– Musisz koniecznie go zobaczyć! – dawno niewidziana znajoma z przejęciem ściska moją rękę. Była na spotkaniu z bratem Elią, zakonnikiem z Umbrii, cierpliwym „świętym” o anielskim spojrzeniu i z broczącymi krwią stygmatami.

Elia rozmawia z Jezusem i robi mu zdjęcia. Obiecuję jej, że gdy tylko włoski kandydat na świętego pojawi się znowu w Polsce, pójdę go zobaczyć. Taką okazję trudno przepuścić. Z punktu widzenia socjologii, psychologii i antropologii może to być ciekawe doświadczenie. Okazja nadarzy się jesienią, bo Elia coraz częściej przyjeżdża do Polski. 2 czerwca odwiedził Warszawę i spotkał się z wiernymi w parafii Zesłania Ducha Świętego przy ul. Broniewskiego 44.
To, że jest zapraszany przez księży dziwi, bo Elia nigdy nie złożył wszystkich ślubów. Co więcej, Kościół w sprawie jego stygmatów znacząco milczy.
Hierarchia kościelna jednak dyskretnie popiera go, bo zdobył olbrzymie zaufanie ludzi, którzy łakną cudów. Elia jeździ po świecie, zbiera datki i remontuje zabytkowy franciszkański klasztor w umbryjskiej Calvi. Zadowoleni są wszyscy – pielgrzymi ze świata, którzy ciągną do „współczesnego świętego” w nadziei, że ich uzdrowi lub wypędzi z nich diabła i ci, którzy zarabiają na przewożeniu wiernych i organizowaniu dla nich miejsc noclegowych. Biznes się kręci na coraz większą skalę.

Śladami św. Franciszka

Elia w 2000 r. założył wspólnotę Apostołów Bożych (Apostoli di Dio). Wybrał Calvi w Umbrii, bo tamtędy wiodły ścieżki św. Franciszka. Jak do tej pory, Kościół uznał tylko dwoje stygmatyków – żyjących w średniowieczu św. Franciszka właśnie i św. Katarzynę ze Sieny. Elia nawiązuje więc do tradycji franciszkańskiej i czerpie rozliczne korzyści z kultu, który otacza „biedaczynę z Asyżu”.
„Było zarośnięte, w gruzach. Elia i kilku braci spali pod gwiazdami. Elia poszedł poprosić biskupa o pomoc w odbudowaniu klasztoru. Ale ten powiedział: jeśli to, co się dzieje wokół ciebie, jest sprawą Bożą, to Bóg ci pomoże, klasztor odbuduj sam. Dziś prace remontowe dobiegają końca. Klasztor wygląda jak średniowieczna perła. Elia ostatnio dostał nawet ośmiometrową statuę Matki Bożej” – opowiada o klasztorze jedyna i autoryzowana biografka kandydata na świętego Fiorella Turolli. I znowu mamy nawiązanie do franciszkańskiej legendy – tak właśnie miał budować Giovanni Bernardone (św. Franciszek).

Elia chętnie udziela wywiadów; oczywiście mediom mu przyjaznym. Spogląda łagodnie brązowymi oczami, spokojnym głosem namawia do modlitwy, a gdy nie mówi, przesuwa między palcami paciorki różańca. Ten skromny pan buduje jednak od kilkunastu lat potężne przedsiębiorstwo, jakim jest jego wspólnota. Gdy zajrzymy na jej stronę internetową, okaże się, że zadbano, by wszelkimi współczesnymi kanałami płatniczymi można było przesłać „ofiarę”. Elia jest popularny nie tylko w Europie. Pokochali go też m.in. Amerykanie, którzy przepadają za medialnymi świętymi. Wiele wskazuje, że na konta wspólnoty pieniądze płyną szerokim strumieniem. Teraz podbija Polskę.

Baśń o świętości

Elia Cataldo, kandydat na ołtarze in spe i zarządca rozwijającego się imperium, urodził się w Apulii w 1962 r. Jak wynika z tego, co w książkach o nim napisała Turolli, Elia od początku był niezwykły. Np. w pierwszym roku życia w pewnym momencie odmówił jedzenia. Nie chciał mleka i już. Rodzice bali się o niego, zanieśli więc chłopca do lekarza. Ten nie dawał wielkich nadziei. Okazało się jednak, że gdy minęło
40 dni Wielkiego Postu, chłopiec znowu zaczął normalnie jeść. Od tamtej chwili co roku w tym czasie pości.
Czego czytelnicy książek Turolli, przetłumaczonych już oczywiście na polski, mogą się jeszcze dowiedzieć o ich bohaterze? Od dzieciństwa Elia rozmawiał z Matką Boską i aniołami – na co dzień opiekuje się nim anioł stróż Lechitiel. Uzdrowił też np. swojego kolegę, któremu w wypadku wbił się w ciało żelazny pręt.

