Uważajcie na Świętego Mikołaja! Siwobrody dziadek inspiruje przestępców z całego świata!

Postać św. Mikołaja jest nieodłącznym elementem świąt Bożego Narodzenia. Biskup z Miry od setek lat wzbudza fascynację milionów dzieci, które oczekują na przybycie dobrodzieja w czerwonym przebraniu. Nic dziwnego, że budząca zaufanie postać stanowiła przykrywkę dla całej armii przestępców.

Święty kleptoman

Patronem złodziei jest św. Dyzma. Fani cudzych przedmiotów większą czcią darzą pociesznego grubaska z Laponii: co roku dziesiątki przestępców wpada w ręce policji po kradzieżach, których dopuścili się przebrani w strój o krwistym kolorze. Jeden z fałszywych świętych zaatakował w Płotach (pow. gryficki), w mikołajki, w 2007 r. Wtargnął do miejscowego monopolu i sterroryzował kasjerkę z użyciem przedmiotu przypominającego broń palną. Złodziej zwinął całą kasę, lecz sprzedawczyni ruszyła za nim w pościg, wykrzykując przy tym: „łapać Mikołaja”. Przechodnie nie wzięli apelu do serca i pozwolili na spektakularną ucieczkę Gwiazdora. Kto w końcu podejrzewałby katolickiego biskupa o kradzież (nie licząc redakcji i Czytelników „FiM”)?

Inny Święty Mikołaj uaktywnił się na początku 2019 r. w Szczecinie. Mężczyzna próbował obrabować mieszkanie i wszystko poszłoby gładko, gdyby nie to, że zaklinował się w szybie wentylacyjnym. Napad stulecia zakończył się przyjazdem mundurowych i zapuszkowaniem fałszywego Mikołaja, zanim jednak trafił do aresztu, do akcji wkroczyła Państwowa Straż Pożarna. Funkcjonariusze, po dwóch godzinach trudów, wyciągnęli go z komina, używając sprzętu ratownictwa wysokościowego.

Świąteczna aura udzieliła się również złodziejom spoza kraju. W 2007 r. szajka składająca się z mikołaja i dwóch elfów obrabowała luksusową perfumerię, sklep z ciuchami i warsztat. Do przestępstw doszło w Szwecji, a tożsamości pomysłowych złoczyńców nie udało się ustalić; łupów też nie odnaleziono. Może trafiły do potrzebujących dzieci?

Na całość poszedł kleptoman z Brazylii, który w listopadzie 2015 r. przywdział strój mikołaja i ukradł… helikopter. Latająca maszyna zniknęła z lotniska w mieście São Paulo. Sprawca zuchwałej kradzieży nie został odnaleziony. Latynoamerykańska policja spekuluje, że kryminalista ukrywa się w okolicach bieguna północnego.

Święty napadzior

Święty Mikołaj z Rydułtów (pow. wodzisławski) przejdzie do historii jako – jak mawia współczesna młodzież – „rasowy napadzior”. Czterdziestokilkulatek w grudniu 2013 r. wtargnął do lombardu w towarzystwie czterech „świeckich” wspólników. Brutalnie pobili pracownicę lokalu, a następnie zrabowali gotówkę i cenne przedmioty. Właściciel przedsiębiorstwa wyznaczył nagrodę za schwytanie bandytów – 10 tys. zł za pomoc w ich zlokalizowaniu i 30 tys. zł za odnalezienie skradzionych fantów. Nikt nie otrzymał jednak nagrody, bo śląska policja szybko ujęła wszystkich członków bandy.

Święty pijak

Nawet święty lubi czasami dobrze popić. Przekonała się o tym mieszkanka Grudziądza, którą w 2014 r. odwiedził wstawiony Mikołaj z Miry. Biskup usiłował wtargnąć do mieszkania kobiety i wulgarnie ją przy tym obrażał. Sytuacja mogła zakończyć się tragicznie, gdyby nie szybka interwencja stróżów prawa. Tego wieczoru św. Mikołaj nie dotarł do najmłodszych mieszkańców kujawsko-pomorskiego, bo wylądował w izbie wytrzeźwień. Równie źle skończyła się impreza świętego z amerykańskiej Sparty (Wisconsin): nawalony jak stodoła mężczyzna wsiadł do auta i pojechał na miejscowy plac zabaw. Dobroduszny pijak ruszył w stronę dzieci i wypytywał, czy wiedzą, gdzie są jego renifery. Niestety, młodzi nie znali odpowiedzi na to pytanie. Odpowiedzi nie znali również funkcjonariusze, którzy doprowadzili mężczyznę do aresztu.

