fot. Adobe Stock
W cieniu Kościoła katolickiego, pod przykrywką charyzmatu, działa wiele niebezpiecznych wspólnot, których ofiarami padają wierni. Jedną z nich jest wspólnota Beaty H.

Będzie to ledwie początek historii, która dotyczy grupy „Jezu, ufam Tobie”, na razie swobodnie działającej pod parasolem Kościoła katolickiego jako jedna z wielu charyzmatycznych wspólnot. Ci, którym udało się z niej wyrwać, oraz rodziny, rozpaczliwie szukające sposobu na uwolnienie bliskich z jej szponów twierdzą, że jest to nic innego jak sekta. Wspólnota działa od ponad czterech lat w Anglii i Polsce, a jej liderką i mistyczką jest Beata H. Wierne wsparcie, a jak niektórzy twierdzą „mózg charyzmy”, stanowi jej mąż Sławomir.
Beata H. pochodzi z Parczewa w woj. lubelskim. Jej mąż Sławomir z Sędziszowa Małopolskiego w woj. podkarpackim. Oboje są po czterdziestce. Z relacji naszych rozmówców wynika, że są osobami wykształconymi, chociaż pani Beata, mimo wielu lat spędzonych w Londynie, nie zna języka angielskiego na tyle, by móc swobodnie załatwić sprawy urzędowe. Często korzysta z pomocy tłumacza. Zdaniem osób, które wyszły z grupy „Jezu, ufam Tobie”, państwo H. wynajmują drogi, duży dom i żyją bardzo dostatnio. Wychowują dwójkę dzieci. Nikt nie potwierdza, aby nadużywali alkoholu czy środków odurzających, chociaż w ich rodzinie był epizod z narkotykami. Państwo H. w Londynie mieszkają od 19 lat, ale często odwiedzają Polskę.

Charyzmatyczne Podkarpacie

„Panią Beatę H. poznałem w sierpniu roku 2014 w parafialnej kancelarii” – relacjonuje na internetowym Forum Krzyż ks. Krzysztof Kołodziejczyk z Sędziszowa Małopolskiego, z parafii pw. Miłosierdzia Bożego. „Ponieważ wcześniej ks. proboszcz Krzysztof Gac opowiadał mi o Jej nocnych telefonach do niego, w których opowiadała mu o cudach, jakie dzieją się przez Jej ręce, a poza tym na parafialnego maila przysłała też kilka świadectw uzdrowień, jakie w Londynie miały mieć miejsce, zaczęliśmy współpracę, polegająca na tzw. mszach intencyjnych i uzdrawiających. Kiedy Pani Beata przyjeżdżała na Msze, czy do Sędziszowa Młp. czy do Jasła, zazwyczaj uczestniczyła w niej na chórze. Tam zapisywała na kartkach tzw. rozeznania, które potem ja czytałem na głos. Rozeznawała kto i z czego jest uzdrawiany. Charakterystyczne jest to, że pani Beata twierdziła, iż odczuwała na sobie fizycznie, na co ktoś jest chory, czuła drapanie złego ducha po plecach, drętwiały jej nogi, kołatało serce. Niesamowitym uczuciem było jej zdaniem współodczuwanie, gdy chodzi o homoseksualistów, gdyż trudno jej było wtedy siedzieć. Próbowała mnie również uwieść słowami chwalącymi moje działanie: Popatrz, jak ty się poświęcasz, ile pracujesz. Inni księża tylko sauny, solaria, obijanie się. Twierdziła, że czuje, które dusze są bliżej wierzchu piekła i w jaki sposób można je wydostać. Charakterystyczne było też prowadzenie przez Panią Beatę modlitwy o przebaczenie. Rozpoznawała z pomocą ducha świętego, czy dana osoba rzeczywiście przebaczyła komuś, czy nie. Beata mówiła: robimy przebaczenie, przebaczenie nie poszło, zrobiłam w niej przebaczenie. Mówiła o niewidocznym stygmacie na którejś ze swoich dłoni: Lekarze nie wiedzą, dlaczego zapadają się w tym miejscu mięśnie. Pani Beata miała też jasnowidzenie. Któregoś razu opowiadała, że w Anglii zaginęła jakaś dziewczyna. Policja ją poszukiwała. A duch święty pokazywał Pani Beacie, gdzie ta dziewczyna jest ukrywana, że jest porwana, że jest torturowana itp. Ale, niestety, ona nie wie, gdzie to jest, bo widziała tylko pomieszczenie, a nie miejsce na mapie. Dzwoniły do mnie różne osoby, które pytały o Panią Beatę, bo korzystały z pomocy egzorcystów, a Pani Beata mówiła im, że jeszcze nie są uwolnione, że mają np. duchowe nowotwory. Od jej bratowej wiem, że Pani Beata udowadniała swoim bliskim, że mówi prawdę w taki sposób, że posadziła wszystkich przy stole i kazała zamknąć oczy. W tym czasie modliła się, żeby duch święty potwierdził jej prawdomówność i wtedy coś w kuchni strzelało i pukało. W mojej obecności nie pobierała żadnych opłat, ale mogę wnioskować, że ludzie dawali pieniądze. Wspomniany tata Kuby z Katowic przekazał za jej wskazaniem na moje ręce 700 zł, kiedy przyjechał na Mszę do Sędziszowa. Z mojego mieszkania wywiozłem do jej rodziny w Sędziszowie 12 różnych butelek alkoholu, który podostawała od różnych ludzi w ramach wdzięczności. Kiedy zorientowałem się, że jest oszustką, w 2015 roku zabroniłem jej przyjeżdżać na Msze o uzdrowienie. Ilość osób uczestniczących w nich diametralnie spadła, a ludzie upominali się o jej przyjazd. Pani Beta miała kontakt z licznymi księżmi z diecezji oraz była bywalczynią Zakonu Sióstr Michalitek w Miejscu Piastowym. Kiedy napisałem do Niej, do Jej męża, przyjaciół i ks. Proboszcza polskiej parafii na Ealingu maila o moich ustaleniach, Pani Beata zamilkła. Ja natomiast zostałem oskarżony o zepsucie Jej dobrego imienia, skrzywdzenie Jej i Jej rodziny, rzucanie oszczerstwa, a ostatecznie, że jestem opętany” – relacjonuje ksiądz Kołodziejczyk.

