Do dymisji szykują się najbardziej zaufani ludzie Jarosława Zielińskiego, wiceszefa MSWiA. To skutek przygotowywanego raportu Najwyższej Izby Kontroli o sytuacji w Policji.

„NIK obecnie prowadzi czynności kontrolne w ramach doraźnej kontroli pn. Organizacja i warunki służby funkcjonariuszy wybranych jednostek organizacyjnych podlaskiego garnizonu Policji. Wyniki kontroli będą znane najprawdopodobniej w IV kwartale br.” – informuje zespół prasowy Najwyższej Izby Kontroli.
Przypomnijmy, że kontrola w tym garnizonie prowadzona jest na wniosek posłanki Bożeny Kamińskiej. To ona od ubiegłego roku stała się nieformalną rzeczniczką funkcjonariuszy, którzy skarżą się, że Jarosław Zieliński, pisowski baron z Suwałk i sekretarz stanu w MSWiA, uczynił z podlaskiej policji swój prywatny folwark ze wszelkimi możliwymi konsekwencjami: nepotyzmem, kolesiostwem, powiększającą się pulą wakatów, złą organizacją pracy oraz masową produkcją policyjnych dyscyplinarek („FiM” 15/2019).
Musi być więc naprawdę „grubo”, bo na początku zakładano, że kontrola zostanie zakończona w maju, a teraz okazuje się, iż zostanie przedłużona, i to bynajmniej nie z lenistwa inspektorów.
Z dotychczasowymi stanowiskami żegnają się bowiem zaufani ludzie Zielińskiego i jego osobistego „adiutanta” generała Daniela Kołnierowicza, szefa podlaskiej komendy, komendanci komend miejskich z Suwałk i Białegostoku, odpowiednio: młodszy inspektor Adam Miezianko i inspektor Wojciech Macutkiewicz. Ten ostatni został już przesunięty na stanowisko komendanta powiatowego policji w Bielsku Podlaskim. To dla policjanta upokarzająca degradacja. Miezianko jeszcze czeka…
Oczywiście te ruchy kadrowe są wyłącznie po to, żeby „zamortyzować” zawczasu negatywny skutek upublicznienia raportu, bo te dwie jednostki organizacyjne KWP w Białymstoku mają chyba najgorszą opinię. Nie bez powodu.

Zorganizować sobie pokój

Geneza zjawiska psucia policji bierze się z predylekcji Zielińskiego do bycia capo di tutti capo (j. wł. tł.: szef wszystkich szefów – przyp. red.), przebranym w garnitur wiceministra spraw wewnętrznych. „Dotarła do mnie także informacja, iż po ostatnich wygranych wyborach przez Prawo i Sprawiedliwość, podczas jednej z „imprez” służb mundurowych z regionu Podlasia, pan Jarosław Zieliński zorganizował sobie pokój w tamtym lokalu, w którym kolejno podejmował na rozmowy funkcjonariuszy zainteresowanych pozostaniem w służbie” – twierdzi posłanka Kamińska w nieujawnionej nigdy publicznie interpelacji, dotyczącej suwalskiej komendy. „Każdy z nich otrzymał podobno informację zwrotną, w jakim charakterze jego pozostanie w strukturach Policji widzi pan Jarosław Zieliński. To wręcz niebywałe, żeby nie powiedzieć, skandaliczne!”.
Dyskretne rozmowy w lokalu gastronomicznym przyjęły następnie konkretną formę, sekretarz stanu w MSWiA nie rzucał wszak słów na wiatr. „Na miejsce doświadczonych oficerów z długoletnim stażem i doświadczeniem mianowani zostali młodzi policjanci. W myśl zasady „mierni, ale wierni”. Stanowiska komendantów w suwalskiej Policji objęli młodzi funkcjonariusze z Białegostoku i Augustowa. Po „przyjściu” do Suwałk otrzymali od razu awanse „z przyspieszenia” na wyższe stopnie poza kolejnością. Dodatkowo komendant KMP w Suwałkach po roku służby dostał kolejny poza kolejnością awans na wyższy stopień” – wylicza Kamińska. „Naczelnikami wydziałów w KMP w Suwałkach lub ich zastępcami zostali między innymi: sierżant sztabowy z kilkuletnim stażem został naczelnikiem Wydziału Kadr, ruchem drogowym kieruje ledwie, jak wskazuje anonimowe źródło, młodszy aspirant, a w dochodzeniówce zastępcą naczelnika wydziału został funkcjonariusz, który nigdy w swoim zawodowym życiu nie przeprowadził poważnej sprawy. Wybierani są, jak wskazuje anonimowe źródło, właśnie tacy funkcjonariusze, a nie doświadczeni oficerowie lub podoficerowie, którzy jeszcze zostali i którzy nie tylko chcieliby, ale i mają odpowiednie doświadczenie oraz predyspozycje do kierowania ludźmi. W dodatku kilku doświadczonych funkcjonariuszy kończy studia oficerskie, ale im, jak to się określa, stołków się nie proponuje”.

