Kontroli, jeżeli zrzekł się on stanowiska”. Zrzeczenie się stanowiska jest jednostronnym oświadczeniem woli. Zgodnie z art. 61 par. 1 Kodeksu cywilnego, „oświadczenie woli, które ma być złożone innej osobie, jest złożone z chwilą, gdy doszło do niej w taki sposób, że mogła zapoznać się z jego treścią. Odwołanie takiego oświadczenia jest skuteczne, jeżeli doszło jednocześnie z tym oświadczeniem lub wcześniej”. Zgodnie zaś z art. 110 ust. 2 Konstytucji, marszałek Sejmu reprezentuje Sejm na zewnątrz. Skoro więc Pan Banaś złożył Pani Witek oświadczenie woli o rezygnacji, a ona, jako reprezentantka Sejmu się z nim zapoznała (a zapoznała się, bo przecież wyraziła ponoć swoje nieukontentowanie jego treścią), to znaczy, że jest „po balu”. Otóż Pan Banaś skutecznie złożył swoją rezygnację i nie cofnął jej „jednocześnie lub wcześniej” niż moment dotarcia oświadczenia do zmysłów Pani Witek. W takiej sytuacji Pani Witek ma prawny obowiązek poinformować Sejm o złożeniu rezygnacji i wnieść o odwołanie Pana Banasia ze stanowiska prezesa NIK. Zwlekanie przez nią z wykonaniem tej czynności stanowi niedopełnienie obowiązków na szkodę interesu publicznego.

No i jak tu nie zachwycić się takim państwem?

Dodajmy jeszcze, że Pani Witek pogoniła Banasia, czyli prezesa NIK, który zrzekł się stanowiska, bo podobno nie wskazał on Pana Dziuby, wiceprezesa NIK (primo voto PiS oczywiście), jako osoby, która pełniłaby obowiązki prezesa Izby po rezygnacji Banasia do czasu wyboru następcy. Trik miał tu polegać na tym, że skoro powołanie prezesa NIK wymaga zgody Senatu, a tej PiS nie uzyska,
bo w Senacie większość ma opozycja demokratyczna i trudno się spodziewać, że pozwoliłaby na powołanie kolejnego pisowskiego aparatczyka, to do czasu powołania następcy Banasia (czyli przez całe lata) NIK kierowałby Dziuba jako nominat PiS-u, działający zgodnie z wolą Kaczyńskiego. No ale w tej kalkulacji jest pewien zgrzyt. Otóż art. 21 ust. 3 ustawy o NIK rzeczywiście stanowi, że „prezesa Najwyższej Izby Kontroli w razie potrzeby zastępuje wyznaczony przez niego jeden z wiceprezesów”. Ale chodzi tu o zastępowanie prezesa, który jest, a nie o prezesa, którego nie ma. Więc wskazanie wiceprezesa Dziuby jako zastępującego prezesa NIK nic by PiS-owi nie dało, bo formalnie Dziuba mógłby zastępować Banasia tylko tak długo, jak długo Banaś jest prezesem. Oznacza to, że np. podpisując akt powołania członków komisji rozstrzygającej o zastrzeżeniach do wystąpienia pokontrolnego, Dziuba przekraczałby swoje uprawnienia i narażał się na odpowiedzialność karną.

Dodajmy jeszcze, że opisywana przez media i nawet specjalnie nieukrywana próba wymuszenia na Banasiu, żeby wskazał Dziubę jako zastępującego prezesa NIK po rezygnacji Banasia, pod groźbą represji wobec samego Banasia i członków jego rodziny, powinna być oceniona i zweryfikowana pod kątem zamachu na konstytucyjny organ RP w rozumieniu art. 124 par. 3 kodeksu karnego („kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej”). Jest zadziwiające, chociaż w mafijnym państwie PiS jest to zarazem standardem, że w takiej sytuacji z urzędu nie reaguje prokuratura. Ale poniekąd można to zrozumieć, wszak jest zajęta pisaniem postanowień o umorzeniach śledztw dotyczących wieszania na szubienicach (na razie) portretów posłów opozycji czy zarzutów austriackiego architekta o korupcję i oszustwo wobec Kaczyńskiego. Pani prokurator Śpiewak przecież się nie rozdwoi.

I jak tu nie zachwycić się takim państwem?

Skoro już jesteśmy przy NIK, to warto wspomnieć, że Pan Banaś dostał wezwanie do stawienia się przed senacką komisją samorządu terytorialnego i administracji państwowej. Zgodnie z art. 16 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, „[…] przedstawiciele właściwych organów i instytucji państwowych i samorządowych […] są obowiązani przedstawiać informacje i wyjaśnienia na żądanie stałych i nadzwyczajnych komisji […] senackich w sprawach będących przedmiotem ich zakresu działania”. Jest to obowiązek prawny. Za uchybienie temu obowiązkowi art. 198 ust. 1 Konstytucji przewiduje wobec prezesa NIK odpowiedzialność konstytucyjną przed Trybunałem Stanu. Najwyraźniej jednak Pan Banaś doszedł do wniosku, że ma obecnie bardziej dolegliwe bóle w dupie niż przejmowanie się postawieniem przed Trybunałem Stanu i postanowił przepis ustawy olać. Jeśli konsultował się z prawnikami NIK, to radziłbym im zjeść opinię, którą napisali.

I jak tu nie zachwycić się takim państwem?

Miło wiedzieć, że głową państwa jest obecnie Pan Du*a, który doszedł do wniosku, iż jego podstawowym zadaniem w tych okolicznościach jest objeżdżanie miast powiatowych w celu fotografowania się z członkiniami kół gospodyń wiejskich na użytek przedwcześnie rozpoczętej kampanii wyborczej. Rzeczywiście, prezydent jak malowanie. Jeśli Pan Tusk uważał, że Komorowski jest strażnikiem żyrandola, to co powiedzieć o jego następcy? Przecież nawet żyrandola nie upilnuje, a jak mu Kaczyński każe go przywieźć, to w zębach przywlecze, choćby w środku nocy.

I jak tu…?

Facebook Comments