Uzdrawianie chorych

„Moja córka Edyta od 2016 r. walczyła z guzem mózgu” – pisze na zamkniętym forum internetowym matka. „O istnieniu Pani Beaty zięć dowiedział się od Daniela N. z Lubania, którego brat Kamil chory na glejaka leczył się w USA w tej samej klinice co córka. Właśnie Daniel opowiedział o pomocy, jaką otrzymali od pani Beaty i zięć w desperacji natychmiast nawiązał z nią kontakt. Nadmienię jeszcze tylko, że Daniel N. stoczył heroiczną walkę o życie brata, jak mówił trzymał się tych cudów, przypłacił to załamaniem, ale według p. Beaty utracili łaski i przez niego Kamil zmarł. Zięć po nawiązaniu kontaktu z panią Beatą zaufał jej bezgranicznie i podporządkował życie swoje, dzieci i córki jej zaleceniom. Funkcjonował tak, jakby był zwolniony z myślenia. Czuł się bardzo wyróżniony, że inni nie mogą się do niej dodzwonić, a on jak dzwoni, to Duch Święty każe jej odebrać telefon, tak że rozeznawała mu na życzenie każdą sprawę. Mówiliśmy, że pani Beata ma Pana Boga na telefon – pyta, a On jej odpowiada w każdej nawet błahej sprawie, jak np. zakupy. Pierwsze i ostatnie spotkanie córki z panią Beatą odbyło się w Nowej Soli. W czasie spotkania robi ona tzw. rozeznanie, w którego trakcie na ręku córki rysuje samoloty wskazując na to, że mistyczka ma wizję leczenia w USA. Tym się uwiarygadnia. W efekcie przeprowadzonych rozeznań, czy też egzorcyzmów, stwierdza, że winę za chorobę córki ponosi zięć, z czym on do końca się nie zgadzał. Pani Beata wydała zakaz całkowitego leczenia, twierdząc, że córka już tego dnia dozna uzdrowienia, a gdy nie przerwie leczenia, to umrze w męczarniach i jej ośmioletni syn przejmie za nią cierpienie. Przez najbliższe miesiące po tym rozeznaniu córka nie leczyła się, nie robiła żadnych badań, nakazała jej odstawić wszystkie leki, a zięć głosił, że jest dumny, że tylko dzięki jego sprzeciwowi leczenia i powstrzymaniu nas przed leczeniem będzie uzdrowiona i to będzie świadectwo na cały świat. Stan się pogarsza, córka po kryjomu robi rezonans, który wychodzi tragicznie. Pani Beata wyjaśniła, że wynik rezonansu zakłamał szatan, a choroba wróciła za niesubordynację. Córka nie ma siły przeciwstawić się zięciowi, ale żeby podjąć
leczenie, opuszcza dom i przeprowadza się do nas. Byliśmy nękani telefonami o bezskuteczności leczenia i do jak tragicznych skutków to leczenie doprowadzi. Terapia była bardzo kosztowna, zięcia stać było na jej sfinansowanie, ale nie było błogosławieństwa od pani Beatki i o pieniądze na leczenie musieliśmy prosić dobrych ludzi. Ponieważ odmówiliśmy wyjazdu z nim do Londynu, zabrał ze sobą dzieci i swoją matkę. W trakcie rozmów telefonicznych z Anglii dzieci i zięć informowali, jak przebiegają