fot. Adobe Stock
Dosyć mam PiS-katoli. Nie umiem żyć z tą hołotą w jednym państwie i nie umiem udawać, że mam ich za cokolwiek innego.

Cechą charakterystyczną polskiego PiS-katola, osoby manifestującej kombinację poparcia dla PiS i demonstracyjnej religijności, często zresztą tak naprawdę niewierzącej, jest oczekiwanie czołobitności. Mniema on, że świat winien paść przed nim na kolana, zrozumieć go, docenić jego osiągnięcia oraz rozpłakać się nad krzywdami. PiS-katol sądzi, że świat ma obowiązek rozumieć jego życiowe wybory, lęki i uprzedzenia, bo na tym polega tolerancja, której PiS-katol oczekuje od „innych” (równocześnie zaciekle zwalczając tolerancję jako taką i nazywając jej zwolenników „tolerastami”). PiS-katol uważa też, że jego poglądy są tak samo uprawnione, jak przeciwne, bo jego zdaniem w ogóle wszystko jest poglądem, tyle że akurat jego pogląd ma dodatkowo status prawdy, a nawet Prawdy. Pozostałe poglądy są tylko poglądami, dla których nie ma niestety litery mniejszej niż mała.

A w dupę się pocałujcie

Nie mam żadnych wątpliwości, że znoszenie PiS-katolskiego panoszenia się jest całkowicie błędną strategią i nie ma żadnego uzasadnienia moralnego, logicznego ani prawnego. Jest to hodowanie nazisty, który prędzej czy później skoczy nam do gardła. Nazistów się łapie i izoluje, a nie obdarza „zrozumieniem”.
Zacznijmy od tzw. sukcesów PiS-katoli. Otóż chełpią się oni, że zredukowali skalę biedy w społeczeństwie i podnieśli redystrybucję. Wtórują im w tym lewicowe półgłówki z gatunku symetrystów, szerzące miłość do PiS pod pozorem społecznej wrażliwości. Najczęściej są to tzw. wydry grantowe, które za nasze podatki, przekazane im w tłustych dotacjach, są gotowe udowodnić największą choćby bzdurę, odpowiednio ją nazywając za pomocą kodu zrozumiałego tylko dla lizaczy intelektualnego odbytu Slavoja Žižka. Otóż prawda jest taka, że odsetek osób żyjących w skrajnym ubóstwie w Polsce owszem, spada nieco, ale akurat za PiS wolniej niż za PO-PSL (np. w latach 2014-2016 było to 2,5 pkt procentowego, a następnie w 2017 r. dynamika spadła do 0,6 pkt procentowego według reżimowego GUS). I nie może to budzić zdziwienia, bo obecnie programy społeczne są fatalnie adresowane; strumień pieniędzy płynie tak naprawdę od biednych do bogatych, co jest karykaturalne. Samotne matki zarabiające „za dużo” fundują „pińcetplusy” bogatym złodziejom ulokowanym we władzy, a to wszystko pod hasłem „wrażliwości społecznej”. Kretynizm lewicowych kolaborantów PiS znakomicie pokazuje przypadek pewnej lewicowej symetrystki, która tłumaczyła mi ostatnio, że w rozdawaniu zasiłków rodzicielskich multimilionerom w rodzaju Morawieckiego jest głęboki sens, bo dzięki temu te zasiłki nie są „stygmatyzujące”. Podążając logiką mojej ułomnej intelektualnie znajomej, trzeba by dojść do wniosku, że należy również wprowadzić ustawę, zgodnie z którą wszyscy będą jeździć mercedesami i ubierać się u Diora (na kartki). Wtedy nikt nie będzie stygmatyzowany. Kiedy zapytałem ją, kto jej zdaniem ma zarobić na ten brak stygmatyzacji, uśmiechnęła się i powiedziała radośnie „tacy jak ty”.

Epidemia much w nosie

PiS-katole obnoszą wszędzie swoją tzw. wiarę, wciskając nawet na klapy od kibli symbole religijne, a zarazem oczekując od reszty świata bezwarunkowego „szacunku” do swojej ciemnoty, który to szacunek ma polegać na powstrzymaniu się tych „innych” od krytykowania „pambuka” oraz manifestowania poglądów niezgodnych z „linią partii”. Jest to w gruncie rzeczy mentalność głęboko sowiecka, czyli normalna w kraju, w którym poziom intelektualny społeczeństwa jest taki, jak poziom czytelnictwa, czytaj: żenujący. Są nawet tacy, którzy z obrażania się na innych uczynili sobie zawód i źródło dochodów. Znam pewnego działacza od „zwalczania sekt”, który żyje nieustającym pozywaniem i donoszeniem na każdego, kto tylko wystarczająco mocno nie wali ryjem w glebę przed klechą. Nazywa się on bodaj Kowalski. Ot, taki sposób na życie. Co interesujące, po demokratycznej stronie społeczeństwa człowiek ten nie ma odpowiednika. Bo żeby tak się zachowywać, trzeba być PiS-katolem.

