„Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy w Polsce będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka”.

Te słowa, wypowiedziane przez wicepremiera Henryka Goryszewskiego w lutym 1993 r., podczas mszy w Rudce koło Brańska, to dokładnie to, czego oczekuje Kościół od popieranych przez siebie ugrupowań politycznych. Niestety, sformułowanie „katolicka” ostre nie jest. Żeby dowiedzieć się, co ono dla przykościelnych polityków znaczy od już 30 lat, warto przyjrzeć się, co przez ten czas wygadywali.

Pinochet z krzyża zdjęty

Na początek dowiedzmy się może, czym ma być katolicka Polska na arenie międzynarodowej. Najlepiej ujął to były szef Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego Marian Piłka. „Najpierw kibicujemy Polakom, potem krajom katolickim, wreszcie chrześcijańskim. I tu wolimy prawosławie niż heretyków. Jeśli nie grają chrześcijanie, kibicujemy monoteistom. A na końcu wszystkim, byle nie Niemcom”.
Jak Niemcy, to i Unia Europejska. Czyli zło. Dlatego umiłowany przez Radio Maryja Macierewicz mówił: „Okrągły Stół nie stał się drogą do niepodległości, był sposobem na przeprowadzenie Polski z podległości sowieckiej do podległości neosocjalistycznej Unii Europejskiej”. Nieco inaczej ujęła to wystawiana do wyborów przez Rydzyka posłanka G. Masłowska: „Likwidacja suwerenności polskiej po akcesji do Unii Europejskiej odbywała się w bardzo wielu dziedzinach”. Na razie niewiele z tym można zrobić, ale Masłowska wie co: „Polska powinna mieć własny bank centralny i własną walutę. Polska powinna się starać w obrębie Unii Europejskiej o klauzulę output, czyli wyłączenie z członkostwa w strefie euro”.
Wyłączenie się całkowite z Unii ma sens jeszcze większy. Jest o tym przekonany europoseł Mirosław Piotrowski, zakładający właśnie Rydzykowi partię Ruch Prawdziwej Europy. „Skandaliczne orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nakazujące zdjęcie krzyża we włoskiej szkole i zapłatę 5 tys. euro odszkodowania za rzekome straty moralne jednego z uczniów budzą niepokój nie tylko we Włoszech, ale także w innych krajach Unii Europejskiej. Krzyż jest zarówno symbolem religii chrześcijańskiej, jak i historii oraz tradycji Europy. Administracyjne usuwanie krzyża jest pierwszym krokiem do kulturowego harakiri Europy”.
Gdzie zatem na świecie szukać przyjaciół? Dziś odpowiedź nie jest prosta, ale jeszcze 20 lat temu była. Do zatrzymanego w Anglii byłego krwawego dyktatora Chile Augusto Pinocheta pojechali z ryngrafem z Matką Boską: ówczesny poseł AWS-ZChN Michał Kamiński (dziś w klubie parlamentarnym PSL), członek KRRiTV Marek Jurek oraz redaktor naczelny gazety „Życie” Tomasz Wołek (aktualnie ulubiony komentator TVN). Kamiński w związku z tym miał przemyślenie, którym podzielił się z posłami lewicy w Sejmie. „Jak na was patrzę, panowie, to wiem, że o generale Pinochecie nie trzeba mówić, tylko go trzeba naśladować”.

Delegalizacja Michnika

Przy okazji tej wizyty dowiadujemy się o tym, jak w katolickiej Polsce winny być postrzegane prawa obywatelskie. Bo jeśli Marek Jurek twierdzi, że „Pinochet uchronił Chile przed losem komunistycznej Kuby i za to powinniśmy mu być wdzięczni”, to wiadomo, że „katolicka” to na pewno niekomunistyczna. I słusznie, bo komuniści to zdaniem ultrakatolickiego Jurka nie do końca ludzie. Jak inaczej rozumieć wypowiedzi, w których ważył sobie lekce ofiary chilijskiej junty, mówiąc: „większość zamordowanych to komuniści albo członkowie ich rodzin”?
Tezę o zakazie lewicowania potwierdzałoby wystąpienie ówczesnego szefa również umiłowanej przez Rydzyka Ligi Polskich Rodzin (LPR) Romana Giertycha (dziś ulubieniec TVN i „Gazety Wyborczej”), który w 2006 r. mówił: „Hasło delegalizacji SLD, które było rzucone przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, jest jak najbardziej aktualne”. Giertycha wspierał głos innego, nie mniej prokościelnego, LPR-owca Artura Zawiszy, który jednak pole walki politycznej nieco poszerzył: „Przeciwko komunistom możemy walczyć nawet wspólnie z socjalistami; przeciwko socjalistom – z demokratami; przeciwko demokratom – z liberałami, ale z tymi ostatnimi będziemy musieli już rozprawić się sami”.
O tym jak się rozprawić, powiedział Roman Giertych. Jego zdaniem (sprzed 12 lat): „Próba anarchizacji życia publicznego poprzez organizowanie manifestacji w stolicy musi znaleźć swoją kontrę. Musi być odpowiedź na te działania, które mają charakter destabilizujący i naruszający spokój społeczny”.
Oprócz zakazu bycia lewicowcem, liberałem i demonstrantem, „katolicka” Polska powinna się też charakteryzować wyeliminowaniem nienawistników. Wszak ówczesna twarz ZChN Stefan Niesiołowski (dziś jeden z liderów PO) mówił w 1992 r.: „Dla mnie typowym fanatykiem nienawiści i agresji jest Adam Michnik, aczkolwiek niewątpliwie inteligentny. Reprezentuje rodzaj fanatyzmu, którym się najbardziej brzydzę, ponieważ pod pozorami troski o człowieka, o wolność, o demokrację, lansuje twardą antykościelną i antypolską opcję polityczną”.

