Prokuratura w Katowicach umorzyła sprawę skargi studentów, którzy za to, że zarzucili swojej wykładowczyni popieranie homofobii i nietolerancję, trafili na policję, w paszczę prokuratury i łapska Ordo Iuris.

W ostatnich dniach krajem wstrząsnęła informacja, związana ze studentami z Uniwersytetu Śląskiego, którzy złożyli skargę w sprawie wykładowczyni Ewy Budzyńskiej za krzewienie nietolerancyjnych i homofobicznych poglądów. W obronie pracowniczki naukowej stanęli prawnicy z Ordo Iuris i Solidarna Polska. Doprowadziło to do wszczęcia postępowania przeciw studentom przez prokuraturę w Katowicach, która zarzuciła im sfabrykowanie dowodów dotyczących wypowiedzi Budzyńskiej.

Uczniowie zostali w końcu wezwani na policję na wielogodzinne przesłuchanie. Jednym z jego uczestników była reprezentująca Ordo Iuris prawniczka, która zadawała im szereg pytań i próbowała powiązać tę sprawę z konfliktem ideowym. Studenci – jak zapewniają – nie chcieli wszcząć wojny światopoglądowej, lecz zaprotestować przeciwko nagannemu zachowaniu Budzyńskiej.

Kobieta, zdaniem młodzieży, miała m.in. porównywać antykoncepcję do aborcji, zrównywać „ideologię gender” z marksizmem-leninizmem i dyskryminować LGBT. Najdziwniejsze jest to, że – zdaniem wykładowczyni – stosowanie spirali domacicznej może doprowadzić do narodzin dziecka z „antenką” w głowie.

Prokuratura, pomimo starań katolickich adwokatów, umorzyła śledztwo. Po tym wszystkim jednak odpowiednie kroki przeciwko Ordo Iuris zamierzał podjąć Uniwersytet Śląski. Profesor Wojciech Popiołek, rzecznik dyscyplinarny UŚ, zapowiedział wcześniej pozwanie katolickiej organizacji i wezwanie jej do zapłaty 50 tys. zł na rzecz WOŚP. Może jednak do tego nie dojść, bo Popiołek poinformował nas, że decyzji jeszcze nie podjął i nie zamierza o niej informować osób trzecich.

Po aferze z Budzyńską posypały się głosy sugerujące, iż ludzie o poglądach podobnych do jej pracują na wielu polskich uczelniach.

– Fundamentaliści katoliccy wdzierają się na uczelnie szturmem. To ludzie pozbawieni wszelkich zasad. To już nie jest „ludowy”, obrzędowy katolicyzm, tylko realizowana z zimną krwią, krok po kroku, strategia odwrócenia emancypacji ostatnich lat i całego oświecenia – ocenia w rozmowie z „FiM” Jakub Kocjan, aktywista działający m.in. w Akcji Demokracji i Komitecie Antyfaszystowskim. – Talibowie wywodzili się ze szkół koranicznych – ich polscy odpowiednicy upodobali sobie wydziały prawa, ale jak pokazuje przykład z Katowic, nie tylko.

Według Kocjana uniwersytety w Polsce cały czas mówią o własnej apolityczności, jednocześnie jednak zatrudniają ludzi, którzy wszędzie wpychają swoje sprzeczne z nauką teorie. Później mają oni ogromny wpływ na sądownictwo, Ministerstwo Sprawiedliwości, stanowienie prawa.

– Przykład z moich studiów, drobnostka – każdy student prawa na UW wie, że na egzaminie pisemnym z doktryn polityczno-prawnych (zajęcia prowadzi m.in. założyciel Ordo Iuris) nie ma nic ważniejszego niż wykucie nazw encyklik papieskich po łacinie – mówi Kocjan. – Na zajęciach robią gorsze rzeczy – podważają zakaz tortur, zasadę równości, rozdział Kościoła od państwa, narzucają absurdalne, niezgodne ze sztuką prawniczą interpretacje ustaw. Po zajęciach – sprzedają się władzy, przejmując dla niej Sąd Najwyższy za grube pieniądze.

***

W katowickiej aferze, a może raczej farsie, pocieszające jest to, że prócz umorzenia sprawy Ślązaków, rzeczona wykładowczyni Budzyńska dobrowolnie zrezygnowała z pracy na uczelni.

Facebook Comments
Poprzedni artykułBoże owieczki
Następny artykułPrzyzwoitka w koloratce
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).