Pandemia koronawirusa pokazała światowym decydentom, że kapitalizm nie jest najlepszym sposobem na walkę z kryzysem. Czy upadek liberalnego mitu przyczyni się do powstania nowego i bardziej prospołecznego ładu?

COVID-19 sparaliżował najsilniejsze gospodarki globu i pokazał, że dogmatyczny neoliberalizm nie zawsze jest sposobem na zażegnanie kryzysu: w przypadku „koronakryzysu” – jak określili go redaktorzy „Deutsche Welle” – jest on wręcz gwoździem do trumny zachodnich społeczeństw, które przez lata godziły się na nieludzką politykę zaciskania pasa i ograniczania sfery publicznej do minimum.

Kapitalistyczna droga donikąd

„Kapitalizm zabija” – powtarzają często socjaliści i zwolennicy interwencjonizmu. Jakże prawdziwe okazało się to twierdzenie w czasach globalnej epidemii; pozbawione socjalnych instrumentów rządy dwoją się i troją, by znaleźć remedium na powstrzymanie zbliżającej się gospodarczej i humanitarnej katastrofy.

Choroba, co akurat nie powinno dziwić, najbardziej zadomowiła się akurat w państwach sterroryzowanych przez skrajnie kapitalistycznych fantastów i ideologów. Czerpiący z dorobku Margaret Thatcher rząd Zjednoczonego Królestwa niemal do samego końca ignorował problem, licząc chyba na to, że rozwiąże go niezawodna „niewidzialna ręka wolnego rynku”: tak się nie stało, bo przecież w czasach kryzysu niezbędne jest silne i niebojące podejmować się śmiałych decyzji państwo.

Trzymająca ster rządów Partia Konserwatywna odsunęła się na bok i postawiła na wypracowaną przez Sir Patricka Vallance’a teorię tzw. zbiorowej odporności. „Chcemy, aby nikt nie zachorował, dlatego zasypujemy służbę zdrowia zgłoszeniami i tym samym ją przeciążamy – to próba powstrzymania koronawirusa (…). Nie da się go zatrzymać, więc powinniśmy przedłużyć kryzys, tak aby jak największa ilość ludzi się uodporniła (…). Sądzę, że będzie to coroczny wirus, coroczna infekcja sezonowa” – wytłumaczył jej podstawy niekryjący się z darwinizmem społecznym teoretyk.

Leseferystyczna w gruncie rzeczy strategia doprowadziła do niewyobrażalnej klęski. Waszyngtoński ośrodek IHME (The Institute for Health Metrics and Evaluation) oszacował, że liczba zgonów w Mekce neoliberalizmu dojść może do rekordowych w skali całego kontynentu 66 tys. (więcej ofiar możliwych jest tylko w Ameryce).

Najsmutniejsze jest przy tym to, że poddanych Elżbiety pozostawiono samych sobie i to nie tylko na froncie walki z koronawirusem, lecz i szalejącym w kraju kryzysem. Rząd Borisa Johnsona nie przygotował niemal żadnych skutecznych mechanizmów, które mogłyby ochronić obywateli przed efektami gospodarczego załamania.

Zamiast tego zafundował Brytyjczykom selekcję pacjentów przeznaczonych do uratowania. „Im więcej wiemy o tej chorobie, tym bardziej musimy być rozważni w wyborze tego, których pacjentów poddawać intensywnej terapii. W normalnych czasach sytuacja byłaby inna, jednak czasy się zmieniły. Przy tej chorobie pacjenci przebywają po kilka tygodni pod respiratorami. Trzeba więc zastanowić się, czy dana osoba ma szanse na wyzdrowienie. Przedłużanie ich życia tylko o dwa czy trzy tygodnie nie jest w tym przypadku dobre ani dla nich, ani dla społeczeństwa” – szczerze wyznał w rozmowie z „Daily Telegraph” urzędnik National Health Service.

