Szliśmy do przodu, by gwałtownie się cofnąć.

Kiedy w marcu 2000 r. ukazał się pierwszy numer „Faktów i Mitów”, prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, a premierem Jerzy Buzek, o którym mówiono, że steruje nim z tylnego siedzenia szef Solidarności Marian Krzaklewski. Rządziła koalicja AWS-UW, przedziwny konglomerat związkowców i liberałów. Kraj był dużo biedniejszy niż dziś, a my pełni nadziei, że po różnych zawirowaniach historycznych zmierzamy wreszcie do „prawdziwej” demokracji i dobrobytu, bo te pojęcia wydawały się nierozłączne. Jedni wspominali z sentymentem czasy PRL z ich bezpieczeństwem socjalnym i pełnym zatrudnieniem, inni eksponowali zbrodnie komunistyczne. Nikt poważny nie kwestionował wzorców ustrojowych z Zachodu, którego częścią chcieliśmy się stać.

Czas nadziei

Ówcześni przeciwnicy, Kwaśniewski i Buzek, mieli dość rozsądku i kultury politycznej, żeby ze sobą w ważnych sprawach współpracować. Obaj zgadzali się co do podstawowych zasad demokracji liberalnej, w której rządzą reprezentanci większości z poszanowaniem praw mniejszości. Obowiązuje trójpodział władzy, rządzący zaś nie mogą robić, co im się żywnie podoba, bo kontrolują ich niezależne instytucje: Trybunał Konstytucyjny, sądy, NIK, rzecznik praw obywatelskich, wolne media.

Akceptowali to również bracia Kaczyńscy, obecni w polityce od 1989 r. Jarosław wszedł do Sejmu z listy AWS i od razu pokłócił się z Krzaklewskim. Rzucił wtedy słynne hasło „TKM” (teraz, k…, my), krytykując kolegów, lecz zarazem prorokując, co sam wprowadzi za kilkanaście lat. Lecha wyciągnął z niebytu premier Buzek, dając mu tekę ministra sprawiedliwości, co „mały Kaczor”, jak go zwano, wykorzystał do budowy własnej popularności, demagogicznie pokrzykując, żeby nie cackać się z przestępcami. U schyłku AWS „duży Kaczor” zbuduje na tym fundamencie swoją nową partię, Prawo i Sprawiedliwość.

W roku 2000 Kościół miał za sobą zwycięskie batalie o wprowadzenie religii do szkół, ustawę antyaborcyjną, konkordat. Przykościelnym politykom nie udało się wpisać do uchwalonej w 1997 r. konstytucji, że Rzeczpospolita jest „katolickim państwem narodu polskiego”. Na ich życzenie jest jednak w konstytucji wzmianka o konkordacie, definicja małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety (co zdaniem wielu prawników nie wyklucza związków partnerskich) i zapis, że każdemu człowiekowi przysługuje prawo do życia, choć nie ma tu definicji człowieka (czy to również zygota lub płód?). Twórcy konstytucji celowo nie wspomnieli o życiu od poczęcia, zostawiając ustawodawcom swobodę w sprawie aborcji.

Nie osiągnąwszy 100 proc. zakładanych celów, biskupi uznali, że nie ma powodu do awantur, bo prezydentura Kwaśniewskiego (który nie był przesadnie antyklerykalny, podpisał się pod ratyfikacją konkordatu) niedługo się skończy, a Kościół jest wieczny. Spokojnie konsumowali owoce dotychczasowych zdobyczy. Żył jeszcze Jan Paweł II, ostatni respektowany przez polskich katolików autorytet. Cokolwiek dziś o nim sądzimy, bogatsi o wiedzę o kulisach jego pontyfikatu, w tym o tuszowaniu afer pedofilskich, to on trzymał w ryzach najgorsze żywioły w polskim Kościele. Kiedy zabrakło polskiego papieża, zabrakło też minimalnych choćby standardów przyzwoitości. Szeroką falą rozlały się nacjonalizm, antysemityzm, ksenofobia, agresja, nienawiść.

