„W oczach przełożonych, ksiądz heteroseksualny jest zawsze gorszy od księdza homoseksualisty. Jak mawiał jeden z biskupów pomocniczych archidiecezji katowickiej: aby dzieci z tego nie było” – mówi w rozmowie z Katarzyną Wilk-Wojtczak ks. Wojciech Grzesiak z parafii Katolickiego Kościoła Narodowego pw. Świętego Michała Archanioła w Rybniku.

Wojciech Grzesiak był księdzem Kościoła rzymskokatolickiego 15 lat. Część tego czasu spędził na misjach w Paragwaju. Kiedy wrócił z ostatniej, czekała już na niego decyzja biskupa o odwołaniu z funkcji kapelana w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju i skierowaniu na roczny urlop zdrowotny. Na pożegnalną mszę do kaplicy przyszły tłumy – kilkaset osób podpisało petycję do arcybiskupa Skworca o cofnięcie dekretu w sprawie odwołania ks. Grzesiaka. Nic to nie dało. W pamięć biskupa zbyt mocno wryły się słowa księdza o celibacie, rozwiązaniu problemów homoseksualizmu i pedofilii w Kościele.

Grzesiak nie dał za wygraną. Zatrudnił się w szpitalu jako sanitariusz. Tej zniewagi jego pracodawca nie mógł znieść. Za „uporczywe trwanie w nieposłuszeństwie” w styczniu 2017 r. został suspendowany. Kościół nie poprzestał jednak na odebraniu mu wszystkiego, na czym mu zależało. Zarzucono mu kradzież datków i chorobę psychiczną.

– Do szpitala, gdzie pracowałem jako sanitariusz biskup przysłał dwóch księży, którzy grozili dyrektorce i insynuowali „znajomości w urzędzie marszałkowskim”; żądali, by mnie zwolniła. Sądy przerzucały mój pozew o zniesławienie od Jastrzębia-Zdroju poprzez Katowice-Wschód i Katowice-Południe. Wszyscy bali się tego ruszyć. Ja wtedy byłem słaby, poraniony, w psychicznym dołku. Skworc włączył maszynę „świętego szczucia” w imię „dobra Kościoła”. Nie miałem siły ani pieniędzy na walkę. Odwołałem pozew. Kurie działają tak, jak mafia… Długo trwał mój powrót do normalności. Teraz mam pracę, wspaniałą rodzinę, dom, jestem także szczęśliwym księdzem Kościoła Narodowego. Warto było – śmieje się W. Grzesiak. Nie ma nic przeciwko by zwracać się do niego per pan.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments
Poprzedni artykułCiamajdy i ciamciaramcie
Następny artykułMokry sen religianta
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).