Jak wiemy w Polsce prawo nie obowiązuje księży. Okazuje się, że kwarantanna również.

Agata Netter, vlogerka i trenerka fitness, po ciężkim porodzie od tygodnia leży w warszawskim szpitalu św. Zofii przy ul. Żelaznej. Z uwagi na pandemię koronawirusa we wszystkich szpitalach w Polsce od początku marca jest bezwzględny zakaz odwiedzin. Dotyczy to również oddziałów położniczych. Na oddział wstęp mają tylko położne i lekarze, więc kobiety przestrzegając zaleceń lekarzy mogą pozwolić sobie na więcej swobody. „Bez skrępowania chodzimy z cycem na wierzchu, albo leżymy beztrosko wietrząc krocze” – pisze na Facebooku kobieta. Tę swobodę zakłóca im jednak… ksiądz, którego – jak się okazuje – zakaz odwiedzin nie dotyczy.

„Nagle, do pokoju, bez żadnego zaproszenia wchodzi ksiądz i pyta, czy chcemy przyjąć komunię. Chciałam spytać, czy chociaż ręce do tego zdezynfekuje, ale z wrażenia dech mi zaparło… ksiądz poszedł dalej, wparować do kolejnego pokoju, i tak przez sto ileś kobiet dochodzących do siebie po skomplikowanych interwencjach medycznych i sto ileś noworodków bez żadnej odporności” – opowiada Agata. – „Co się dzieje tam na zewnątrz? Księży nie dotyczy kwarantanna, bo są jakoś specjalnie namaszczeni?” – zastanawia się.

W rzeczywistości przykład warszawskiej placówki to nie jest odosobniony przypadek. „Głos Wielkopolski” donosi, że taka sytuacja jest powszechna również w szpitalach w Poznaniu.

„Księża także nie mają żadnych ubrań ochronnych, chodzą po oddziałach, rozdają komunię. Zdarza się, że przechodząc z sali do sali nie myją rąk” – mówi gazecie jedna z pielęgniarek szpitala im. Świętej Rodziny w Poznaniu. – „Bardziej świadome pacjentki komunii nie przyjmują, ale inne zdarza się, że tak” – dodaje.

Ks. Maciej Szczepaniak, rzecznik poznańskiej kurii, zapewnia, że kapelani są zobowiązani do przestrzegania procedur, które wynikają z zarządzeń władz sanitarnych i odsyła do dyrekcji szpitalnych placówek. Trudno jednak, żeby w obliczu epidemii dyrektorzy szpitali czy personel medyczny pilnowali kapelanów.

Facebook Comments
Poprzedni artykułFront Ludowy
Następny artykułKoronawirus a Biblia
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).