Strona główna Kraj Kultura i cenzura

Kultura i cenzura

26
fot. materiały prasowe
Prawicowa władza uważa, że jest wszechmogąca. System zakazów i nakazów ma regulować wszystko, także kulturę. To, co „nieprawomyślne”, musi znikać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Takie życzeniowe myślenie zaprezentował wicepremier Jarosław Gowin, który za pośrednictwem Twittera zażądał, by Netflix usunął ze swojej platformy „bluźnierczy” film brazylijskiej grupy satyrycznej Porta dos Fundos.

Ręce cenzury najczęściej sięgają po treści z odniesieniami religijnymi. Sztuka potrafi przecież rozbijać totalitarne narracje. A moment, gdy ktoś zaczyna mówić, co można, a czego nie można oglądać, słuchać i czytać, jest zawsze niebezpieczny.

W internecie jest petycja, pod którą wirtualny podpis złożyło już prawie 1,5 mln osób. „Każdego roku brazylijska grupa komediowa Porta dos Fundos (Tylne drzwi) produkuje na święta Bożego Narodzenia film, którego celem jest atakowanie chrześcijan i chrześcijaństwa. Cykl ukazuje się pod tytułem: Pierwsze kuszenie Chrystusa. Można uznać, że produkcje te mają jeden jedyny cel – bluźnierstwo. Rzecz jasna obiektem tego bluźnierstwa jest tylko jedna jedyna religia – chrześcijaństwo” – napisano na stronie, gdzie zbierane są podpisy. „Kolejny raz możemy przekonać się, że chodzi im wyłącznie o chrześcijaństwo, bo nic podobnego nie miało miejsca w stosunku do islamu” – grzmią organizatorzy obywatelskiego protestu. Nieprawda w tym oświadczeniu goni nieprawdę.

Jezus gej i Maryja z jointem

O czym jest „Pierwsze kuszenie Chrystusa”? Jezus właśnie kończy 30 lat. Idzie do domu na urodzinową imprezę razem ze swoim chłopakiem Orlandem. Józef i Maryja mają dla Jezusa nietypowy prezent. Wyjawiają mu, że Józef nie jest jego ojcem, a w przyszłości umrze w męczarniach. Jezus gej, Maryja paląca marihuanę, żarty z Boga – tego „przyzwoity katolik” nie zniesie. Tak jak minister Gowin. A w filmie jest na dodatek kpina z tzw. tradycyjnych wartości, podwójnej moralności, zakłamania itp.

Nikt filmowi Porta dos Fundos nie zrobił tak świetnej reklamy, jak prawicowy wicepremier. Zamieszanie sprawia, że ludzie chcą zobaczyć, co jest takie „bezecne”. A zganieni za oglądanie nieodpowiednich treści, odpowiedzą zgodnie z logiką Witii Pawlaka, który gapił się na Jadźkę Kargulównę z „Samych swoich”: „Jak ja się tak napatrzę, to tak nienawidzę, że aż strach”.

Współczesna kultura w ogóle sprawia cenzorom kłopoty. Seriale, filmy, książki, piosenki i gry rozprzestrzeniają się błyskawicznie. Zakaz rozpowszechniania nie oznacza więc, że nikt do „inkryminowanych” treści dostępu mieć nie będzie. Internet, jak wiadomo, nie zapomina i nic stamtąd nie znika. Nie oznacza to jednak, że możemy ignorować próby cenzorowania.

„Wyjście ewakuacyjne”

Nazwę brazylijskiej satyrycznej grupy Porta dos Fundos tłumaczy się na polski jako „wyjście ewakuacyjne”. Wystarczy zresztą spojrzeć na jej logo, przedstawiające uciekającego człowieka.

Grupa powstała w 2012 r. Założyli ją ludzie związani z telewizją i reklamą. Stworzyli na YouTube kanał, gdzie prezentowali krótkie, satyryczne filmy. Szybko osiągnęli ekstremalną popularność. W 2013 r. Porta dos Fundos była już najpopularniejszym brazylijskim kanałem YouTube’a.

W polskiej kulturze nie ma odpowiednika tego, co robią ludzie z Porta dos Fundos. Można ich porównać do „Latającego Cyrku Monty Pythona”. Brytyjczycy żartowali ze swoich pobratymców i to samo robi grupa Porta dos Fundos. Ostrze satyry Brazylijczyków jest skierowane przeciwko wszelkiemu fałszowi i nadęciu. Wyśmiewają wielkie korporacje, modne trendy, pozerstwo, polityków, duchowieństwo, fanatyzm, prawicowe poglądy, patriarchat itp. Kpią też na potęgę z religii. Nie odnoszą się do islamu, bo w Brazylii odsetek wyznawców tej religii jest znikomy. W tym liczącym około 220 mln ludzi kraju ponad połowa populacji to katolicy. W siłę rosną tam protestanci, zwłaszcza zielonoświątkowcy, więc i z nimi ludzie z Porta dos Fudnos ostro w filmach sobie poczynają (czyt. str. 3).

