Dla Kościoła są niewygodni: zbyt niezależni, zbyt otwarci lub zbyt „nowocześni”.

Poza zmarłym niedawno bp. Tadeuszem Pieronkiem można z grona rodzimego duchowieństwa wyłuskać jeszcze kilka postaci, które wymykają się szablonowi klechy z klapkami na oczach.

Polska otwarta na uchodźców

Postulował to bp Pieronek, postulują też jemu podobni. Dla jezuity, teologa i publicysty ks. Wacława Oszajcy to kwestia niepodlegająca dyskusji. „Chrystus był uchodźcą, migrantem, uciekinierem. Naszym obowiązkiem jest zadbanie o to, by człowiek, zwłaszcza kiedy jest krzywdzony, mógł liczyć na nas, że staniemy w jego obronie” – mówi. „Chrześcijanina poznaje się po tym, jak traktuje ludzi zmarginalizowanych, ludzi biednych, potrzebujących pomocy” – dodaje.
Podobnie sądzi inny duchowny ks. Wojciech Lemański, czasowo zakneblowany przez Kościół za swoje poglądy. „Ilu jeszcze uchodźców musi utonąć, żeby polski Kościół zrobił to, do czego namawia papież Franciszek?” – pytał, gdy Polaków podzieliła kwestia otwarcia granic dla imigrantów. „Nasi polscy biskupi czujnie strzegą doczesnych dóbr Kościoła, publicznie i głośno występując w ich obronie. Szkoda, że nie zabrzmiał ten głos równie dobitnie w obronie ludzi wypędzanych z domów, pozbawianych dorobku całego życia, rozkułaczanych, nacjonalizowanych, przesiedlanych, odzieranych z własności i godności, poniewieranych przez okupantów tej czy innej maści. Wtedy odwaga naprawdę kosztowała, a odważnych trudno było usłyszeć. Dziś w obronie własnych przywilejów gotów przemawiać każdy, choć już dalece nie każdy ma ochotę tego słuchać” – mówi.
Podobnie twierdzą Szymon Hołownia, niegdyś prawie dominikanin, a dziś teolog i publicysta, oraz ks. Adam Boniecki, redaktor „Tygodnika Powszechnego”, który podzielił los Lemańskiego. „Zdanie Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie nie odnosi się tylko do Polaków szukających lepiej płatnej pracy w Anglii, ale również do owych wykpiwanych hord młodych, zdrowych mężczyzn, koczujących na europejskich dworcach” – twierdzi Hołownia, dodając, że przyjęcie do Polski uchodźców byłoby szansą dla polskiego Kościoła, by wreszcie zrobił coś pożytecznego i przy okazji znalazł odpowiedź na pytanie: czym ma być w Polsce XXI w.
„Jak można maszerować i publicznie krzyczeć chcemy Boga!, a jednocześnie zamykać przed Nim drzwi, kiedy On w osobie potrzebującego stoi i kołacze? Chcecie mnie? – Bóg odpowie – przecież byłem u was… przybyszem, a wy mnie nie przyjęliście” – mówi ks. Boniecki.
Pieronek, Oszajca, Lemański, Hołownia. Gdyby to oni mieli decydować, Polska byłaby otwarta dla przybyszów z innych państw.

In vitro i inne „bezeceństwa”

