Rzeź wołyńska należała do najbrutalniejszych ludobójstw w historii XX-wiecznej Europy. Współcześnie niewiele osób pamięta, że jednym z prowodyrów zbrodni był grekokatolicki kler.

W historii chrześcijaństwa nie zabrakło wydarzeń, podczas których przelano hektolitry krwi niewinnych ofiar. Część naszych Czytelników zapewne kojarzy je głównie z działaniami Kościoła rzymskokatolickiego. Nic dziwnego, wystarczy wziąć pod uwagę siłowe nawracanie „pogan”, wojny krzyżowe, ludobójczą krucjatę przeciwko albigensom (południowa Francja, 1209–1229) i zaangażowanie w kolonialny podbój Nowego Świata, żeby stwierdzić, że „ewangeliczne” działania księży nierzadko kierowały ich na ścieżkę zbrodni. Prawdziwym koszmarem były także działania inkwizycji i polowania na czarownice, jakich dopuszczali się fanatycy niemal wszystkich chrześcijańskich wyznań. Wszelkiego rodzaju zbrodnie z nienawiści są wpisane w historię większości religii świata.

Do zbrodniczego zaangażowania duchowieństwa doszło w naszej części Europy jeszcze w latach 40. Kiedy w Chorwacji szaleli ultrakatoliccy ustasze, a Słowację terroryzował reżim księdza Jozefa Tiso, na Ukrainie wpływy zdobywała faszystowska Ukraińska Powstańcza Armia. W gronie sympatyków ruchu znalazła się śmietanka grekokatolickiego kleru. Księża nie tylko popierali działania UPA, wymierzone w ZSRR i Niemców, ale również wspierali antypolskie
czystki etniczne.

Wyciąć raka

Niektórzy księża antypolskie kazania zaczęli wygłaszać jeszcze podczas okupacji radzieckiej. Ksiądz Iwan Jacyszyn z parafii Toki podczas mszy jawnie nawoływał do „wycięcia raka”, czyli pozbycia się miejscowych Polaków. Po rozpoczęciu operacji „Barbarossa” (atak III Rzeszy na ZSRR w czerwcu 1941 r. – przyp. red.) duchowny z otwartymi ramionami witał oddziały hitlerowskie, które zajęły Ukrainę. Podobne poglądy miał ks. Łuciów z Mikuliczyna, który twierdził, „że Polak i Żyd to jest to samo”. Duchowny namawiał Ukraińców do bojkotowania polskich kupców, a nawet nawoływał do „odzyskania” z polskich rąk Krakowa i Warszawy.

Inni księża zarazili się nacjonalistycznym fanatyzmem dopiero po wycofaniu z zachodniej Ukrainy oddziałów Armii Czerwonej. Narodowym neofitą był m.in. ks. Iwan Wołoszyn z Germanówki, który pod komunistycznymi rządami uważany był za człowieka o raczej przyjaznym i spokojnym usposobieniu. Wraz z nastaniem okupacji hitlerowskiej jego poglądy zmieniły się o 180 stopni. Polacy zaczęli być przez niego określani mianem „kąkolu w pszenicy”. Pop święcił również broń, wykorzystywaną potem przez bojówki do mordowania cywilów. Scena z filmu „Wołyń” Smarzowskiego, w której duchowny święcił kosy i siekiery w cerkwi, jest więc zgodna z historyczną prawdą.

Równie szokujące wydarzenia zostały opisane w książce „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939–1946” autorstwa Henryka Komańskiego i Szczepana Siekierki. Historycy przywołują skandaliczne wydarzenie z Gajów Wielkich, gdzie w cerkwi miejsce miały „religijno-nazistowskie uroczystości, na które zjechało wielu ukraińskich księży”. Grekokatoliccy duchowni w trakcie uroczystej mszy poświęcili broń, należącą do aktywistów UPA.

Do zbrodni zachęcał rodaków także ks. Pasiecznik z Popowic, znany współpracownik OUN-UPA. W swoich kazaniach w cerkwi w Litowisku namawiał wiernych do uczestnictwa w antypolskich akcjach. Kazania Pasiecznika były niezwykle skuteczne. W miejscowości powstała silna bojówka Ukraińskiej Powstańczej Armii, która zamordowała kilkadziesiąt osób. Przywódcami miejscowych faszystów byli Iwan Jarosz z SS „Galizien”, Stepan Ławryk i nierozpoznany z nazwiska „Woron”. Dwaj ostatni mordercy mieszkali po sąsiedzku z ks. Pasiecznikiem.

„Pieczone gołąbki”

Jeszcze dalej poszedł nieznany z nazwiska duchowny z Chlebowic. Ksiądz nazista grzmiał z ambony: „Bierzcie się do dzieła, bo pieczone gołąbki nie polecą same do gąbki”. Kiedy doszło już do pierwszych mordów, ksiądz krzyczał w świątyni: „Ukraińcy nie mogą przyjść na święcone, jeśli nie zlikwidują Lachów”. Symboliczny jest fakt, że do pierwszych zabójstw na Polakach, zamieszkałych w okolicy, doszło w Środę Popielcową.