Porta dos Fundos to mieszanka wybuchowa inteligencji, uszczypliwości i bezwzględnej krytyki wszelkich fałszywych zachowań społecznych, religijnych oraz politycznych. Jaka szkoda, że w Polsce nie ma kogoś takiego. W Brazylii wytoczono im już wiele procesów o obrazę uczuć religijnych, nigdy jednak nie zostali skazani. Ceni się tam bowiem wolność słowa zapisaną w konstytucji. I dlatego też Brazylijczycy kpią także ze znienawidzonego przez część społeczeństwa konserwatywnego prezydenta Jaira Bolsonaro.

Lepszy pijak niż gej

Satyrycy z Porta dos Fundos mają na koncie ponad trzy tysiące satyrycznych, pełnych zjadliwego humoru filmów. W 2018 r. Netflix umieścił przygotowany na Boże Narodzenie film „Ostatni kac”, który nawiązywał oczywiście do komedii „Kac Vegas”, a Jezusa pokazano jako pijaka. Brazylijczycy dostali za niego nagrodę Emmy.

Jeden z członków grupy Gregório Duvivier powiedział niedawno w wywiadzie dla gazety „Folha de S. Paulo”: „W wydaniu specjalnym z 2018 roku Jezus był pokazany jako postać negatywna i takich protestów nie było. W tym roku jest gejem i wybuchł skandal. Zasmuca mnie świadomość, że dla wielu osób gejostwo Jezusa jest tak oburzające”.

Scorsese i Monty Python

Film „Pierwsze kuszenie Chrystusa” nawiązuje do „Ostatniego kuszenia Chrystusa” Martina Scorsese z 1988 r. Była to adaptacja kontrowersyjnej powieści Nikosa Kazantzakisa pod tym samym tytułem, która ukazywała Jezusa Chrystusa jako człowieka, który walczy depresją, cielesnymi żądzami i lękami. Film wyklęto i uznano za obrazoburczy. W wielu krajach nie został dopuszczony do emisji. Polskie władze też nie chciały z Kościołem zadzierać i go nie pokazały. Szeroka widownia w Polsce mogła zobaczyć dzieło Scorsese dopiero w 2015 r., kiedy pokazała je TVP Kultura.

W 1979 r. premierę miał przygotowany przez komików z Latającego Cyrku Monty Pythona kultowy dziś film „Żywot Briana”. To paralela Nowego Testamentu. Bohaterem filmu jest Brian, urodzony w wigilijną noc w stajence, tuż obok miejsca, gdzie przyszedł na świat Chrystus. Potem przez całe życie nieszczęsny Brian jest mylony z Mesjaszem i dostaje nieustannie w skórę.

I tu nie obyło się bez problemów. „Żywot Briana” jest drugim kinowym filmem Monty Pythona. Najpierw były problemy z zebraniem pieniędzy na produkcję, ostatecznie projekt sfinansował George Harrison, jeden z Beatlesów. Potem do boju ruszyli chrześcijanie, by nie dopuścić filmu do kin. John Cleese żartował, że dzięki „Żywotowi Briana” udało się zjednoczyć chrześcijan po raz pierwszy od dwóch tysięcy lat. „Żywot Briana” objęto cenzurą i zakazem wyświetlania w wielu krajach.

Skandale i marketing

Próba cenzury równa się doskonałej, darmowej reklamie. Dlatego też medialni giganci raczej się tym nie przejmują. Np. Netflix ma takie problemy nieustannie. Próbowano np. wymusić zdjęcie seriali: „Nienasycona” za propagowanie kultu szczupłego ciała wśród nastolatek, „13 powodów” ,za „namawianie” młodzieży do samobójstw.

Organizacje religijne w USA uwielbiają protestować. W ostatnim czasie na tapecie znalazł się m.in. serial telewizji Fox pt. „Lucyfer” za propagowanie kultu szatana oraz szydzenie z Biblii oraz serial Amazonu „Good Omens” za „promowanie satanizmu” i „wyśmiewanie Boga”. Smaczku protestom dodaje fakt, że ten drugi serial to adaptacja powieści Terry’ego Pratchetta z 1994 r. Co ciekawe, w połowie ubiegłego roku Netflix zagroził, że zaprzestanie swoich produkcji i wycofa inwestycje z Georgii, jeśli wejdzie w życie nowe antyaborcyjne prawo.
Dzięki akcjom obrońców religii i moralności, o serialach, filmach i dziełach sztuki dowiaduje się więcej ludzi. W Polsce np. świetnie takie akcje przysłużyły się spektaklowi „Klątwa” Olivera Frljicia z Warszawskiego Teatru Powszechnego. Na spektakl waliły tłumy, trudno było kupić bilety.

Artyści i ludzie show-biznesu nie powinni więc obawiać się prawicowych ataków. Dzięki temu świat o nich usłyszy i wzrośnie sprzedaż. A i ludziom otworzą się oczy na wiele spraw.