spotkania. Na jednym z nich przez młodszego wnuczka Pan Jezus uzdrawiał córkę. W trakcie tego seansu wymiotował i zsikał się, miał czerwone rysunki na całych plecach i jak to określił zięć, szpon Szatana na szyi. Dzieciom były wywołane duchy ich pradziadków, nawet odczuwali ból, jaki miała za życia moja sparaliżowana mama. W trakcie rozeznań robionych w Anglii uznano, że winę za chorobę córki ponoszę ja i moi przodkowie. Zięć, dzieci i jego mama powróciły z Anglii w uczuciu nienawiści do całej rodziny, a szczególnie do mnie. Rodzice zięcia całkowicie zerwali kontakt z córką i z nami. Pani Beatka wprowadziła zakaz kontaktu zięcia i dzieci z rodziną, a zięć informował wszystkich, że córka jest zdrowa. Córka zmarła w lutym 2019. Zięć został, jak twierdzi trzynastym apostołem i aktualnie ma za cel udowodnienie masowego mordu w więzieniu w Ostrołęce. Zięć porównuje Panią Beatę do Ojca Pio i rzekomo toczy się proces uznania jej charyzmatu przez Papieża. Pod jej wpływem z człowieka mało praktykującego stał się gorliwym wyznawcą Jezusa. Zwracaliśmy się o pomoc do miejscowych księży, ale otrzymaliśmy tylko sugestię żeby w to nie wchodzić” – kończy smutną relację kobieta.
W licznych historiach, opowiadanych publicznie, pani Beata dawała „świadectwa” swoich uzdrowień. W nagraniach rozpowszechnionych w Polsce opowiedziała historię Jakuba z Katowic, z której wynika, że kiedy się nad nim modliła, poprawiały się wyniki jego badań medycznych. Po śmierci Jakuba napisała rodzicom, że Pan Bóg zmienił zdanie. Jedyną osobą, która wydała pozytywne świadectwo wyprowadzenia ze stanu agonii syna, była kobieta z Olchowej koło Sędziszowa Małopolskiego. Twierdziła, że modlitwa pani Beaty przywróciła jej syna do życia.

Mechanizm typowy dla sekty

Socjologowie twierdzą, że uzależnianie religijnych grup wspólnotowych zaczyna się od komunikatu ze strony potrzebujących, np. o wsparcie modlitewne, chociażby za duszę chorego i bliskich przeżywających smutek. Tak też uważa socjolog, dyskutująca w grupie ofiar pani Beaty, zwanej sektą z Hanwell (od nazwy rejonu Londynu). W przypadku wyznawców tej grupy widać jak na dłoni schematy, etapy i sposoby rozbijania rodziny. Ludzie majętni to modelowy kąsek dla sekty. Hermetyczna grupa zasysa zarówno osoby apatyczne, będące w kryzysie egzystencjalnym, jak i nadaktywne, np. wyjątkowo kreatywne. Główna przyczyna wejścia w destrukcyjną grupę to megatrudna sytuacja życiowa, np. terminalna choroba i poszukiwanie ratunku za wszelką cenę. To z kolei szansa dla „frontmenów” sekty wyciągnięcia znacznych środków finansowych od osoby lub osób, które w wyniku długotrwałego przeciążenia stresowego stają się idealnym materiałem do psychomanipulacji.