„Nie każdy, kto dokonał aborcji należy do grupy morderców” – mówił w jednym z wywiadów ks. Boniecki. Ksiądz redaktor myśli nieszablonowo. Dla niego wystąpienie na wspólnym zdjęciu z Nergalem, kontrowersyjnym antyklerykalnym artystą, czy z kartką promującą hasło: „LGBT jest ok” to nic zdrożnego. To także on pochylał się nad postacią Piotra Szczęsnego i obok bp. Pieronka i Wojciecha Lemańskiego uczestniczył w jego uroczystościach pogrzebowych. Gdy inni kapłani zarzucali, że „z samobójcy robi świętego”, powiedział: „Nie jestem od ogłaszania świętych. Myślami stoję – i myślę, że wszyscy stoimy – tam, na placu, pod Pałacem Kultury. I pytam: kim ja jestem, żeby osądzać czyn mego bliźniego, tak dramatyczny czyn?”. Boniecki dla Kościoła okazał się jednak zbyt nowoczesny w swoich poglądach, zbyt liberalny. To dlatego Zgromadzenie Księży Marianów, do których należy, zamknęło mu usta i nie pozwoliło na publiczne wypowiadanie się na żadne tematy.
O krok od podobnej kary często bywa inny kościelny sługa ks. Kazimierz Sowa. Gdy po słowach papieża Franciszka, skierowanych do księży, a dotyczących kwestii rozgrzeszania wiernych z aborcji, Polskę zalała zajadła dyskusja, a gros księży czerwieniało ze złości, on odważył się mówić: „Wszyscy mówią o rewolucji Franciszka, która ma (jakoby) polegać na przedłużeniu upoważnienia księży do rozgrzeszania z aborcji. A tymczasem prawdziwa rewolucja jest w innej części listu Misericordia et misera. Zwłaszcza w tym fragmencie, kiedy papież mówi wprost: nie ma żadnego grzechu, którego nie mogłoby objąć i zniszczyć Boże miłosierdzie”.
Gdy część polskiego Kościoła haseł „gender” i „feminizm” boi się jak diabeł święconej wody, były ksiądz, prof. Stanisław Obirek, jeszcze w czasie gdy był jezuitą nie widział nic strasznego w byciu wykładowcą na gender studies i uczeniu tam teologii feministycznej. Dziś Obirek stanowi cenny głos nie tylko w sprawach gender, ale w wielu innych kwestiach, w których Kościół zatrzymał się na etapie średniowiecza i gdzie mariaż państwa z Kościołem przybiera karykaturalne formy. „Dajmy sobie spokój z łączeniem wiary i religii z czymś, co jest ciągle przedmiotem ustaleń. Dzisiaj każdy jest ekspertem od in vitro, od początku życia. Dajmy sobie spokój wreszcie i pozwólmy to ustalić w gabinecie, w zaciszu, bez emocji, politycznych zwłaszcza”.
Gdy z kolei opinię publiczną dzieliły kwestie nauczania religii w szkołach, głośno mówił: „Bardzo wyraźnie widać skutek wprowadzenia religii do szkół, jego nienegocjacyjny charakter i brak przygotowania większości katechetów do prowadzenia religii w kontekście pluralizmu kulturowego, jakim jest szkoła”.
Jego zdanie podziela inny były ksiądz, dominikanin prof. Tadeusz Bartoś. „Obecność duchownych w szkołach jest dysfunkcjonalna. To państwo w państwie. Dyrektor szkoły nie może wybrać i zatrudnić nauczyciela religii. On jest przysyłany z parafii, przez proboszcza. (…). Co ważne, program religii jest całkowicie poza kontrolą państwa. To jest rzecz kuriozalna”.
W Polsce Bonieckiego, Sowy, Obirka czy Bartosia gender nie stanowiłoby problemu, in vitro byłoby dofinansowane, prawo aborcyjne niezaostrzone, a lekcje religii odbywały się poza szkołą.

Kościół bez celibatu, Polska bez PiS

Według Tadeusza Bartosia: „Kościół katolicki w swej głębokiej strukturze ma charakter wykluczający. Tylko nasza religia jest prawdziwa, inne są fałszywe i nie dają zbawienia. Bez nas wieczne potępienie. Trzeba uwierzyć i ochrzcić się, a kto tego nie zrobi, ryzykuje strasznie. Katolicyzm w swej historii z reguły był nietolerancyjny, odrzucał inne religie. Pech chciał, że w IV wieku w Cesarstwie Rzymskim chrześcijaństwo stało się religią państwową. W ciągu dwóch wieków wyeliminowano wszystkie tradycyjne kulty, szkoły filozoficzne, poprzez zakazy, niszczenie świątyń, zabójstwa” – mówi.
Dodatkowo, zdaniem prof. Stanisława Obirka: „Jesteśmy w sercu Kościoła średniowiecznego, gdzie teokracja była przyjętą formą polityczną, gdzie polityka ma pokrywać się z Kościołem. To jest kuriozalne, ale też niebezpieczne, bo to prosta droga do schizmy” – prognozuje.
„Marzę o polityce wolnej od bezpośredniej obecności w niej Kościoła. Nie tylko od patologii w rodzaju finansowo-medialnych gier ojca Rydzyka z rządem. Bo nie rozumiem też np. eucharystii w roli okrasy państwowych obchodów. Nie rozumiem mszy na inaugurację kadencji prezydenta: Kaczyńskiego, Komorowskiego czy Dudy, czy tych przeróżnych pompatycznie oprawianych pielgrzymek” – wyznaje Szymon Hołownia, a Wacław Oszajca dodaje:
„Kościół nie musi być cały czas taki, jakim go znamy. Może powstaną niewielkie grupy ludzi, którzy sobie ufają, tak jak było w pierwszych wiekach; to też będzie Kościół, może prawdziwszy od dzisiejszego…”.
„Może Kościół zacznie przemawiać do wiernych innym językiem, nie roszczeniowym, jurydycznym, tylko językiem Ewangelii” – rozmarza się ks. Lemański. „Wówczas Kościół może się nawet rozwinąć. Nie trzeba nic wielkiego, tylko szanować ludzi”.
W nowym Kościele nie byłoby celibatu, bo jak mówi Obirek: „to właśnie wyparta, zepchnięta seksualność owocuje takimi dewiacjami, jak pedofilia” i nie byłoby mariażu Kościoła z państwem, bo Kościół nie miałby takiej władzy jak obecnie.
„Kościół w Polsce jest zepsuty i rozpuszczony. Jest ponadpaństwowy. A politycy zależni są w swych decyzjach od opinii biskupów. (…) Stąd potrzeba regulacji ograniczającej wpływy takiego kolosa, który ma pozycję jakby monopolistyczną w kwestii tego, jak myśleć w różnych sprawach, także dlatego, że argumentuje na poziomie dobra, zła, zbawienia, potępienia” – mówi Bartoś.
Gdyby o losach Polski decydowali tacy ludzie, jak powyżsi katolicy… żylibyśmy w zupełnie innym kraju – w Polsce postkatolickiej, postśredniowiecznej. Podoba Wam się?

Facebook Comments