Takie działania torysów – jak mogłoby się wydawać – nie wynikają z ich nieudolności. Są one skutkiem przyjętego dekady temu wzorca oszczędzania kosztem ludzi.

Kaganek nadziei

Nie trzeba brnąć w to szambo i można realizować politykę „z ludzką twarzą”. Udowodnił to rząd Hiszpanii, który zamierza wprowadzić stały dochód gwarantowany. Wspomniany instrument (określany jako UBI – Universal Basic Income) nie był jeszcze realizowany na szerszą skalę i będzie tylko częścią gospodarczego eksperymentu. Dochód podstawowy ma obejmować wszystkich obywateli.

Wprowadzenie UBI zaproponowała postępowa minister gospodarki Nadia Calviño; resort polityczki pracuje właśnie nad szczegółami nowego projektu.

„Praca jest skomplikowana i trwa na wielu frontach, ale pracujemy, aby osiągnąć cel najszybciej, jak to możliwe. Rząd podejmie wiele działań, aby nikogo nie zostawić samego, począwszy od pracowników” – obiecała w wywiadzie dla LaSexta Calviño.

Złożony z polityków Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) rząd nie podał jeszcze szczegółów programu, w tym kwoty przyznawanej mieszkańcom. Wiadomo jedynie, że wypłacanie świadczeń utrzymane zostanie również na okres po zakończeniu pandemii koronawirusa i przezwyciężeniu finansowego paraliżu.

To nie koniec odważnych reform, bo rząd socjalisty Pedro Sáncheza zapowiedział, że obejmie nadzorem wszystkie sektory służby zdrowia: może to oznaczać zarekwirowanie sprzętu ochronnego, który znajduje się w rękach producentów. Minister zdrowia Salvador Illa Roca (Partia Socjalistów Katalonii) zdecydował zaś o przejęciu testów na obecność koronawirusa i innego potrzebnego wyposażenia.

Śmiałe kroki premiera Sáncheza i ministra Illa jeszcze do niedawna byłyby po prostu niewyobrażalne i zostałyby skrytykowane jako „marksistowskie” albo „bolszewickie”. W kryzysie straszenie interwencjonizmem nie ma jednak żadnego sensu, bo – jak pokazuje praktyka – sprawdza się on jako model walki z kryzysem.

Odwrót od neoliberalizmu

Z tym, że w przezwyciężeniu kryzysu niezbędne jest odejście od liberalizmu, powoli zaczynają zgadzać się politycy w niemal wszystkich miejscach Starego Kontynentu.

Wprowadzenie UBI i socjalne reformy na Półwyspie Iberyjskim poparł m.in. parlamentarzysta Maciej Konieczny z partii Lewica Razem Adriana Zandberga. „Lewicowy rząd (…) pokazuje, że można odważnie walczyć o godne życie zwykłych ludzi nawet w warunkach dużo poważniejszego kryzysu zdrowotnego i gospodarczego niż w Polsce. Ale trzeba chcieć. Rządowi PiS tej woli znowu zabrakło” – napisał na Facebooku.

O skorzystaniu ze znanych z Królestwa Hiszpanii rozwiązań zaczęli mówić również politycy na Zachodzie, np. ci skupieni w socjalistycznej frakcji Labour Party (UK). Żądania postępowców zostały oczywiście odrzucone przez brytyjski establishment. „Nie popieramy wprowadzenia gwarantowanego dochodu podstawowego” – powiedział oszczędny w słowa minister finansów Rishi Sunak.