18-letni Cataldo przeniósł się z biednej Apulii do Mediolanu i pracował jako listonosz. Pewnego dnia doręczał paczkę do klasztoru kapucynów i poczuł, że to jest jego miejsce na ziemi. Wstąpił więc do nowicjatu. Gdy złożył pierwsze śluby, dostał stygmatów. Stało się to 11 lutego 1990 r. Krwawiącego mężczyznę zawieziono do szpitala, ale okazało się, że lekarze są bezradni. Elia poznał wtedy słynnego stygmatyka św. ojca Pio, który miał go nazywać „osiołkiem Jezusa”. Przepowiedział mu też, że będzie jeździć po całym świecie, by głosić chwałę Pana i zachęcać do modlitwy.
Od tamtej pory stygmaty Elii otwierają się co piątek, a w Wielkim Tygodniu zakonnik przeżywa pasję Chrystusa – odczuwa m.in. biczowanie, krwawią mu plecy, ma zmasakrowaną twarz; wszystko zgodnie z nowotestamentowymi opisami. Elia umiera tak jak Chrystus i jak on zmartwychwstaje.
Stygmatyk wydziela „delikatny, urzekający zapach róż” i otacza go niezwykła światłość. Na co dzień zmaga się jednak z wielkim bólem. Jest też atakowany przez szatana, z którym regularnie walczy. Chętnie egzorcyzmuje. W Calvi można poddać się sesji wypędzania diabła, a nawet serii sesji – wszystko za odpowiednią opłatą.

„Jestem już w Calvi dell Umbria i udało mi się dziś przez przypadek spotkać z bratem Elią. Pół twarzy brata Elii to jeden wielki siniak, jak wytłumaczyła mi Fiorella, został podbity przez szatana. Miałem też szanse porozmawiać z Fiorellą Turolli i mówi, że to będzie zależało jutro i w pojutrze od brata Elii, czy osoby z zewnątrz będą mogły towarzyszyć bratu Elii w tych chwilach w zależności co powie, dlatego proszę o modlitwę. Fiorella też wytłumaczyła mi, że dziś podczas mszy wieczornej, która właśnie trwa (niestety zamkniętej tylko dla wspólnoty) rozpoczyna się pierwsze krwawienie z głowy brata Elii i jego męka” – relacjonował pobyt w Calvi w Wielkim Tygodniu Tomasz Kawiorowski na portalu Krolowa-pokoju.com.pl.

Stygmatyk, czyli kto?

Stygmatyzacja to spontaniczne wystąpienie ran, które – jak opisano w Nowym Testamencie – zadane zostały w ostatnich godzinach życia Jezusowi. Zjawisko to dotyczy przede wszystkim osób wyznania rzymskokatolickiego. Z punktu widzenia nauki rany i krwawienie mogą pojawiać się z powodów psychogennych – chodzi o urzeczywistnienie się dominujących w psychice ekstatyka bardzo silnych wyobrażeń. Stygmaty mogą pojawiać się jako otwarte rany. Zdarza się też, że osoba, która deklaruje, że je przeżywa, czuje w określonych miejscach mocny ból, choć nic nie widać. Dochodzi też do samookaleczania się.

Zjawiska te nie są gruntownie zbadane, bo ich występowanie nie jest częste. Właściwie trudno mówić o statystykach – niektórzy twierdzą, że osób ze stygmatami było od tysiąca do dwóch tysięcy. Kościół potwierdził stygmaty u św. Franciszka oraz u św. Katarzyny ze Sieny.
Brat Elia poddawany był badaniom. Jak twierdzą on i jego akolici, autentyczność jego stygmatów oraz wizji potwierdzili naukowcy z amerykańskiego ośrodka. Nie wiadomo jednak ani kto go badał, ani jakie są wyniki. To pilnie strzeżona tajemnica. W mediach krążą za to zdjęcia Elii zalanego krwią i „pobitego przez szatana”. A ludzie, którzy się z nim spotykają, wyczuwają unoszący się wokół niego delikatny różany zapach, ewidentny znak świętości.

Zdjęcie jak z obrazka

Stygmaty, rozmowy z aniołami i Matką Boską, uzdrawianie i walka z diabłem to nie wszystkie święte aktywności Elii. Włoch ma też bezpośredni kontakt z Jezusem. Syn Boży na tyle mu zaufał, że pozwala robić sobie zdjęcia. Autentyczność fotografii oczywiście potwierdzają amerykańscy naukowcy – ci sami, którzy zaświadczyli, że Elia jest zdrowy psychicznie i fizycznie, a stygmaty i widzenia to wynik jego wielkiej pobożności.

Elia podczas spotkania z wiernymi modli się. W pewnym momencie mówi, że właśnie rozmawiał z Jezusem, który pozwolił zrobić sobie zdjęcie. Ludzie wyciągają aparaty, a jednemu z nich udaje się uwiecznić Jezusa – tym szczęśliwcem jest zwykle ktoś z otoczenia Elii. Zdjęcie przedstawia… namalowany portret długowłosego, brodatego mężczyzny.
O czym świadczy popularność Elii i żądza cudów? Dlaczego religijni iluzjoniści, tacy jak on, osiągają tak wielki sukces? Czy dlatego, że ludzie są pogubieni i niepewni, a wolności boją się jak ognia? Jeśli religia to opium dla ludu, to kim jest Elia i krążący po świecie jemu podobni?

Facebook Comments