Socjolog wspierająca uczestników forum ofiar Beaty H. ma nadzieję, że upublicznienie sprawy wspólnoty „Jezu, ufam Tobie” uratuje nowych adeptów przed uwikłaniem w sektę i zwiększy świadomość, a jednocześnie spowoduje „uszczelnienie” wpływów grupy już aktywnych. Jej zdaniem, Beata H. jest tylko narzędziem, a steruje nią ktoś inny, gdyż nie ma szans, by znani nam liderka czy liderzy tej wspólnoty samodzielnie opracowali zestaw pytań, jakie rozdaje się przed spowiedzią generalną nowo wstępujących.
„Kto nimi steruje i kto kosztem tych osób prowadzi grę o własne interesy?” – zadaje pytanie na forum Ofiary Sekty z Hanwell socjolog. „Moim zdaniem należy ujawnić nazwiska kapłanów współpracujących z grupą” – dodaje.
Niestety, twórczyni grupy i prywatnego forum, które w adekwatny sposób pokazuje skalę tego zjawiska, w ostatniej chwili zrezygnowała ze współpracy z „FiM”, tłumacząc się dobrem bliskich, przebywających w londyńskiej wspólnocie „Jezu, ufam Tobie”.

Brak polityki Kościoła

Trudno w wypadku wspólnoty „Jezu, ufam Tobie” mówić o zdecydowanej reakcji KK. Pojedyncze kurie diecezjalne i Lokalna Polska Misja w South Kensington w Londynie podjęły jednostkowe próby ostrzeżenia wiernych przed zgubnym wpływem Beaty H. i jej wspólnoty.
„Mając na względzie dobro duchowe wiernych, w związku z licznymi pytaniami i wątpliwościami kierowanymi do Kurii Diecezjalnej przez kapłanów i świeckich związanymi z działalnością tzw. wspólnoty charyzmatycznej Jezu, ufam Tobie, której liderką jest Pani Beata H., Kuria Diecezjalna w Łomży informuje, że działalność tej grupy nie ma aprobaty Kościoła. W związku z tym przestrzega się wiernych przed gromadzeniem się wokół osoby Pani Beaty H. i uczestnictwem w organizowanych przez tę grupę spotkaniach” – poinformowała kuria diecezjalna w Łomży.

Podobne listy wystosowały kuria siedlecka i parafia pw. św. Wojciecha, Lokalna Polska Misja Katolicka na South Kensington w Londynie. W angielskim ostrzeżeniu czytamy dodatkowo: „Grupa modlitewna Jezu, Ufam Tobie działa na terenie dzielnicy Ealing w Londynie. Kieruje nią Pani Beata Hadyś, która podaje, że otrzymuje prywatne wizje mistyczne, które są podstawą spotkań modlitewnych grupy. Pani Beata Hadyś powinna spisać dokładnie swoje doświadczenie mistyczne i związane z nim cierpienia i przesłać na podany adres Kurii Metropolitalnej Archidiecezji Westminster w Londynie”.

Wspomniany w artykule ks. Krzysztof Kołodziejczyk z Sędziszowa Małopolskiego w rozmowie z biskupem rzeszowskim Janem Wątrobą, którą odbył 31 października 2014 r., prosząc o zgodę i błogosławieństwo do posługiwania się mszą świętą z modlitwami o uzdrowienie i uwolnienie, wspomniał o pani Beacie. Biskup stwierdził, że jej nie zna i że należy ją obserwować i przyglądać się jej. Pani Beata uznała to za „pozwolenie” na działalność w diecezji rzeszowskiej i tym do dziś legitymizuje swoją misję w nowych środowiskach.
Osoby walczące o pomoc w uwolnieniu bliskich ze szponów wspólnoty twierdzą, że „negocjują z władzami kościelnymi”, ale na razie nie widać efektów tych negocjacji. Ich zapytanie, skierowane przez zainteresowane osoby do Episkopatu Polski, do sekcji wyznaczonej przez KK do zwalczania sekt, do dziś pozostało bez odpowiedzi. Od kilku miesięcy kontakt z liderką grupy jest utrudniony. Z internetu znikają ślady jej działalności. Nieprzerwanie natomiast odbywają się spotkania i charyzmatyczne msze uzdrawiające, spowiedzi generalne w Jaśle, Nowej Soli, Gliwicach, w Londynie czy nawet w Siedlcach, podczas których biskup Kazimierz Gurda radykalnie wypowiedział się przeciw praktykom Beaty H.

***

Przy KK w Polsce działa kilka tysięcy grup charyzmatycznych. Polski Kościół żyje w czasach prawdziwej rewolty, ale – osłabiony niegasnącą aferą pedofilską – nie może sobie pozwolić na masowe wywlekanie kolejnych brudów. Nie ustałby na swych już mocno chwiejnych nogach, gdyby musiał się zmierzyć ze skalą sekt, jakie działają i rozmnażają się w jego cieniu.
Dlatego milczy.