„Zioła nie mogą być opatentowane, nie są własnością żadnej osoby fizycznej czy korporacyjnej, na zawsze pozostaną lekiem ludowym. Należą do nas wszystkich (…)”.
znalezione w internecie

Grecy chętnie wyruszają za miasto, by wędrując po wzgórzach, zbierać horto, czyli dziką zieleninę. Takie zielone chwasty można kupić na wielu śródziemnomorskich rynkach, bo zwyczaj roślinnego zbieractwa dotyczy nie tylko Grecji, robią tak Francuzi, Włosi, a nawet bogaci Niemcy.

Moja przyjaciółka, która pracuje w Niemczech, wspominała, jak to jej gospodyni którejś wiosny, na przednówku, wyszła do ogrodu i nazbierała jakichś chwastów, posiekała je, zmiksowała z oliwą, doprawiła i podała na obiad z makaronem.

My wciąż wstydzimy się zbierać chwasty. Jedyną dziką rośliną, jaką widziałam na Bałuckim Rynku, było bagno zwyczajne – na mole, objęte… częściową ochroną. I tatarak przed Zielonymi Świątkami. A szkoda!

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments
Poprzedni artykułPaństwo a Kościół (2)
Następny artykułBananowa Ameryka
Absolwentka filologii polskiej. Od zawsze lubi czytać, gotować, zbierać grzyby, podróżować. Kolekcjonuje książki na temat kuchni i kultury kulinarnej. Próbuje żyć zgodnie z zasadą slow life, przynajmniej od kwietnia do października, gdy mieszka na wsi. Właścicielka Aryi, psa rasy foksterier.(Zna się na kuchni nie tylko teoretycznie, ale i tworzy kulinarne cuda – przyp. red.).