Nie tylko widmo UBI krąży nad Europą: do dyskursu powróciło wyklęte słowo „nacjonalizacja”. Pomysł upaństwowienia niektórych strategicznych przedsiębiorstw pojawił się m.in. we Francji, w Niemczech, w Federacji Rosyjskiej i w Portugalii. Scenariusz znacjonalizowania niektórych firm i czasowego przejścia na planowanie gospodarcze najbardziej możliwy jest w ostatnim z wymienionych wcześniej krajów. Współrządzona przez Partię Socjalistyczną i eko-komunistów republika skłonna jest przejąć część przedsiębiorstw, które dopuściły się masowych zwolnień pracowników. „Państwo ma odpowiednie narzędzia, aby przeprowadzić upaństwowienie takich spółek” – obwieścił minister gospodarki z Lizbony Pedro Siza Vieira.

Wszystkie znaki na niebie mówią o jednym: nadchodzi czas wielkich zmian…

Powrót do gospodarki centralnej?

Więcej o przyczynach obecnego kryzysu opowiedział nam Tymoteusz Kochan – szczeciński nauczyciel akademicki, współpracownik czasopisma „Nowa Krytyka” i redaktor naczelny internetowego portalu Socjalizm Teraz.

– Model neoliberalny, który zakłada minimalną obecność państwa w gospodarce, jest jedną z przyczyn obecnych zapaści i kryzysu. To przez ideologię taniego państwa i niskie podatki sprzyjające wyłącznie biznesowi mamy zbyt małe nakłady na systemy zdrowia, tysiące bezdomnych, problemy z zaopatrzeniem i będące pokłosiem spekulacji wahania cen – wyjaśnił w rozmowie z „FiM”.

Nasz rozmówca uważa, że drogą do wyjścia z tego impasu jest odejście od modelu dzikiego kapitalizmu i zwrot w kierunku nowoczesnej gospodarki mieszanej.

– Potrzebne jest odejście od doktryny neoliberalnej i postawienie na fuzję własności prywatnej i państwowej. Dlatego też pomoc dla firm nie powinna odbywać się w zamian za nic. Nie można rzucać pieniędzy na działalność firm, które w zamian nie dają gwarancji utrzymania miejsc pracy, utrzymania wysokości płac, czy zajmują się działalnością szkodliwą np. dla przyrody – uważa aktywista. – Stąd kolejne rządy słusznie podnoszą już postulat koniecznej nacjonalizacji firm, które nie poradzą sobie w tym kryzysie. Wydawanie publicznych podatków na ratowanie spółek, które i tak upadną (gdyż załamały się globalne rynki) nie powinno mieć miejsca. Zadaniem państwa jest dbanie o miejsca pracy i wspieranie tylko tych firm, które będą w stanie przetrwać obecny kryzys. Pomoc powinna odbywać się jednak na zasadach równouprawnienia: w zamian za transfery z budżetu firmy powinny przekazywać część swoich udziałów i dawać gwarancje – rozwinął myśl zdeklarowany socjalista.

To jednak nie koniec rozwiązań, które przedstawia Kochan. Działacz pokusił się o skomentowanie przedstawionego przez nas wcześniej pomysłu wprowadzenia w rządzonych przez lewicę krajach bezwarunkowego dochodu podstawowego (UBI).

– Konieczne jest zabezpieczenie bytowe dla pracowników, którzy obecnie tracą zatrudnienie i są masowo zwalniani. Jedną z możliwości jest tu tymczasowy dochód gwarantowany, lecz trzeba zauważyć, że jest to dość niski zasiłek, który nie gwarantuje odpowiednich środków do życia, a jedynie dość głodowe utrzymanie. Wypłacany wszystkim tworzyłby też dość patologiczną sytuację, w której osoby zamożne dostawałaby jeszcze więcej pieniędzy. Stąd lepszym rozwiązaniem jest wypłata płacy minimalnej dla wszystkich zagrożonych utratą pracy – ocenił.

Na zakończenie rozmowy aktywista podzielił się wizją nowego ładu, jaki może nastać w Europie po zakończeniu kryzysu związanego z epidemią koronawirusa. Zdaniem Kochana gospodarka przyszłości będzie planowana przez władzę państwową.

