Lot nad smoleńskim gniazdem

W telewizji obchody miesięcznic smoleńskich wyglądają imponująco. Są uroczyste msze, marsz pamięci, przemowy i składanie kwiatków przed pomnikami. 10 listopada postanowiłem sprawdzić, jak miesięcznica wygląda tak naprawdę, od środka.
Wszystko przypomina pobyt w zakładzie psychiatrycznym, kreślonym ręką reżysera Miloša Formana, z którego co prawda każdy pacjent zawsze może wyjść, ale zostaje, bo tylko wśród swoich czuje się bezpiecznie. Postanowiłem na chwilę zostać Jackiem Nicholsonem z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”. Z wyznawcami spiskowych teorii rozwoju świata spędziłem cały dzień. Tylko i aż.
Wszystko rozpoczęło się o 8 rano w kościele seminaryjnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Do świątyni może wejść każdy. No to wchodzi. Nikt nikogo nie sprawdza, choć w pierwszych ławach, tuż przed ołtarzem, zasiadają premier, wicepremierzy, najważniejsi ministrowie, Jarosław Kaczyński i Bóg wie kto jeszcze. Brakuje tylko prezydenta, choć ma najbliżej. W kościele przesadnego tłumu nie ma, ale duża część zgromadzonych została tu zwieziona specjalnymi autokarami.
Prezes PiS przyjeżdża tuż przed 8. Kaczyński lekko utyka, ale dzielnie się przedziera nawą główną. Chwilę później zjawia się Mateusz Morawiecki. Obaj panowie musieli zwrócić uwagę na niecodzienne postacie, które mijali idąc w stronę prezbiterium. Ci ludzie normalnie nie wyglądają. Młody mężczyzna – z zaciętą ze złości twarzą – cały czas macha przed głową ogromnym portretem Lecha i Marii Kaczyńskich. Inny, starszy pan w zdezelowany statyw do kamery wbił wysoki biało-czerwony krzyż z napisem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Dużych krzyży trzymanych w dłoniach wiernych jest kilkanaście. Starsza kobieta ma transparent w kształcie naszego kraju z napisem „Tu jest Polska”. Wszędzie w kościele powiewają (mniejsze lub większe) flagi narodowe…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimiy.eu

Artykuł pochodzi z numeru 45/2019 tygodnika Fakty i Mity