Norma judeosceptyczna

Oprócz tych kategorii obywateli niemile widziani są w „katolickiej” Polsce monoteistyczni Żydzi. Ponieważ wciąż nie wypada tego mówić wprost, to Zawisza rzecz ujmuje tak: „Nasz poczciwy judeosceptycyzm jest uprawnioną krytyczną postawą poznawczą”.
No i homoseksualiści też nie pasują. Wszak już 1994 r. Marek Jurek stwierdził: „Homoseksualizm jako skłonność jest chorobą, jako praktyka zboczeniem”. Wtóruje mu Niesiołowski sprzed ćwierć wieku: „Na Zachodzie homoseksualiści już wywalczyli sobie ogromne przywileje. Ja się z tym nie zgadzam i nigdy nie uznam prawa nakazującego traktować zboczenie jako normę”. Nowością jest to, że w przeciwieństwie do czasów, gdy dla prawdziwych katolików homoseksualizm był zły, ale tylko w wykonaniu laikatu, dzisiejsi przykościelni politycy – jak choćby profesor dendrologii ekseurodeputowany LPR Maciej Giertych (prywatnie ojciec mec. Romana Giertycha), mają inaczej. Pisze on: „W mediach atakuje się Kościół za pedofilię kleru, uznając celibat za jego przyczynę, natomiast przemilcza się oczywisty fakt, że przytłaczająca liczba przypadków pedofilii dotyczy kleru homoseksualnego. Problemem jest homoseksualizm duchowieństwa, a nie celibat”.

Bezpłodna antykoncepcja

Zdrowie w katolickiej Polsce, zdaniem kruchcianych polityków, dziwnie wiąże się z seksualnością. I jak seksualność jest niekatolicka, to państwo chyba nie powinno chorego leczyć. Tak wynika z tego, co w 1992 r. mówił Niesiołowski „Chorzy na AIDS to przede wszystkim zboczeńcy i narkomani. Oni na ogół sami sobie są winni”.
Jeszcze dalej idzie ulubiona spikerka Tadeusza Rydzyka (aktualnie posłanka PiS) Anna Sobecka: „Seks jest zły, bo nie rozwija człowieka, nie przynosi dobra, nie daje bliskości z drugą osobą”. Ale najgorszy jest seks z wykorzystaniem antykoncepcji. Bo przecież, jak twierdzi Marian Piłka: „Antykoncepcja rozregulowuje organizm kobiety i prowadzi do niepłodności”. Żeby tylko! Maciej Giertych pogłębia tę myśl: „antykoncepcja ma jeszcze jedną konsekwencję. Nie tylko czyni bezpłodnym sam akt płciowy, ale i ogranicza zdolność do prokreacji. Coraz więcej jest sygnałów, że hormonalne środki antykoncepcyjne ubezpładniają nie tylko osoby je stosujące, bo przecież po to je biorą, ale i wszystkich dookoła. Hormony te wydzielane z moczem trafiają do ścieków miejskich, nie są wyłapywane przez oczyszczalnie i wracają do człowieka wraz z wodą. Kobietę pozbawiają zdolności do owulacji (taki jest ich cel), a u mężczyzn powodują spadek żywotności nasienia. Szeroko już udokumentowana jest demaskulinizacja i redukcja płodności u ryb w rzekach poniżej wielkich miast. Równocześnie stale obserwuje się spadek żywotności nasienia u wszystkich mężczyzn. Coraz częściej tłumaczy się to wprowadzaniem do organizmu hormonów pochodzących właśnie ze środków antykoncepcyjnych”.
Wniosek z tego jest prosty: w katolickiej Polsce antykoncepcji nie będzie. O legalnej aborcji nie ma zatem nawet co wspominać. Jak wyraziła się Sobecka: „Sprawą najwyższej wagi jest zagwarantowanie prawa do życia jako najwyższej wartości. Prawa podstawowe, fundamentalne muszą mieć gwarancje konstytucyjne. (…) Prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci nie jest tylko kwestią światopoglądu, nie jest tylko prawem religijnym, ale prawem człowieka – najbardziej podstawowym”.
Z jednym małym wyjątkiem ta ochrona życia, bo „gdyby to ode mnie zależało, przywróciłbym karę śmierci” – mówił hołubiony od zawsze przez Rydzyka Zbigniew Ziobro, aktualny prokurator generalny i minister sprawiedliwości.