– Najważniejszym i cywilizacyjnym wręcz wyzwaniem, przed którym stoi cała Europa, jest konieczność wzięcia odpowiedzialności za gospodarkę przez państwo. To działa w Chinach i jeśli Zachód nie chce zostać nowym Trzecim Światem ufundowanym na filozofii Margaret Thatcher, to musi zerwać ze wszystkimi starymi dogmatami neoliberalizmu. Silne i aktywne państwo, dobrze dofinansowane publiczne usługi, gospodarka z rosnącym publicznym sektorem i coraz silniejsza integracja są jedynym skutecznym lekiem na bardzo groźne uzależnienie od wahań na światowych giełdach. Nawet każdy liberał powinien już zrozumieć, że bez wsparcia ze strony państwa jego biznes nie ma szans w konfrontacji z konkurencją, która takie wsparcie otrzyma. Gospodarka przyszłości to gospodarka centralnie sterowana z prywatną własnością znajdującą się pod społeczną kontrolą – podsumował Kochan.

Koronawirus a przewartościowanie

Remigiusz Okraska z kolei, socjolog, redaktor naczelny kwartalnika „Nowy Obywatel” i współtwórca portalu internetowego Lewicowo.pl uważa, że instrumenty przedstawione przez progresywne rządy nie są niczym nowym. Interwencjonizm państwowy był przecież obecny w Europie przez dekady i od czasów Johna Maynarda Keynesa nie uchodził za nic rewolucyjnego.

Zapytany o możliwość wprowadzenia dochodu podstawowego w krajach Unii Europejskiej, odpowiada:
– Prawdopodobnie tak, choć oczywiście wiele zależy po pierwsze od wysokości świadczenia, a po drugie od szeregu innych uwarunkowań budżetowych oraz fiskalnych, takich jak choćby wyższe opodatkowanie zamożnych osób i wielkich koncernów transnarodowych czy uszczelnienie systemu podatkowego, szczególnie w kwestii uniemożliwienia transferu środków do rajów podatkowych. Zatem oprócz samego aspektu finansowego wyzwaniem są wola polityczna dokonania takiej zmiany oraz złamanie siły klas posiadających – mówi, podkreślając jednak, że wprowadzenie UBI nie może być jedyną formą walki z kryzysem ekonomicznym: ważniejszy jest całościowy i socjalny plan działania. – Na pewno nie jest to jedyny mechanizm walki z kryzysem. Wydaje mi się natomiast, że jest to mechanizm na tyle całościowy i przełamujący wiele dotychczasowych mitów ekonomicznych, że to raczej on sam byłby znakomitym zwieńczeniem ogółu takich działań. Inne mechanizmy – standardowe transfery socjalne, interwencjonizm gospodarczy itp. – były już wielokrotnie wykorzystywane, więc nie są tak rewolucyjne dla społeczeństw i opinii publicznej – dodaje.

Zauważa też również, że epidemia COVID-19 podważyła dotychczasowe wartości kapitalistycznego świata, co może doprowadzić do egalitarnych przemian i intelektualnego przewartościowania.

– Pandemia i jej skutki stawiają pod znakiem zapytania wiele dotychczasowych pewników i dogmatów. Wskazują, jakie rodzaje konsumpcji są kluczowe, a jakie drugorzędne, jakie profesje i branże są kluczowe dla dobrostanu społeczeństwa, a jakie zbędne, niekonieczne i przepłacane, jak kruche i niewydolne bywają wolny rynek i prywatny biznes pozostawione same sobie. To wszystko sprawia, że dotychczasowa wizja społeczeństwa kapitalistycznego, jego priorytetów i hierarchii wartości – zostaje podważona. Daje to zatem szansę do przewartościowań intelektualnych i zmian politycznych czy organizacyjnych. Ale tylko szansę. W interesie wielu sił leży przywrócenie stanu rzeczy sprzed epidemii, a nawet, korzystając z okazji, wzmocnienie tendencji, które były korzystne dla elitarnej garstki, a dotkliwe dla szerokich rzesz społeczeństwa – konkluduje.

