Baron krakowski i jednocześnie wiceszef Konferencji Episkopatu Polski Marek Jędraszewski wezwał swoich sympatyków do rewolucji.

– W świetle ostatnich tragicznych wydarzeń mówię wszystkim, a zwłaszcza mężczyznom: uzbrójcie się, by chronić swe zdrowie i własność. Jeśli potrzebujecie pomocy, to skontaktujcie się ze mną.
Powyższe słowa nie padły z ust pana Jędraszewskiego, lecz jego kolegi po fachu, pana imama Leonida Kuszniarenki, lidera społeczności muzułmańskiej w czeskiej Pradze. Obu panów dzieli mniej niż 500 km, ale łączą wiary, opierające się – w założeniu – na miłości. Pan arcybiskup Jędraszewski nie był tak bezpośredni w swym apelu, ujął to więc słowami:
– Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka. Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeżeli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej. (…) Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy.

Imam Kuszniarenko wypowiedział swoje słowa w nawiązaniu do tragedii w Nowej Zelandii, gdzie 15 marca pobożny chrześcijanin – broniąc chrześcijańskich wartości, w które wierzył – zamordował 50 muzułmanów, a kolejnych 50 ranił. Marek Jędraszewski wygłosił swoją myśl zaledwie pięć dni po tej tragedii – 20 marca, w Krakowie podczas spotkania Mężczyzn Świętego Józefa. MŚJ, jak sami o sobie piszą, to: „katolicka sieć mężczyzn, którzy powierzyli swoje życie Jezusowi Chrystusowi”. Plakat reklamujący spotkanie z arcybiskupem przedstawiał jakiegoś zabójcę (lub potencjalnego zabójcę), odzianego w wojskowy kombinezon, kamizelkę taktyczną, hełm, gogle i niosącego na rękach jakieś dziecko. Nad tym mięśniolotem umieszczono pełen dobroci cytat z Księgi Psalmów: „bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych, a droga występnych zaginie” (Ps 1,6). Poniżej wklejono fotografię krakowskiego arcybiskupa, a całość upstrzono tytułem imprezy: „Bitwa o odpowiedzialność”.

(…) Uważam Marka Jędraszewskiego za manipulatora – czemu wielokrotnie dawałem wyraz. Nie nazwałbym jego manipulacji mistrzostwem, ale przyznam, że osiągnął kunszt w przekazach podprogowych.
Zwracając się do Mężczyzn św. Józefa mówił m.in. o wolności.

„Relacja między mną a drugim człowiekiem nie jest symetryczna. Jeżeli ten drugi, z którym się spotykam i którego twarz widzę, mówi mi: tobie nie wolno, to po pierwsze on mnie uczy mojej wolności. Nie jest ona dowolnością, kaprysem, ale ma reguły. (…) Ten drugi jawi się jako mistrz i nauczyciel, ktoś, kto mnie uczy mojego człowieczeństwa”. Sens tej dość pogmatwanej wypowiedzi sprowadza się do tego, że człowiekowi wolno dokładnie tyle, na ile pozwoli mu jego „mistrz” – za którego zapewne uważa się sam M. Jędraszewski, dając sobie tym samym prawo do wskazywania innym granic ich wolności…

Baron krakowski i jednocześnie wiceszef Konferencji Episkopatu Polski Marek Jędraszewski wezwał swoich sympatyków do rewolucji.

