fot. Artur K. Lis
Podjąłem samobójczą misję. Odwiedziłem kilka kościołów w Krakowie, by sprawdzić, jak „lekarze dusz” ratują naród przed koronawirusem i jak ta katolicka instytucja walczy z epidemią.

Skąd motywacja? Zdaniem wirusologów, wszyscy ludzie na świecie prędzej czy później się zarażą. Pomyślałem więc: skoro to nieuchronne, niech się stanie dziś. Lepiej trafić do szpitala teraz, gdy są tam jeszcze wolne respiratory, a zarażonych można policzyć. Jeżeli zachoruję, dostanę swój aparat. No, chyba że nie będzie mi już potrzebny, bo wydam ostatnie tchnienie. Za miesiąc nie tylko respiratorów, ale i miejsc w szpitalach polowych może nie być. Nie mam zamiaru umierać gdzieś pod płotem, dusząc się w konwulsjach, w zapomnieniu. Na miękkich nogach udałem się więc do największej otwartej dziś w Polsce wylęgarni COVID-19.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Anuluj

Facebook Comments