Socjal nad Wisłą

Maciej Konieczny przedstawiciel Razem prezentuje nam natomiast próbkę lewicowych rozwiązań na czas kryzysu.
– Najważniejszym wyzwaniem jakie teraz stoi przed rządami nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej, poza walką z wirusem COVID-19, jest zapewnienie środków do życia tym, którzy najmocniej odczuwają skutki pandemii. Ludzie masowo tracą pracę, a kupować jedzenie i płacić rachunki dalej muszą. Gwałtowny spadek dochodów dużej części społeczeństwa stwarza dwa bardzo poważne zagrożenia. Po pierwsze i dosyć oczywiste: większe bezrobocie, drastyczny wzrost biedy i bezdomności. Drugim niebezpieczeństwem jest głęboka i długa recesja po epidemii. Kiedy firmy, które przetrwają epidemię zaczną znowu normalnie funkcjonować, muszą być ludzie, którzy będą kupować ich towary i usługi. Muszą być ludzie, którzy mają w portfelach pieniądze. Bez tych konsumentów, bez popytu firmy zaczną błyskawicznie upadać – zauważył polityk. – Bezwarunkowy dochód gwarantowany jest bardzo dobrą odpowiedzią na zagrożenie recesją.

Jego ogromną zaletą jest też to, że bardzo łatwo go wprowadzić i nie wymaga tworzenia skomplikowanego aparatu biurokratycznego. Niektóre państwa już stosują takie rozwiązania. Brazylia, Hiszpania, nawet ultraliberalne USA rozumieją, że przed gospodarczymi skutkami pandemii mogą nas ochronić tylko pieniądze w portfelach obywateli – dokończył.

Poseł Konieczny uważa UBI za rozwiązanie możliwe do wprowadzenia w Polsce i szerzej we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej.

– Można się zastanawiać czy wprowadzać to rozwiązanie na poziomie Polski, czy na poziomie UE. To jest otwarta kwestia, podobnie jak dokładna wysokość dochodu podstawowego. Kluczowe jest to, że wprowadzić takie rozwiązania trzeba jak najszybciej. Im dłużej będziemy zwlekać, tym większe będą koszty – wyjaśnił.

Reformy i eksperymenty z dochodem gwarantowanym lub upaństwowieniem to zaledwie początek globalnych zmian społeczno-gospodarczych: zdaniem posła Koniecznego ultraliberalny ład został poważnie nadwyrężony i zwyczajnie nie ma już możliwości do powrotu do niego. Świat neoliberałów się skończył.

– Musimy sobie jasno powiedzieć: nie ma powrotu do świata sprzed stycznia 2020. On już po prostu nie istnieje. Świat, w którym miliarderzy i wielkie korporacje mogli bezkarnie prywatyzować zyski i uspołeczniać koszty się skończył. Ten kryzys pokazał jasno, że „wolny rynek” nie ma narzędzi, żeby sobie z nim poradzić. Wystarczy spojrzeć na USA, gdzie ludzie już teraz masowo umierają, bo nie stać ich na opiekę zdrowotną. Będziemy sobie musieli odpowiedzieć na kilka ważnych pytań: o rolę państwa w gospodarce, o rolę samorządu, o poziom redystrybucji, o nowe mechanizmy bezpieczeństwa socjalnego. Ale o konkretnych rozwiązaniach będziemy rozmawiać za kilka miesięcy. Tu i teraz kluczowe jest, żeby nie dopuścić do najgorszego – mówi Konieczny.

***

Koronawirus spustoszył światowe gospodarki i pozbawił życia dziesiątki tysięcy ludzi. Strata nie musi iść na marne i może stać się okazją do zupełnego przeorientowania świata polityki i gospodarki. Wszystko zależy jednak od nas i naszych obecnych wyborów.

Facebook Comments