Święty pedofil

Kradzieże i pijaństwo to niejedyne grzechy świętych. Wielu z nich dopuściło się obrzydliwych czynów pedofilskich. W grudniu 2015 r. Centralne Biuro Śledcze Policji rozbiło siatkę zboczeńców: jeden z jej członków przebierał się za Świętego Mikołaja i nagabywał małoletnich w centrach handlowych. Ofiarą gangu padło nawet kilkadziesięcioro dzieci poniżej 15. roku życia.
Do bożonarodzeniowego skandalu seksualnego doszło nawet w North Pole (Alaska), a więc miejscowości tradycyjnie uznawanej za siedzibę świętego w Stanach Zjednoczonych. Pedofilem okazał się jeden z wolontariuszy odpowiedzialnych za dostarczanie Mikołajowi listów od dzieci – mężczyzna mógł w ten sposób wejść w posiadanie dziesiątek tysięcy adresów i danych najmłodszych Amerykanów. Sprawa z północnych rubieży USA wyszła na jaw w listopadzie 2009 r. W tym samym roku służby złapały innego świętego erotomana. W Parmie (Ohio) 46-letni Anthony Russo znalazł przerażający sposób na spędzanie grudniowych wieczorów: przebierał się w strój mikołaja i „polował” na małe dzieci. Zwyrodnialec wpadł po tym, gdy próbował zgwałcić 12-latkę. Dziewczynce udało się zbiec i skryć w sklepie spożywczym, mężczyzna zaś został osadzony w więzieniu.

Święty psychopata

Czerwony frak zakładali niekiedy mordercy i groźni socjopaci. W grudniu 2011 r. zainspirowany Mikołajem psychopata zastrzelił sześć osób w teksańskim Grapevine. Ofiary zostały zamordowane podczas otwierania wigilijnych prezentów. Dwa lata wcześniej doszło do niemal analogicznej masakry w miejscowości Covina (Kalifornia). 45-letni Bruce Pardo wtargnął wtedy do domu byłych teściów i zamordował osiem osób, zgromadzonych przy świątecznym stole. Morderca posłużył się pistoletem oraz miotaczem ognia domowej roboty. Przestępca zbiegł z miejsca zbrodni i popełnił samobójstwo. Sąsiedzi wspominali go jako spokojnego, uczynnego i bardzo pobożnego dżentelmena.
Do krwawego, choć mniej brutalnego niż poprzednie, zdarzenia doszło na chwilę przed Bożym Narodzeniem w 2004 r. Elkin D. Clarke, przebrany za Świętego Mikołaja pracownik centrum handlowego w Atlancie, wpadł w furię, gdy 74-letnia kobieta kupiła u niego kilkadziesiąt opakowań czekolady. Niezrównoważony mężczyzna zaatakował ją i niemal zatłukł na śmierć. Agresor poszarżował następnie na inną kobietę; napad furiata powstrzymali goście galerii.

Święty truciciel

„Naśladowcy” św. Mikołaja posunęli się do stosowania broni chemicznej. Już w XVII w. Włoszka Giulia Tofana sporządziła truciznę i zatruła około 600 osób. Śmiertelna substancja – jak dowodziła kobieta – miała być skutecznym lekarstwem, którego „jakość” porównywana była do relikwii chrześcijańskich świętych. Medykament był w rzeczywistości arszenikiem zmieszanym z płynem ze świńskiego mięsa: cztery krople mikstury wystarczyły, aby położyć na deski dorosłego mężczyznę. Giulia Tofana sprzedawała produkt głównie osobom zainteresowanym zamordowaniem niewiernego partnera. Większość nabywców „lekarstwa” stanowiły chorobliwie zazdrosne mężatki i narzeczone. Trucicielka – zdaniem renesansowych śledczych – pałała tak chorobliwą nienawiścią do ludzi, że w końcu zatruła wszystkie studnie w Neapolu.

Tofana, rzecz jasna, nie przebierała się w kieckę Mikołaja – była o wiele sprytniejsza. Zbrodniarka wmówiła przesądnym rodakom, że to właśnie święty z Miry objawił się jej i polecił przygotowanie „cudownego” wywaru (nazwanego zresztą „manną św. Mikołaja”). Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości łyknęli kit i… postawili zarzuty zmarłemu przed kilkuset laty biskupowi. Tofanę – jako wykonawczynię woli „czerwonego” zbrodniarza – powieszono w 1659 r. Postać legendarnej trucicielki przypomniał na kartach powieści „Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow. Geniusz rosyjskiej literatury nie miał wątpliwości – św. Mikołaj nie miał ze sprawą nic wspólnego.

***

Opisane przypadki dowodzą jednego: czasami nawet szaty świętego nie uchronią przed pójściem za kraty. Przestępcy powinni być bardziej pomysłowi i wiedzieć, że realny immunitet zapewnia tylko jeden element garderoby – koloratka.

Facebook Comments
Poprzedni artykułTrzeba przeciąć zło
Następny artykułKsiądz – krwawy zawód
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).