Mam dość

Dosyć mam PiS-katoli. Nie umiem żyć z tą hołotą w jednym państwie i nie umiem udawać, że mam ich za cokolwiek innego.

Cechą charakterystyczną polskiego PiS-katola, osoby manifestującej kombinację poparcia dla PiS i demonstracyjnej religijności, często zresztą tak naprawdę niewierzącej, jest oczekiwanie czołobitności. Mniema on, że świat winien paść przed nim na kolana, zrozumieć go, docenić jego osiągnięcia oraz rozpłakać się nad krzywdami. PiS-katol sądzi, że świat ma obowiązek rozumieć jego życiowe wybory, lęki i uprzedzenia, bo na tym polega tolerancja, której PiS-katol oczekuje od „innych” (równocześnie zaciekle zwalczając tolerancję jako taką i nazywając jej zwolenników „tolerastami”). PiS-katol uważa też, że jego poglądy są tak samo uprawnione, jak przeciwne, bo jego zdaniem w ogóle wszystko jest poglądem, tyle że akurat jego pogląd ma dodatkowo status prawdy, a nawet Prawdy. Pozostałe poglądy są tylko poglądami, dla których nie ma niestety litery mniejszej niż mała.

A w dupę się pocałujcie

Nie mam żadnych wątpliwości, że znoszenie PiS-katolskiego panoszenia się jest całkowicie błędną strategią i nie ma żadnego uzasadnienia moralnego, logicznego ani prawnego. Jest to hodowanie nazisty, który prędzej czy później skoczy nam do gardła. Nazistów się łapie i izoluje, a nie obdarza „zrozumieniem”.

Zacznijmy od tzw. sukcesów PiS-katoli. Otóż chełpią się oni, że zredukowali skalę biedy w społeczeństwie i podnieśli redystrybucję. Wtórują im w tym lewicowe półgłówki z gatunku symetrystów, szerzące miłość do PiS pod pozorem społecznej wrażliwości. Najczęściej są to tzw. wydry grantowe, które za nasze podatki, przekazane im w tłustych dotacjach, są gotowe udowodnić największą choćby bzdurę, odpowiednio ją nazywając za pomocą kodu zrozumiałego tylko dla lizaczy intelektualnego odbytu Slavoja Žižka. Otóż prawda jest taka, że odsetek osób żyjących w skrajnym ubóstwie w Polsce owszem, spada nieco, ale akurat za PiS wolniej niż za PO-PSL (np. w latach 2014-2016 było to 2,5 pkt procentowego, a następnie w 2017 r. dynamika spadła do 0,6 pkt procentowego według reżimowego GUS). I nie może to budzić zdziwienia, bo obecnie programy społeczne są fatalnie adresowane; strumień pieniędzy płynie tak naprawdę od biednych do bogatych, co jest karykaturalne. Samotne matki zarabiające „za dużo” fundują „pińcetplusy” bogatym złodziejom ulokowanym we władzy, a to wszystko pod hasłem „wrażliwości społecznej”. Kretynizm lewicowych kolaborantów PiS znakomicie pokazuje przypadek pewnej lewicowej symetrystki, która tłumaczyła mi ostatnio, że w rozdawaniu zasiłków rodzicielskich multimilionerom w rodzaju Morawieckiego jest głęboki sens, bo dzięki temu te zasiłki nie są „stygmatyzujące”. Podążając logiką mojej ułomnej intelektualnie znajomej, trzeba by dojść do wniosku, że należy również wprowadzić ustawę, zgodnie z którą wszyscy będą jeździć mercedesami i ubierać się u Diora (na kartki). Wtedy nikt nie będzie stygmatyzowany. Kiedy zapytałem ją, kto jej zdaniem ma zarobić na ten brak stygmatyzacji, uśmiechnęła się i powiedziała radośnie „tacy jak ty”…
Autor Jerzy Dolnicki
Więcej efaktyimity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 23/2019 tygodnika Fakty i Mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *