Kościelne drogowskazy

Wspólną cechą drogowskazów jest to, że nie podążają w kierunku, który wskazują. Wszelkiej maści tzw. autorytety moralne są tak zajęte posłannictwem pouczania ludzkości, że nie wykazują nawet najmniejszej chęci, by osobiście stosować się do tworzonych przez siebie zakazów i nakazów. A może po prostu mają świadomość ich absurdalności i bezsensu?

Zwłaszcza chrześcijańskie drogowskazy są bardzo odległe od głoszonych przez Kościół, rzekomych prawd objawionych. Nie bez powodu z trzech prawd wyodrębnionych przez ks. Tischnera największą estymą cieszy się gówno-prawda. Nie tylko wśród pasterzy, ale i w stadzie owieczek. Może dlatego, że jest codzienna, prosta i bliska. Papieże, święci, biskupi, księża, jeśli tylko mogli, z rozkoszą nurzali się w rozpuście, zbrodni, grzechach. Równocześnie wiernych pouczali, jak żyć i co robić, by zasłużyć na zbawienie.

Pod tym względem przez wieki nic się nie zmieniło. Wciąż za swoje posłannictwo uważają nakazywanie, zabranianie, strofowanie, przywoływanie do porządku, karanie… I oczywiście branie dużej kasy za te przybliżające świętość posługi…
Autor prof. Joanna Senyszyn
Więcej efaktyimity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 1/2020 tygodnika Fakty i Mity