Tolerancja głupoty?

Ostatnio, zwłaszcza po wyborach do PE, przeczytałem wiele łzawych tekstów, poświęconych potrzebie „rozumienia” PiS-katoli. Ot, choćby Grzegorz Wysocki w „Magazynie Świątecznym” Wyborczej pisze: „Połowa mojej rodziny głosuje na PiS. Przestańcie ich lekceważyć”. Ciekawe, czy gdyby się okazało, że w rodzinie red. Wysockiego znalazł się też ktoś, kto głosował kiedyś na NSDAP, też namawiałby mnie do „zrozumienia”? Panie redaktorze, to, że ma pan pół rodziny z zaburzeniami, to pański problem. Proszę nie oczekiwać, że ja będę pańską rodzinę „rozumiał”. Ja mogę co najwyżej zrozumieć przyczyny postawy propisowskiej. Może ona np. wynikać z tego, że w czaszce rozwija się rodzaj guza wypełnionego kompleksem niższości, słusznym poczuciem nieużyteczności, nienawiścią do każdego, kto jest „inny”, a także wieczną potrzebą bycia „opiekowanym” i „rozumianym”. Guz taki może uciskać mózg. Nie od razu, bo jak mózg jest mały, to dopiero bardzo duży guz może nań nacisnąć. Ale w którymś momencie taki guz zaczyna naciskać i stopniowo wypiera mózg do rdzenia kręgowego, zajmując miejsce tegoż mózgu. Niech pan redaktor Wysocki skontaktuje rodzinę z onkologiem czy neurologiem. Ale, na Darwina, niech przestanie zawracać dupę o „zrozumienie”, bo go nie dostanie.

Zero tolerancji!

Nie mam zrozumienia dla podłych, nienawistnych, leniwych i zapatrzonych w siebie ludzi, czyli dla PiS-katoli. Życzę im wszystkiego najgorszego, czyli – w końcu! – rewanżuję im się za to, czego oni życzą mi od lat. I, powiem coś panu, panie redaktorze Wysocki – oni za te łzawe i głupkowate teksty Panu nie podziękują i nie wyślą pana do trochę lepszego baraku w obozie koncentracyjnym (jeśli tym podszyte jest to biadolenie o zrozumienie dla PiS-katoli). Zagazują pana jako jednego z pierwszych. Podlizywanie się im nie da ochrony przed eksterminacją. Nie mam przy tym wątpliwości, że tylko typowo polska rozlazłość i „niedasizm” hamują jeszcze PiS-katoli przed rozpoczęciem eksterminacji większości polskiego społeczeństwa, które nie podziela ich chorych poglądów.
PiS-katole utrzymują, że należy zapewnić „równowagę poglądów” tam, gdzie akurat ich pogląd jest dla większości cudaczny. Na ten przykład będą maszerować po ulicach z krzyżami, szerząc kretynizmy o tym, że oświata seksualna powoduje choroby itp. Kiedy ktoś nazwie ich za to ciemniakami i goebbelsami propagandowej manipulacji, głośno się oburzą, że przecież „mają pogląd”. Jestem przeciwnikiem kretyńskiej tezy o tzw. równości poglądów. Nie ma żadnych „poglądów” w sprawie konieczności prowadzenia edukacji seksualnej w szkołach, tylko jest wiedza. Albo się ją ma i wtedy się jest zwolennikiem jak najwcześniejszej i jak najszerszej oświaty seksualnej, albo się jej nie ma i wtedy maszeruje się z krzyżami, głosząc idiotyzmy o „seksualizacji dzieci”. Podobnie, jak nie ma „poglądów” na kulistość ziemi, antykoncepcję, prawa człowieka, prawa osób LGBT do zawierania małżeństw czy na zmiany klimatyczne. Jest wiedza, albo jej brak. Brak wiedzy jest zaś postawą PiS-katolstwa.
PiS-katole uważają, że ich postawa winna być „uszanowana”, bo na tym polega demokracja. Kiedy Europa idzie w swoją stronę, podśmiewając się z polskiego debila, PiS-katole są ciężko obrażeni i uważają, że nie ma demokracji, bo ta ich zdaniem polega na tolerowaniu ograniczeń umysłowych i moralnych PiS-katola. Również i ta postawa jest dowodem niebywałego tupetu PiS-katola (to zresztą też jego osobnicza cecha). Nie rozumie on, że kiedy śmierdzą mu nogi, to nie należy oczekiwać, że cała Europa uzna to za „równouprawnioną postawę”, a Chanel wypuści perfumy inspirowane tym smrodem, tylko po prostu trzeba umyć nogi. Kaczyński krzyczał do swoich skretyniałych wyznawców „macie prawo być tacy, jacy jesteście”. Innymi słowy mówił im „śmierdzicie i super, śmierdźcie tak dalej”.
Ja mam dość. Mam dość PiS-katoli. A Wy?