Hiszpański episkopat milczy jak głaz w sprawie pedofilii wśród księży, mimo że do mediów regularnie trafiają bulwersujące relacje pokrzywdzonych, jak sprawa gangu zboczeńców spod Grenady – pisze dziennik „El País”. Gros przypadków zamiata się „pod sutannę”, zaś ofiary pozostawiane są same sobie.

– Molestujący mnie ksiądz nadal odprawia msze w tamtej wiosce – mówił w rozmowie z BBC Emiliano Álvarez z Borrenes, który był wykorzystywany seksualnie przez księdza w szkole z internatem w La Bañeza. – Ściągnął ze mnie kołdrę, później spodenki. Nie pamiętam więcej z „pierwszego razu”, ale potem działo się to prawie każdej nocy – dodaje mężczyzna, który w 2017 r. zgłosił sprawę do sądu kościelnego w Astordze.
Młyny boże mielą wolno. Równie powolny jest proces otwierania się hiszpańskiego Kościoła katolickiego na problem, który w 2018 r. stał się dla tej instytucji tematem numer 1. Lawinę rozliczeń z duchownymi pedofilami uruchomiły w sierpniu br. władze Pensylwanii. Ich śladem poszły inne amerykańskie stany (m.in. Teksas) oraz niemiecki episkopat, zaś w wielu innych krajach dziennikarze i działacze społeczni postanowili obnażyć skalę patologii wśród kleru oraz bezkarności, jaką latami cieszyli się kapłani. W Hiszpanii to jednak ciągle niełatwy temat, dużo trudniejszy niż w Polsce. Dziennik „El País” pisze, że przez dziesięciolecia hierarchowie ukrywali sprawy, jak tę z udziałem Álvareza, albo próbowali rozliczyć je przed sądami kościelnymi z minimalną szkodą dla sprawców.

Bój z wiatrakami

Niczym bohaterowie Cervantesa muszą czuć się ci, którzy zostali pokrzywdzeni przez księży i upomnieli się o sprawiedliwość. „El País” pisze, że większości spraw nie podawano do publicznej wiadomości, a władze kościelne nie współpracowały z organami ścigania. W ostatnich 33 latach w Hiszpanii toczyło się przed sądami zaledwie 30 spraw przeciw duchownym pedofilom. W połowie znanych przypadków ofiary zwróciły się do instytucji publicznych, po tym jak zostały ostentacyjnie zignorowane przez Kościół.
„Podczas gdy hiszpański kodeks karny przewiduje karę więzienia za molestowanie seksualne nieletnich, sądy kościelne odwołują się do prawa kanonicznego, przewidującego za coś podobnego zawieszenie księdza w pełnieniu obowiązków kapłańskich. W poważniejszych wypadkach jest to wykluczenie ze stanu duchownego” – pisze hiszpański dziennik, dodając, że spośród 70 diecezji i archidiecezji, tylko cztery udzieliły dziennikarzom informacji o duchownych podejrzanych o pedofilię. 18 innych stwierdziło, że nie wiedzą o takich przypadkach, zaś pozostałe nie odpowiedziały. Bardziej niepokojące jest to, że zaledwie trzy diecezje kontaktowały się z organami ścigania w sprawie księży oskarżanych o molestowanie nieletnich. Ilu ich jest nikt nie wie, choć o skali nadużyć seksualnych wobec dzieci i młodzieży w Hiszpanii świadczą rezultaty badań, opublikowanych w 1995 r. przez Uniwersytet w Salamance. Wynika z nich, że aż 20 proc. spośród 2 tys. badanych miało podobne traumatyczne doświadczenia. Sprawcami jednej piątej mieli być kapłani katoliccy.
Biskupom niespieszno jednak do rozliczeń. Powodem są nie tylko rysy na publicznym wizerunku Kościoła, ale również względy ekonomiczne. Szacunkowe dane z USA mówią, że tamtejsze diecezje wypłaciły do tej pory 3 mld dolarów odszkodowań osobom poszkodowanym przez duchownych, zaś w Hiszpanii najwyższa zasądzona dotąd kwota w podobnej sprawie wyniosła 70 tys. euro. Jak dodaje „El País”, hierarchowie zwlekają z wypełnianiem zaleceń Watykanu w sprawie postępowania z księżmi dewiantami. Juan Ignacio Cortés, autor książki „Wilk w skórze księdza” poświęconej pedofilii w hiszpańskim Kościele, przyznaje, że większość przypadków jest wyciszana, a ofiarom poświęca się minimum uwagi.
– W tych sprawach biskupi zachowują się jak dzieci ściągające na klasówce. Robią wszystko, by ich nie złapano. Bez wątpienia negatywną rolę w tym procesie odegrał Jan Paweł II. Od dawna wiadomo było, że pedofilia wśród księży jest problemem, ale on tego nie widział, albo raczej nie chciał dostrzec – powiedział pisarz w rozmowie z włoskim „Il Corriere Nazionale”, dodając, że Kościół w Hiszpanii ma wiele trupów w szafie, które powoli są ujawniane.