Partia sobie nie życzy

„Co kuriozalne, komendant KMP w Suwałkach nie uczestniczy w sesjach Rady Miasta, bo ma zakaz udziału w spotkaniach z władzami Suwałk i samorządowcami. Nikt z suwalskiej Policji nie może uczestniczyć w imprezach lokalnych, nawet charytatywnych, które nie są organizowane przez lokalne struktury Prawa i Sprawiedliwości” – oburza się posłanka z Suwałk, której ziomal Zieliński ostentacyjnie przestał podawać rękę na powitanie. „Natomiast gdy imprezy i uroczystości organizuje Prawo i Sprawiedliwość lub odbywają się pod patronatem tej partii, wówczas komendanci i naczelnicy z KMP w Suwałkach muszą być wszyscy!!! Albo prawie wszyscy. Zastanawiać może tylko, po co całe kierownictwo KMP w Suwałkach na koncertach muzycznych czy wystawach?!”.

Mobbing i przemoc

O byłym już szefie Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku, inspektorze Wojciechu Macutkiewiczu stało się głośno od momentu, kiedy TVN ujawnił „brud, syf i malarię” w tzw. policyjnym dołku. Trzej policjanci, którzy mieli o tym rzekomo rozmawiać z dziennikarzami, albo wylecieli już ze służby, albo są na wylocie. Żeby było zabawniej, prokuratura sama z siebie wszczęła niedawno postępowanie o mobbing, jakiemu mieli być poddawani ci trzej konkretni funkcjonariusze. Coś więc musi być na rzeczy, bo Ziobrowi prokuratorzy raczej ociągają się ze śledztwami, których skutki mogą zaszkodzić „dobrej zmianie”.
Ale to nie wszystko. Chwilę przed dymisją ze stanowiska szefa KMP w Białymstoku, Macutkiewicz znowu musiał się tłumaczyć. „Było wtedy po godzinie 17. Marek Karpiuk przysiadł na rampie. Był z kolegą. Mężczyźni rozmawiają, bawią się telefonem, oglądają filmiki. W pewnym momencie na tyły sklepu podjeżdża radiowóz. Wysiada z niego dwóch policjantów. Jeden funkcjonariusz podchodzi, przedstawia się. 42-latek wita się z nim, podaje imię i nazwisko. Policjant prosi o pokazanie dowodu osobistego. Gdy mężczyzna wyznaje, że nie ma, słyszy polecenie, żeby wyjąć wszystko z kieszeni. Chciał się dowiedzieć, jaka jest podstawa prawna. Nie usłyszał odpowiedzi. Zamiast tego został powalony na ziemię i zakuty w kajdanki. Próbuje podnieść głowę. Wtedy policjant przytrzymuje go, naciskając kolanem w okolicy szczęki i szyi. Na nagraniu słychać charczący głos białostoczanina” – relacjonował 13 czerwca „Kurier Poranny”.
Funkcjonariusze podlegli Komendzie Miejskiej Policji, co zarejestrowała kamera monitoringu, założyli Karpiukowi na głowę kask używany w przypadku osób agresywnych, a następnie odwieźli na wytrzeźwiałkę, choć białostoczanin nie był ani agresywny, ani pijany. Teraz toczy się wobec policjantów postępowanie wewnętrzne. Sprawą zajęła się też białostocka prokuratura. Z naszych informacji wynika, że podobnych sytuacji w przeszłości było więcej, tyle że nie było przy tym kamer, a poszkodowani za namową przestraszonych rodzin rezygnowali ze skarżenia się na wyrywnych funkcjonariuszy.
Kadry są najważniejsze – twierdził tow. Lenin. Towarzysz Zieliński z PiS zapomniał, że wódz rewolucji stawiał przy tym na jakość czynnika ludzkiego.

Facebook Comments