Wśród duchownych nigdy nie brakowało ludzi gotowych popełniać najokrutniejsze czyny.

Kościół wyhodował tysiące ludzi pozbawionych sumienia i działających bez żadnych skrupułów. Inkwizytorzy, handlarze odpustami, łowcy czarownic, księża pedofile – wszystkich ich łączyła niebywała hipokryzja i ślepa pogoń za prymitywnymi żądzami. Seks i pieniądze to niejedyne grzechy kleru. Wśród sług winnicy Pańskiej nie zabrakło również takich, którzy targnęli się na piąte przykazanie. „Nie będziesz zabijał” było dla nich niczym więcej jak pustym sloganem.

Nekrofil ks. Schmidt

Ksiądz Hans B. Schmidt (1881–1916) pochodził z bawarskiego miasta Aschaffenburg. Początki jego kościelno-kryminalnej kariery nie są dobrze znane. Wiadomo, że w 1906 r. otrzymał święcenia kapłańskie i przez kilka lat sprawował posługę w ojczyźnie. Dał się poznać jako ekscentryk i człowiek o niezwykle autorytarnej osobowości – te cechy przyczyniły się do licznych konfliktów z wiernymi. Popularności nie przysporzyły mu również romanse z parafiankami, molestowanie ministrantów i korzystanie z usług prostytutek. Skargi kierowane do biskupa i prałata poskutkowały wręczeniem mu wilczego biletu. Ksiądz nie miał innego wyjścia, jak spakować manatki i opuścić Europę, udając się na emigrację do Stanów Zjednoczonych.

Pierwszą przystanią Schmidta w Nowym Świecie było Louisville w Kentucky. Ksiądz nie zagrzał tam długo miejsca – wyleciał z tamtejszej parafii za wdanie się w strzelaninę z… innym duchownym. Krnąbrny kapłan został przeniesiony do Nowego Jorku, gdzie przysporzył swoim zwierzchnikom kolejnych zmartwień. Schmidt, oprócz tego, że był człowiekiem skłonnym do agresywnych zachowań, wykazywał niebywałą jak na osobę duchowną chutliwość. Jurny Niemiec szybko wdał się w romans ze swoją gosposią, pochodzącą z cesarstwa habsburskiego Anną Aumuller. Wkrótce potem znalazł kolejnego seksualnego partnera, którym był dentysta Ernest Muret. Schmidt – jak na prawdziwego dewianta przystało – zapoznał ze sobą swoich kochanków, a nawet udzielił im ślubu. Kościelny sakrament przyczynił się więc do legitymizacji… biseksualnego trójkąta.

Seksualne ekscesy ks. Schmidta wyszły na światło dzienne i doprowadziły do karnego przeniesienia go do innej parafii (również w Nowym Jorku). Kapłan nie zamierzał jednak porzucić miłości i kontynuował romans, który zaowocował ciążą Anny. Narodziny dziecka bez wątpienia osłabiłyby zawodową pozycję Schmidta, dlatego podjął decyzję o pozbyciu się kochanki i jej nienarodzonego dziecka.

Finalny akt dramatu rozegrał się 2 września 1913 r. Schmidt udał się do mieszkania Anny i brutalnie ją zamordował. Następnie zgwałcił zwłoki, popijając równocześnie krew ofiary. Ciało kochanki poćwiartował i wrzucił do rzeki. Policjanci odnaleźli ślady zbrodni i szybko ustalili sprawcę. W toku śledztwa na jaw wyszły kolejne przerażające informacje – klecha dorabiał wykonując nielegalne aborcje i prawdopodobnie zamordował dwoje innych ludzi. Domniemanymi ofiarami księdza była dziewięcioletnia Almie Kelmer (jej zwłoki odnaleziono w piwnicy kościoła, gdzie służył Schmidt) i nieznany z nazwiska chłopiec, którego miał pozbawić życia jeszcze w trakcie posługi w Europie. Przestępczy szlak duszpasterza zakończył wyrok śmierci, wykonany w lutym 1916 r.

Uwodziciel ks. Maryś

Kolejnym czarnym charakterem jest urodzony w 1963 r. ks. Roman Maryś, wikariusz jednej z podpoznańskich parafii. Znany z nieprzeciętnej urody ksiądz zaskarbił sobie sympatię wiernych – najbardziej „polubiła” go Małgorzata P., mężatka i wzorcowa matka, z którą wdał się w burzliwy romans. Zdradzony mąż dowiedział się, że żona przyprawia mu rogi i zakazał Małgorzacie kolejnych spotkań z jurnym duchownym. W głowie ks. Marysia pojawiła się obsesyjna myśl – krwawa wendeta.

