Kościół katolicki w Polsce ponosi coraz większe straty. Wizerunkowe z powodu działalności przestępczej, głupoty, pazerności, bezczelności, poczucia bezkarności, a finansowe przez koronawirusa.

PiS wyrównuje ubytki kościelnej kasy, zwiększając bezpośrednie przepływy finansowe z budżetu i dopisując religijne instytucje do pomocy udzielanej w antykryzysowych tarczach firmom, którym spadają obroty gospodarcze. W podzięce księża namawiają do głosowania na Dudę i udostępniają ambony jego politycznym poplecznikom. Biskupi udają święte oburzenie i formalnie zabraniają partyjnej agitacji w kościołach. Jednak nie polityka, a pedofilia księży stanowi największy problem Episkopatu Polski. Lawina ruszyła i nikt ani nic nie wymaże coraz powszechniejszej opinii, że kler to pedofilska mafia. Fakt, że wśród skazanych pedofilów prawie nie ma księży, tylko utwierdza Polaków w przekonaniu o chronieniu przestępców w sutannach także przez świecki wymiar sprawiedliwości, który przyłączył się do kościelnej machiny mataczenia.

Dotychczas na liście arcybiskupów i biskupów ukrywających księży pedofilów jest zaledwie 24 hierarchów, ale za to same sławy. Czterech już wymknęło się karzącej ręce sprawiedliwości. W niezasłużonej sławie odeszli z tego świata i byli z honorami grzebani Tadeusz Gocłowski, Marian Przykucki, Zygmunt Kamiński i Alojzy Orszulik. Kolejni, którzy ze względu na wiek też mają szansę nie dożyć zasłużonej kary to tzw. biskupi seniorzy. Żadnego urzędu już nie sprawują, więc nawet odwołanie nie grozi Henrykowi Gulbinowiczowi (97 lat), Edmundowi Piszczowi (91), Stanisławowi Stefankowi (84), Marianowi Gołębiewskiemu (83), Stanisławowi Dziwiszowi (81), Wojciechowi Ziembie (79), Józefowi Michalikowi (79), Andrzejowi Suskiemu (79), Henrykowi Hoserowi (78).

Wciąż działającą „parszywą jedenastkę” stanowią: Andrzej Czaja, biskup opolski, Andrzej Dzięga, abp szczecińsko-kamieński, Stanisław Gądecki, abp poznański, Sławoj Leszek Głódź, abp gdański, Józef Górzyński, abp warmiński, Edward Janiak, biskup kaliski, Marek Jędraszewski, abp krakowski, Kazimierz Nycz, abp warszawski, Jan Tyrawa, biskup bydgoski, Jan Wątroba, biskup rzeszowski i Piotr Greger, bp pomocniczy bielsko-żywiecki. To 11 proc. z tworzących Konferencję Episkopatu Polski 98 urzędujących hierarchów (44 biskupów diecezjalnych i 54 pomocniczych). Ich skąpa i jedynie jednostkowa reakcja na bezprecedensowy atak oskarżonego o tuszowanie pedofilii bp. Janiaka na prymasa Polaka wskazuje, że „parszywa jedenastka” stanowi zaledwie czubek góry lodowej.
Rzeczony bp Janiak, jeszcze nie w piekle, a już wysmażył kilka listów w swojej obronie, w tym zarzucający prymasowi działanie na szkodę Kościoła i uderzenie w jego wizerunek. Według Janiaka, stanowi je solidaryzowanie się z ofiarami księży pedofilów i sfinansowanie plakatów wyrażających solidarność ze „zranionymi w Kościele”. Plakaty te, kolportowane przez niedawno powołaną Fundację św. Józefa, były rzekomo źle przyjęte i „wywołały zgorszenie” wiernych w małych parafiach. To sposób myślenia dominujący w polskim Kościele, w którym pedofilów ukrywa się w hołdzie dla ich świętego obrońcy i przyjaciela JP2.
Do listy biskupiej hańby trzeba dopisać pierwszego hierarchę oskarżonego o osobiste, seksualne molestowanie nieletniej, biskupa nomen omen Szkodonia. Właśnie rozpoczyna się jego kanoniczny proces karno-administracyjny. To swoisty wyłom, bo do tej pory biskupi, jako następcy apostołów, byli traktowani niczym święci i w konsekwencji nietykalni. To konsekwencja kanonu 378 kodeksu prawa kanonicznego, według którego nie byliby namaszczeni, gdyby nie odznaczali się „niezachwianą wiarą, dobrymi obyczajami, pobożnością, gorliwością dusz, pasterską mądrością, roztropnością i ludzkimi cnotami, jak również pozostałymi przymiotami, które czynią go odpowiednim do wypełniania zleconego mu urzędu”.