– W świetle ostatnich tragicznych wydarzeń mówię wszystkim, a zwłaszcza mężczyznom: uzbrójcie się, by chronić swe zdrowie i własność. Jeśli potrzebujecie pomocy, to skontaktujcie się ze mną.
Powyższe słowa nie padły z ust pana Jędraszewskiego, lecz jego kolegi po fachu, pana imama Leonida Kuszniarenki, lidera społeczności muzułmańskiej w czeskiej Pradze. Obu panów dzieli mniej niż 500 km, ale łączą wiary, opierające się – w założeniu – na miłości. Pan arcybiskup Jędraszewski nie był tak bezpośredni w swym apelu, ujął to więc słowami:
– Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka. Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeżeli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej. (…) Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy.
Imam Kuszniarenko wypowiedział swoje słowa w nawiązaniu do tragedii w Nowej Zelandii, gdzie 15 marca pobożny chrześcijanin – broniąc chrześcijańskich wartości, w które wierzył – zamordował 50 muzułmanów, a kolejnych 50 ranił. Marek Jędraszewski wygłosił swoją myśl zaledwie pięć dni po tej tragedii – 20 marca, w Krakowie podczas spotkania Mężczyzn Świętego Józefa. MŚJ, jak sami o sobie piszą, to: „katolicka sieć mężczyzn, którzy powierzyli swoje życie Jezusowi Chrystusowi”. Plakat reklamujący spotkanie z arcybiskupem przedstawiał jakiegoś zabójcę (lub potencjalnego zabójcę), odzianego w wojskowy kombinezon, kamizelkę taktyczną, hełm, gogle i niosącego na rękach jakieś dziecko. Nad tym mięśniolotem umieszczono pełen dobroci cytat z Księgi Psalmów: „bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych, a droga występnych zaginie” (Ps 1,6). Poniżej wklejono fotografię krakowskiego arcybiskupa, a całość upstrzono tytułem imprezy: „Bitwa o odpowiedzialność”.
Na kanwie nowozelandzkiego mordu zrozumiałem, że przekaz plakatu jest jednoznaczny: „kolega z Nowej Zelandii zrobił swoje – czas na nasze świadectwo”.
Przed zamachem w Nowej Zelandii sprawca mordu na muzułmanach opublikował w internecie kilkudziesięciostronicowy „manifest”, w którym znalazł się popularny slogan neonazistów zainspirowany „Mein Kampf” Hitlera: „Musimy zabezpieczyć istnienie naszego narodu i przyszłość dla białych dzieci”.
Lepszy świat dla dzieci? Jasne. Również arcybiskup krakowski zaznaczył, że szczęście dzieci polega na tym, że są chronione przez swoich najbliższych.
„Wasza odpowiedzialność powinna przejawiać się tam, gdzie jesteście, żyjecie, macie swoje domy i rodziny! (…) Rodzice mają prawo protestować przed wszelkimi formami deprawacji w szkołach. Dzieci mają prawo pozostać dziećmi!” – mówi.
Co łączy myśli Hitlera, Tarranta (zamachowiec z Nowej Zelandii), imama Kuszniarenki i abp. Jędraszewskiego? Wiara, że to co mówią, co czynili, co czynią bądź czynić będą jest słuszne. U podstaw ich przekonań zawsze znajduje się fanatyzm; często budowany na religijnych fundamentach. Oczywiście każda przywołana tu osoba własnemu fanatyzmowi zaprzeczy, tłumacząc swoją postawę jedynie chęcią wprowadzania w życie idei, w które wierzy. Z wiarą w słuszność swoich idei działali też inni, m.in. Lenin, Stalin, Dzierżyński, Beria, Goebbels, Mengele, Eichmann, Himmler,
Ceaușescu i dziesiątki podobnych. O tak, wszystko co robili, robili w celu budowy nowego świata; dla sobie współczesnych i dla dzieci.
Uważam Marka Jędraszewskiego za manipulatora – czemu wielokrotnie dawałem wyraz. Nie nazwałbym jego manipulacji mistrzostwem, ale przyznam, że osiągnął kunszt w przekazach podprogowych.
Zwracając się do Mężczyzn św. Józefa mówił m.in. o wolności.
„Relacja między mną a drugim człowiekiem nie jest symetryczna. Jeżeli ten drugi, z którym się spotykam i którego twarz widzę, mówi mi: tobie nie wolno, to po pierwsze on mnie uczy mojej wolności. Nie jest ona dowolnością, kaprysem, ale ma reguły. (…) Ten drugi jawi się jako mistrz i nauczyciel, ktoś, kto mnie uczy mojego człowieczeństwa”.
Sens tej dość pogmatwanej wypowiedzi sprowadza się do tego, że człowiekowi wolno dokładnie tyle, na ile pozwoli mu jego „mistrz” – za którego zapewne uważa się sam
M. Jędraszewski, dając sobie tym samym prawo do wskazywania innym granic ich wolności.
Przeanalizujmy przywołaną wcześniej wypowiedź arcybiskupa o kontrrewolucji.
„Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka”. Czytaj: „konieczne jest podjęcie gwałtownych działań, mających na celu dokonanie diametralnych zmian”.
Następnie: „Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeżeli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej” – jakie to wartości? Cenzurowanie nauki, zakaz rozpowszechniania teorii Darwina i heliocentrycznej teorii Kopernika, leczenie relikwiami, karanie ateistów śmiercią, przywrócenie dziesięciny, ograniczenie prawa kobiet do samostanowienia, zakaz seksu bez planu prokreacji? Wszak inne wartości, wartości „europejskie”, stoją w sprzeczności z naukami Kościoła.
I dalej: „Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy”. Czyli: „Stwórzmy armię gotową walczyć!”.
Kiedy armia powstanie, a jej żołnierze będą zapatrzeni w swojego mistrza, pójdą za słowami M. Jędraszewskiego: „Jestem odpowiedzialny, to znaczy czuję, że jestem wezwany do dobra, nie uchylam się przed nim, niekiedy nawet za cenę własnego poświęcenia”. Czyli poświęcą się i zrobią wszystko, co „mistrz” im nakaże.
Ciekawe, czy morderca z Nowej Zelandii też miał swojego „mistrza”?
„Mistrz” z Pragi wezwał muzułmańskich braci do zbrojenia się w celu ochrony życia przed fanatykami religijnymi. „Mistrz” z Krakowa wezwał Mężczyzn Świętego Józefa do kontrrewolucji katolickiej w celu obrony wartości, w które wierzy (oczywiście dla dobra naszych dzieci). Trasę Kraków – Praga pokonuje się samochodem w cztery godziny. Czy tamtejsi muzułmanie i ich dzieci już powinni się bać?

Facebook Comments
Poprzedni artykułOn jest dzieckiem, nie rośliną…
Następny artykułJan Paweł II – nie to złoto, co się święci
Dariusz Cychol
Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).