Działalność agitacyjna księży była dość powszechna, najbardziej przerażają jednak relacje dotyczące bezpośredniego udziału duchownych w morderstwach. Jednym z zabójców był ks. Zakrzewski z Kut. Kapłan nie tylko święcił broń, ale osobiście zabijał Bogu ducha winnych ludzi. Niewykluczone, że w zabójstwach uczestniczył ks. Kurytas z Bucniowa. Niemieccy żandarmi odnaleźli w jego parafii skrytkę z bronią, która posłużyła członkom OUN-UPA w mordach. Współczesne opracowania mówią o nawet 70 unickich kapelanach, uczestniczących w działaniach nacjonalistów.

Niektórych duchownych, będących inicjatorami mordów, spotkała zasłużona kara. Znany jest przypadek księdza Michajła Hajdiuka z Hłudna, którego w lipcu 1944 r. zlikwidował oddział Armii Krajowej. Hajdiuk zasłynął z kolaboracji z Niemcami i banderowcami oraz jawnego podżegania do zabijania przedstawicieli nieukraińskich grup narodowościowych. Zemsta dosięgnęła również innego narodowca w sutannie, ks. Włodzimierza Wesołego z Polany. Przedstawiciel kleru został dotkliwie pobity przez członków polskiej samoobrony. Po tym antypolskie mordy w okolicy ustały.

Większość opisanych księży była prostymi, wiejskimi kapłanami. Duchowni wyżej sytuowani w hierarchii byli dalecy od równie antypolskich działań, niemniej większość nie zrobiła nic, by zakończyć rzeź. Kilku biskupów ograniczyło się do wystosowania listów pasterskich, w których skrytykowali działania UPA, wymierzone w mniejszości etniczne. Faszyzujący proboszczowie – zdaniem prof. Władysława Filara – zignorowali deklaracje zwierzchników i dalej zachęcali do wyrżnięcia „Lachów”. Taka postawa stanowiła normę aż do wyzwolenia Ukrainy przez Armię Czerwoną.

Wyklęci

Wielką niesprawiedliwością byłoby wiązanie ogółu kleru grekokatolickiego ze sprawcami rzezi wołyńskiej. Wśród duchownych nie zabrakło bohaterów, którzy odważyli się sprzeciwić nacjonalistycznemu szaleństwu. Ksiądz Panasiuk ze Strusowa za swoją antyfaszystowską postawę został porwany przez bojówkarzy i utopiony w rzece. Innym duchownym, zamordowanym przez miejscowych nazistów, był proboszcz Michał Tełep z Rogóźna. Ksiądz zginął wraz z całą rodziną tylko dlatego, że potępił sprawców antypolskich czystek. Znane są przypadki czynnego zaangażowania kleru w pomoc dla prześladowanych Polaków. Działalność księdza z Leśniowiec przyczyniła się do zaniechania mordów na terenie podległej mu parafii.

Odrodzenie

Kult UPA odżył po upadku komunizmu. W gronie apologetów zbrodniczej organizacji znaleźli się grekokatoliccy księża. Co najdziwniejsze, nawet wśród polskich duchownych tego wyznania nie zabrakło głosów poparcia dla banderowców. W maju 1997 r. mitrat Stefan Dziubina w homilii wygłoszonej w Jaworznie zdefiniował Ukraińską Powstańczą Armię jako „ukraińską samoobronę przed Polakami”. Polacy, jego zdaniem „ulegając hitlerowskiej prowokacji mordowali i palili wsie ukraińskie na Wołyniu, wobec czego Ukraińcy uzbroili się i zaczęli bić i Niemców, i Polaków”.

W 2017 r. kontrowersje wzbudziła beatyfikacja abpa Andreja Szeptyckiego. Hierarcha wspierał galicyjską dywizję SS i odżegnywał się od potępienia zbrodni wołyńskiej. Beatyfikację arcybiskupa dwukrotnie blokował kardynał Stefan Wyszyński. W III RP naczelnym krytykiem upamiętnienia unickiego duchownego był ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Protesty na niewiele się zdały, a na współczesnej Ukrainie Szeptycki zaliczany jest do bohaterów narodowych.

Rzeź wołyńska jest jedną z wielu makabr zafundowanych ludzkości przez sojusz nacjonalistów i fanatyków religijnych. Mieszanka szowinizmu i religianctwa wyrządziła wielkie szkody w Rwandzie, na Bałkanach i w Polsce. Szkoda, że część Polaków, ogarniętych katolicko-narodową ekstazą, zdaje się o tym nie pamiętać.

W pisaniu artykułu pomocne okazały się publikacje „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939–1946” autorstwa Henryka Komańskiego i Szczepana Siekierki oraz „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia” Władysława i Ewy Siemaszków

Facebook Comments
Poprzedni artykułŚmierć w cudzej sutannie
Następny artykułFrancja: jak maca nuncjusz
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).