Histeryczne smoki Miłosza

Bez aborcji i bez antykoncepcji w katolickiej Polsce będzie się rodziło dużo dzieci. Bo jak nie, to posłanka Sobecka ma pomysł: „Rodziny, które nie wychowują dzieci, powinny być obciążone podatkami, bo nie uczestniczą w budowaniu społeczeństwa”. Bo „dzietność jest istotną cechą rodziny. Należy przyjąć, że rodzina, i to wielodzietna, jest normą, nie ekscesem. Stąd propozycje, by matki wychowujące dzieci otrzymywały pensje i nabywały prawa do emerytury, bezdzietni zaś mają się na to złożyć”.
Urodzone dzieci będą traktowane po katolicku. Gdyż – jak to ujął Marek Jurek w 1992 r. – „dzieci, które nie dostają w skórę, są mniej współczujące i bardziej histeryczne”.
Po jakimś czasie takie dzieci trafią w ręce katolickich wychowawców. Takich, o jakich mówił Roman Giertych: „Żadna szkoła nie ma prawa zmuszać dziecka wbrew woli jego rodziców do przeczytania np. Doliny Issy Miłosza, która jest pełna opisów erotycznych. Jeżeli natomiast nauczyciel egzekwuje znajomość takiej książki, rodzice muszą mieć możliwość zwolnienia takiego nauczyciela”. A to dlatego, że według Sobeckiej: „Czesław Miłosz obrażał Polaków. Książki Czesława Miłosza pełne są różnorakiej pogardy wobec Polaków”.
Wiadomo, czego dzieciarnia ma się nie uczyć. Jaką wiedzę będzie zatem opanowywała? Tę podawaną przez Macieja Giertycha. Zdaniem którego, „badania pokazują, że dinozaury były współczesne ludziom. Ze wszystkich kultur docierają informacje, że je pamiętamy. Szkoci – potwora z Loch Ness, my – smoka wawelskiego, a Marco Polo pisał, że smok był zaprzężony do karety cesarskiej w Chinach”. Wiedza taka jest niezbędna, bo jak rzekł Roman Giertych „korzenie Polski tkwią w katolicyzmie. Naród nasz powstał w wyniku procesu, w którym wychowawczą rolę odegrał Kościół”. No i smoki, acz nie tylko.
Przecież – jak to ujął czas jakiś temu jeden z byłych szefów ZChN, przykościelny tuz, Jerzy Kropiwnicki – „zakończyła się walka o przywrócenie wolnego w Trzech Króli. Teraz zaczynamy walkę o przywrócenie legend, tradycji i zwyczajów, które przez dziesięciolecia zostały zapomniane”.