Nie wie lewica, co czyni prawica

Tym cytatem Cortés podsumowuje politykę papieża Polaka wobec księży pedofilów. Ich ofiary są przez Kościół zapomniane i opuszczone, mimo że często pozostają z nim blisko związane. W ostatnich latach w Hiszpanii miało miejsce kilka wypadków, które wstrząsnęły opinią publiczną. Pierwszy dotyczył katolickiej szkoły, do której uczęszczał Emiliano Álvarez. W 2017 r. media nagłośniły sprawę dwóch braci, oskarżających ks. José Manuela Ramosa Gordóna, jednego z tamtejszych pracowników, o molestowanie seksualne w latach 80. Duchowny pozostawał bezkarny i był chroniony przez zwierzchników. Jeden z braci ofiary pedofila nagłośnił sprawę w mediach, uskarżając się na bezkarność księży. Naciski opinii publicznej przyniosły skutek i we wrześniu br. Kongregacja Nauki i Wiary uznała ks. Ramosa za winnego, skazując go na 10 lat „odsiadki” w odosobnieniu, w klasztorze poza rodzimą diecezją.

Los Romanones

Kolejny bulwersujący przypadek miał miejsce w okolicach Grenady i znany jest jako „sprawa los Romanones”. Pod tą nazwą kryje się grupa ultrakonserwatywnych księży pedofilów, tworzących zamknięty, przypominający sektę krąg. Fundując nieletnim, w tym ministrantom, pranie mózgu, zmuszali ich do brutalnych praktyk seksualnych. Centrum grupy stanowiła parafia w gminie Zaidín, gdzie duchowni spotykali się z chłopcami, udzielając im nauk o zbawieniu oraz – mniej oficjalnie – o seksie. Według „El País”, mieli przekonywać ofiary, że relacje płciowe z kapłanem to nie grzech. Oprócz duchownych w procederze brały udział co najmniej dwie osoby świeckie. Część praktyczna „seksualnych rekolekcji” odbywała się w mieszkaniach lub apartamentach w Grenadzie albo w innych miastach regionu.
Skandal wybuchł, gdy jeden z poszkodowanych, 24-letni nauczyciel, doniósł o procederze Watykanowi oraz policji, po tym jak miejscowy arcybiskup zignorował jego skargi (za co trafił potem na dywanik do Franciszka). Daniel, molestowany chłopak, jest dziś nauczycielem akademickim i… członkiem Opus Dei. Pamięta moment, kiedy papież zadzwonił do niego z osobistymi przeprosinami, przedstawiając się jako „ojciec Jorge”. Historia młodego człowieka pełna jest traum i bolesnych wspomnień związanych z tym, co przeżywał kilkanaście lat temu:
„Księża mówili mi, że nie powinienem już mieszkać z rodzicami, tylko z nimi, bo Bóg mnie woła. Na parafii nie miałem nawet swojego łóżka, musiałem spać z którymś z nich, nierzadko nago. Nie rozumiałem, jak to możliwe, by coś podobnego działo się w Kościele. Zawsze pociągały mnie dziewczyny, ale księża wmawiali mi, że to co robimy jest normalne i że Pan Bóg mi przebaczy” – pisał w liście do Stolicy Apostolskiej.
Sprawa los Romanones, w której pojawili się inni pokrzywdzeni, została zakończona przez sąd pierwszej instancji wnioskiem, że Daniel działa w złej wierze. Dopiero po odwołaniu do Sądu Najwyższego postanowiono przyjrzeć się jej dokładniej. – To kolejny dowód na samowolę hiszpańskiego kleru, który powinien wcielać w życie to, o czym naucza i błagać ofiary pedofilów o przebaczenie – podkreśla Cortés.
Trudno mieć nadzieję na nagłą zmianę mentalności twardogłowych hierarchów. Ich podejście do rzeczywistości odzwierciedlają słowa biskupa Teneryfy Bernardo Álvareza Afonso, który w 2007 r. stwierdził, że to księża molestanci są „ofiarami swoich ofiar”, wodzących ich na pokuszenie…

Facebook Comments