Komu bije dzwon

O kulisach zabójstwa generała Kasima Sulejmaniego wiemy sporo. Nie wiemy natomiast, jakie będą jego konsekwencje.
Nie można tego zabójstwa traktować jako odwet, ale raczej jako wykorzystanie pretekstu do pozbycia się wysokiego rangą urzędnika państwa określonego jako wróg, a także dowódcy irackiej milicji, która powstała, aby chronić Irak przed Państwem Islamskim, ale obecnie została sklasyfikowana jako wrogo nastawiona do Stanów Zjednoczonych. Pretekstem były rozruchy wokół ambasady amerykańskiej w Bagdadzie i próba jej podpalenia, ale nie przedstawiono żadnych dowodów, że za protestami, w wyniku których personel amerykański opuścił budynek ambasady (ale faktycznie nikt nie ucierpiał), stali Sulejmani czy Muhandis. Wydarzenia, w których uczestniczyli nawet niektórzy iraccy politycy, członek parlamentu i były minister transportu Hadi al-Amiri i doradca do spraw bezpieczeństwa Faleh al-Fayyadh, należy tłumaczyć raczej spontaniczną reakcją tłumu, w kontekście rozluźnionej dyscypliny i trwających w Iraku już od października zamieszek – reakcji, która została spowodowana niedawnym bombardowaniem przez Amerykanów stanowisk Kataeb Hezbollah, wchodzących w skład Sił Mobilizacji Ludowej, w wyniku których zginęło ponad 25 osób. A to z kolei może być wytłumaczone odwetem za zabicie amerykańskiego pracownika w rejonie Kirkuku. Chociaż znowu nie ma dowodów, kto to zrobił. Mogli to równie dobrze być terroryści z Państwa Islamskiego, z którymi Kataeb Hezbollah walczy…
Autor Włodzimierz Julian Korab-Karpowicz
Więcej efaktymity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 2/2020 tygodnika Fakty i Mity