Do ostatecznego rozrachunku między mężczyznami doszło w listopadzie 1989 r. Zwyrodniały katabas zaatakował męża Małgorzaty i wbił mu nóż w klatkę piersiową. Na miejscu szybko pojawiło się pogotowie, ratownicy nie zdołali jednak uratować ofierze życia. Biegli sądowi uznali, że ks. Maryś jest „osobnikiem o bardzo podatnym i wrażliwym usposobieniu, zdradzającym objawy niedojrzałości emocjonalnej”. W lipcu 1990 r. ksiądz zabójca został skazany na 12 lat pozbawienia wolności. Więzienne mury opuścił już siedem lat później…

Satanista ks. Robinson

Ksiądz Gerald Robinson był człowiekiem, który z pewnością nie wyróżniał się „wrażliwym usposobieniem”. Amerykanin pracował jako kapelan w szpitalu. Tam obrał sobie za cel współpracownicę i koleżankę siostrę zakonną Margaret Ann Pahl. Sadystyczna orgia Robinsona zrealizowała się w 1980 r. Kapłan okrutnie zabił niewinną kobietę używając 17-centymetrowego noża do otwierania listów. Ofiara najpierw była duszona, a następnie otrzymała aż 31 ciosów nożem. Okrutnik przez lata unikał sprawiedliwości. Przed sądem stanął dopiero w 2006 r. i został skazany na 15 lat pozbawienia wolności bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.

Motywy zbrodni nigdy nie zostały wyjaśnione. Świadkowie mówili o rzekomych powiązaniach ks. Robinsona z satanizmem – duchowny miał namawiać wiernych do uczestnictwa w tajemnych rytuałach, w których udział brali również inni chrześcijańscy kapłani. Niewykluczone, że siostra Pahl została złożona w ofierze Lucyferowi. Dowodem na satanistyczne skłonności ks. Robinsona jest sposób dokonania zabójstwa – ciało mniszki zostało okaleczone w przerażający sposób i zbezczeszczone. „Okrycie zakonnicy obrusem z ołtarza, a następnie zadanie dziewięciu pchnięć nożem na kształt odwróconego krzyża świadczy o wyraźnej symbolice” – tłumaczył przed laty
o. Jeffrey Grob, ekspert od okultyzmu z archidiecezji w Chicago. „Ktokolwiek dokonał takiej zbrodni, musiał posiadać wiedzę na temat takich rytuałów. Mogła być to zakonnica, ksiądz lub uczeń seminarium” – podsumował. Przypuszczenia o. Groba okazały się trafne.

Gwałciciel ks. Feit

Ksiądz John Feit bez wątpienia zasługuje na miano bydlaka. Dzień przed Wielkanocą w 1960 r. seksualnie zdeprawowany klecha spowiadał w swoim kościele w południowoamerykańskim McAllen. Jedną z wiernych, którzy odwiedzili tego dnia konfesjonał, była 25-letnia Irene Garza – miss południowego Teksasu. Degenerat w sutannie porwał piękną kobietę, zgwałcił i bestialsko zamordował. Ten sam kapłan, niedługo przed morderstwem, zaatakował inną kobietę w świątyni znajdującej się w sąsiedniej parafii. Przełożeni ks. Feita – jak można przypuszczać – wiedzieli o jego dewiacyjnych skłonnościach; sprawca został przeniesiony do klasztoru, gdzie przebywał do lat 70. Feit pochwalił się swoim „dorobkiem” innym mnichom, którzy po latach wsypali go, pozwalając tym samym na wznowienie śledztwa w sprawie śmierci miss. W grudniu 2017 r. podstarzały psychopata został skazany na dożywotnie więzienie.

Świętokradca o. Macoch

O. Damazy Macoch (1874–1916), złoczyńca (a zarazem agent carskiej Ochrany), w 1906 r. wstąpił do nowicjatu paulinów na Jasnej Górze. Liczba grzechów, które Macoch zaliczył jako zakonnik, jest naprawdę imponująca. Zabił siekierą własnego kuzyna, wdał się w romans, okradł klasztor i dopuścił się profanacji (skradł święte obrazy Matki Boskiej). W lutym 1912 r. ruszył proces sukienkowego degenerata, na ławie oskarżonych wraz z nim zasiedli dwaj inni rzymskokatoliccy duchowni (o. Bazyli Olesiński
i o. Izydor Starczewski). Damazy Macoch usłyszał wyrok 12 lat ciężkiego więzienia i został pozbawiony „wszystkich praw stanu” (chodziło o coś na kształt odebrania mu praw obywatelskich – przyp. red.), jego pomocnicy otrzymali zaś stosunkowo niewielkie wyroki pięciu i dwóch lat pozbawienia wolności.

Ojciec Macoch nie doczekał momentu zakończenia wyroku – zmarł w 1916 r. w następstwie choroby (cierpiał na gruźlicę i skrofulozę). Ciało zwyrodnialca pochowano tak, aby przechodnie deptali jego grób, co podobno było jego osobistym życzeniem. Zwłoki paulina złożono na cmentarzu w Piotrkowie Trybunalskim obok kwater żołnierskich. Na pomniku umieszczono napis: „Śp. ksiądz Damazy Macoch wielki grzesznik i wielki pokutnik prosi o modlitwę”. Osobliwy nagrobek do dziś zobaczyć można na cmentarzu miejskim.

Facebook Comments
Poprzedni artykułKryminalni Mikołaje
Następny artykułNarodzenie
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).