Dzisiaj Władeczek zorganizował zakrapianą imprezę progową. Siada się na krześle w progu mieszkania tak, aby mieć kontakt wzrokowy z sąsiadami z innych „żyliszcz”. Poza mną, Romkiem i parkingowym Mietkiem te warunki spełniała jeszcze pani Basia spod dwunastki. Rozsiedliśmy się na taboretach i krzesłach z flaszkami w dłoniach.

Zaproponowałem toast:
– Proszę koleżeństwa, na zdrówko!
– Panie, za zdrówko napijemy się po wszystkim. Nie zapeszajmy. Wypijmy po prostu za nas – pan Romek był innego zdania.
– Sam se pan pij. Nie ma żadnych „nas”, jest tylko grupa osób, która ma wspólny cel, lecz to wszystko, co ją łączy w tej kwestii. Proponuję toast za nasze cele! – rzucił Mietek.

Władeczek zauważył przytomnie:
– Coś kręcisz. Jakie cele? W co nas chcesz ubrać, gamoniu? Mamy jeden cel i basta. Wypijmy za spełnienie zamierzeń!
– Jeszcze czego! Nie będę piła za wasze podejrzane zamierzenia, zboki! – prychnęła pani Basia, po czym trzasnęła drzwiami.
– Panowie! – uspokajałem. – Wypijmy za spokój!
– Za spokój?? A kto tu jest niespokojny, gnoju? – wrzasnął Mietek, wstając z taboretu.

Wstał i Romek:
– Więcej kultury, skurwysynu! – ryknął.

Władeczek nic nie powiedział, tylko precyzyjnie utłukł butelkę w tulipanka i tak uzbrojony ruszył do walki. Nacierający Mietek zmusił mnie do rzutu krzesłem, które nieszczęśliwie trafiło Romka. Ten ruszył na mnie z taboretem…
Ta kwarantanna jest demonizowana. Przecież nadal potrafimy się bawić i dyskutować jak Polak z Polakiem.

Facebook Comments