Węglowe płuca Europy

Wyedukowane w „katolickiej” Polsce dzieci będą czynić ziemię sobie powolną. Tę ziemię. A nie Puszczę Białowieską, o której Jan Szyszko, najbliższy przyjaciel Rydzyka, powiedział, że „stała się okrętem flagowym lewactwa”. I w związku z tym Szyszko wie, czego nie możemy. A „nie możemy pozwolić na to, by człowiek traktowany był jako największe zagrożenie dla zasobów
przyrodniczych, a najwyższą, jedynie zrozumiałą formą ochrony był zakaz wycinki drzew i zakaz zabijania zwierząt, co kreowane jest ostatnio zarówno przez ruchy satanistyczne, jak też ludzi o wielkim sercu, ale minimalnej wiedzy przyrodniczej”.
Głos Szyszki liczy się kręgach przykościelnych polityków, więc należy przy tej okazji uznać, że do wymienionych wcześniej podkategorii osób niechętnie widzianych w katolickiej Polsce należy dodać satanistów i ludzi o wielkim sercu. Szyszko jest jednak humanitarny i uważa zapewne, że nawet dla tych niemiłych mu grup „nie możemy doprowadzić do stanu, jaki jest obecnie w tzw. starej Unii, gdzie występuje znikomy procent rodzimych gatunków, gdyż reszta pozostała wyeliminowana, a także gdzie pojawiają się takie masowe, niebezpieczne epizody jak ptasia grypa czy choroba wściekłych krów”. Obronimy zatem nie tylko satanistów, ale i Unię. Węglem. Wszak Szyszko powiedział, że „dwutlenek węgla emitowany w Polsce jest gazem życia dla żywych zespołów przyrodniczych, by stawały się coraz lepsze”.
Gospodarka katolickiej Polski – zdaniem Goryszewskiego nieistotna – dla posłanki Masłowskiej znaczenie ma. Ale nie gospodarka rozpasana rynkowo. „Jestem przeciwna prywatyzacji spółek finansowych i energetycznych. Są to spółki strategiczne dla naszej gospodarki i powinny pozostać bezwzględnie pod kontrolą państwa”.
I giełda ma być. Ale nie byle jaka, tylko z misją, którą Masłowska widzi tak: „GPW powinna prowadzić szkolenia, jak uniknąć wrogich przejęć ze strony konkurentów zagranicznych. Powinna się wycofać z promowania i zachęcania wchodzenia zagranicznych spółek na naszą giełdę”. Czyli giełda dla Polaków katolików.
W „katolickiej” Polsce powinny działać media. Jednak chyba nie wszystkie, na co wskazuje Beata Kempa, mówiąc „gdybym faszerowała się Wyborczą, też czułabym frustrację, ale dla własnej higieny tego nie robię”. Ale to teraz, zaś gdyby stało się zadość pomysłom polityków z kruchty, to rzecz wyglądałaby inaczej. Posłanka Sobecka nie mówiłaby więc, że „oburzającym i niedopuszczalnym jest fakt publicznego grożenia Radiu Maryja odebraniem koncesji”. A to dlatego, że istnienie radiostacji byłoby regulowane tymi samymi zasadami co grawitacja czy ruch obrotowy Ziemi.
Nigdy też nie zdarzyłby się Sobeckiej taki wpis na Twitterze: „Kieruję do Prokuratora Generalnego prośbę o ściganie przez Prokuraturę z urzędu sprawy zniesławienia dyrektora radia Maryja, Ojca Tadeusza Rydzyka. Dopuścili się tego działacze PO umieszczając na billboardzie insynuację, że wziął on 94 miliony zł z państwowych dotacji”.
Z tego powodu nikt nie będzie miał zastrzeżeń do Rydzyka. Będzie przecież obowiązywała znajomość na pamięć tego, co kiedyś powiedział prominentny przykościelny polityk Jan Łopuszański: „Uważam Radio Maryja za jedno z najpiękniejszych rzeczy, jakie zdarzyły się w Polsce w ostatnich latach. Miałem okazję to radio wspierać i jeżeli będzie trzeba, może liczyć na moją pomoc”.
Radio to zdefiniował Antoni Macierewicz: „Radio Maryja – powiedziałbym najprościej, że jest to katolicki głos w naszym domu. Ale jest to także głos niepodległościowy, głos polski. Istotą Radia Maryja jest jego otwartość i nowoczesność nie tylko w sensie technicznym, ale też w sposobie komunikacji ze słuchaczami i wewnętrznym pluralizmie”.
Otwartość i nowoczesność – obok pluralizmu – cechują też to, co Roman Giertych ponad dekadę temu ujął takimi oto słowy: „Kościół jest od tego, aby krytykować polityków. Ale politykom nie wypada krytykować Kościoła”. Szczególnie najbardziej prominentnego przedstawiciela tegoż Kościoła w Polsce, o którym tenże Giertych rzekł: „Ojciec Tadeusz Rydzyk na pewno jest osobą, której Order Orła Białego się należy”. Nie wspominając już o tych 94 milionach…
Ani o tym, co winno stać się ciałem płynącym wprost z propozycji współzałożyciela partii Rydzyka – posła Andrzeja Jaworskiego, że „skoro rozpoczęły się prace nad zmianami w godle Polski, to myślę, że czas przywrócić krzyż na koronę”.
Spodziewajmy się więc, że każde posiedzenie Sejmu rozpoczynać się będzie tak, jak to zrobił Antoni Macierewicz 18 stycznia 2001 r. mówiąc: „Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ojcze Dyrektorze!”.

Facebook Comments