Czy zatem biskupi sąd zdecyduje się rzetelnie rozpatrzyć sprawę swojego kolegi po sakrze i będzie się kierować zebranym materiałem dowodowym, czy – jak dotychczas – swoiście pojmowanym interesem Kościoła, czyli zamiataniem wszystkiego pod dywan? Istotne znaczenie dla przebiegu i wyniku procesu ma skala nieujawnionych przestępstw pedofilskich popełnionych osobiście przez innych biskupów. Niewątpliwie dla Kościoła najwygodniejszym rozwiązaniem byłoby pójście Szkodonia drogą abp. Wesołowskiego, który szczęśliwie dla wszystkich nie dożył wyroku. Do dziś nie wiadomo, czy z woli boskiej, własnej, czy osób trzecich.

Jest tylko kwestią czasu przełożenie się na finanse katastrofalnej opinii o klerze. Zwłaszcza że podczas epidemii wierni przekonali się o zbędności Kościoła i jego urzędników w codziennym życiu. Nie chodzili na msze, nie spowiadali się, nie przystępowali do komunii. I nic: Ziemia nie drżała, pioruny w nich nie waliły, a koronawirus szczęśliwie omijał. Z mediów zaś dowiadywali się, że w Korei Południowej rozsadnikiem zarazy były właśnie uroczystości religijne. W Polsce zaś wśród zarażonych jest zdecydowana nadreprezentacja duchowieństwa. Tylko w czerwcu 2020 r. po święceniach kapłańskich w Tuchowie (małopolskie) zaraziło się 32 księży i 18 zakonnic, a 136 trafiło na kwarantannę („FiM” 24/2020).

Liczba chorych księży, zakonników obojga płci, szafarzy sakramentów, zadaje kłam bezczelnym zapewnieniom, że konsekrowanych rąk żadna zaraza się nie ima. Jak mami wiernych nie jakiś szeregowy księżulo, ale abp Dzięga: „Nie lękajcie się sięgać z wiarą po wodę święconą, boi się jej bowiem diabeł, zaś duszpasterze dbają, by była zawsze świeża i odnawiana przynajmniej raz w tygodniu. W razie potrzeby, woda w kropielnicach jest wymieniana dosłownie każdego dnia”. I dalej w tym samym duchu świętym, ale już na wyższym diapazonie: „Nie lękaj się, siostro i bracie, jeśli tylko możesz, przyjmować Świętej Komunii na kolanach i do ust. Chrystus nie roznosi zarazków ani wirusów”.

Chrystus faktycznie niczego nie roznosi, bo nie istnieje, ale jego czarni urzędnicy istnieją, i roznoszą zarazę. Nie tylko koronawirusową. Kler szerzy w Polsce nienawiść i nietolerancję, a zwłaszcza takie ich odmiany, jak ksenofobia, homofobia, mizoginizm, co jest zdecydowanie groźniejsze dla życia społecznego i powoduje więcej ofiar niż obecna pandemia. Episkopat Polski jest quasi-mafijną organizacją, stwarzającą realne zagrożenie dla życia i zdrowia obywateli. Nie tylko bezkrytycznie wierzących w pseudonauki głoszone przez swoich pasterzy, ale wszystkich bez wyjątku, a zwłaszcza feministek, osób nieheteronormatywnych, o innym niż biały kolorze skóry, innej narodowości niż polska i wiary niż katolicka, ateistów, krytyków Kościoła, wegetarian, antyfaszystów, obrońców praw człowieka i zwierząt, ekologów…

Lista wrogów do zwalczania w imię Boga wszechmogącego jest długa i w zależności od politycznego interesu, każdy może być dopisany. Od dawna są też na niej nieosobowi wrogowie wiary, Kościoła, ojczyzny, rodziny, moralności, czyli – gender, aborcja, eutanazja, in vitro oraz wszystkie ideologie, które aktualnie nie pasują klerowi, a od 2015 r., kiedy nastąpiło większe zblatowanie Kościoła z władzą, także niewygodne dla partii rządzącej.

Związany z wyborami prezydenckimi ostry podział polskiego społeczeństwa na popieranych przez kler dudowców i pozbawioną duchowego wsparcia opozycję, która szczerze lub koniunkturalnie, ale odcina się od państwa wyznaniowego, rozpoczyna zjazd Kościoła po równi pochyłej. Święty Boże nie pomoże.

Facebook Comments
Poprzedni artykułCzar ruskich onuc
Następny artykułProwincjałki (20)
prof. Joanna Senyszyn
Kobieta, która się Kościołowi nie kłania, ateistka, feministka, profesorka, rektorka, dziekanka, promotorka, posłanka, europosłanka, działaczka społeczna, obrończyni uciśnionych, felietonistka, blogerka, autorka aforyzmów i limeryków, matka terminów: „kaczyzm”, „Rzeczpospolita Obojga Kaczorów”, „katole”, „kaczoprawica”, „PiSokrzyżowcy”, stara komuszyca i wczesna solidaruszyca. Dwukrotna laureatka „Lustra Szkła Kontaktowego” (TVN24) dla najbardziej lubianego polityka. W „Faktach i Mitach” pisze felietony ku pokrzepieniu serc w czasach kaczystowskiej zarazy. (Szanowana przez współpracowników za inteligencję, poczucie humoru oraz celną ripostę – przyp. red.).