Gdyby żył Jan Paweł II, rzecznik akcesji Polski do UE, rządzący musieliby się hamować w atakach na Unię i Zachód w ogóle. Nie byłoby jawnego, ostentacyjnego sojuszu kleru z PiS. Jędraszewski nie ośmieliłby się szczuć przeciwko „tęczowej zarazie”. Mniej do powiedzenia miałby także Rydzyk, dziś nieformalny polski wicepapież. Nie idealizujemy Wojtyły – to jego wina, że tolerował rakowatą tkankę w Kościele, aż się rozrosła i zakaziła cały organizm.

O roku ów…

Kalendarium roku 2000 dowodzi, jak olbrzymi krok do tyłu robimy pod rządami PiS.

4 stycznia wybrano nowego prezesa TVP: w efekcie porozumienia AWS-UW z PSL został nim Ryszard Miazek z PSL. W tamtych czasach bowiem koalicja rządząca nie zakładała, że musi zniszczyć opozycję; czasem się z nią dogadywała. Nikomu nie przyszło do głowy, że 20 lat później cała machina państwa będzie działać pod dyktando jednej partii z jednym wodzem, a opozycja zostanie zepchnięta do roli statystów, którym wyłącza się mikrofon albo ogranicza czas wypowiedzi do 30 sekund. Od 1989 r. TVP pod kolejnymi prezesami, także pod Miazkiem, miała lekki przechył w lewo lub w prawo, ale pod względem pluralizmu, obiektywizmu i kultury tak się miała do KURwizji, jak dzień do nocy.

1 marca weszła w życie ustawa o służbie cywilnej. To zachodni wynalazek – apolityczny korpus urzędników, którzy pracują dla każdego rządu, zachowując ciągłość państwa.Zaraz po zwycięstwie w 2015 r. PiS faktycznie zlikwidowało służbę cywilną; dziś można do niej powołać dowolnych krewnych i znajomych królika.

27 marca Andrzej Wajda otrzymał Oscara za całokształt twórczości. Nie mając żadnego twórcy, który liczyłby się w świecie, pisowcy opluwają artystów „drugiej strony”, martwych czy żywych. Andrzeja Wajdę, Olgę Tokarczuk, Jerzego Stuhra.

Tego samego dnia prezydent Kwaśniewski zawetował zakaz rozpowszechniania „wszelkiego rodzaju pornografii”. Poprzedziła to kabaretowa debata, w której katolicy z AWS usiłowali zdefiniować pornografię, co nie udało się mądrzejszym od nich. Chociaż ówczesny poseł AWS Stefan Niesiołowski nazwał prezydenta i szefa jego kancelarii Ryszarda Kalisza „pornogrubasami”, tamte wypadki uczą, że niezbędny jest niezależny prezydent, który wetuje szaleństwa katoprawicy.

6 czerwca rozpadła się koalicja AWS-UW: Unia Wolności wycofała swoich ministrów z rządu. Od tej pory, bez Balcerowicza przy kurku z kasą, ministrowie z AWS stracili hamulce, co zaowocowało tzw. dziurą Bauca (Jarosław Bauc, minister finansów w latach 2000–2001), czyli deficytem budżetowym, który sam Bauc oszacował na 88 mld zł. W naszych czasach rząd kugluje deficytem i długiem publicznym, przerzucając część wydatków do funduszy pozabudżetowych. Dziura Morawieckiego jest większa niż dziura Bauca i wciąż rośnie.

8 października odbyły się wybory prezydenckie. Aleksander Kwaśniewski zapewnił sobie reelekcję już w I turze (53,9 proc. głosów), dystansując – jak do tej pory – wszystkich następców. Dokonał tego bez hejtu wobec rywali, bez wsparcia rządu i Kościoła, bez przekupstwa w postaci tekturowych czeków i wozów strażackich. I w odróżnieniu od Dudy starał się integrować społeczeństwo, budować wspólnotę.

16 grudnia Bronisław Geremek został nowym przewodniczącym Unii Wolności.

Niezadowolony aktyw z Donaldem Tuskiem na czele odszedł z UW, by założyć Platformę Obywatelską. Widząc nadciągającą klęskę AWS, bracia Kaczyńscy na jej gruzach założyli PiS, udając, że nie mieli nic wspólnego z rządem, o którego szefie lud wołał: „Buzek na wózek!”.
Wybory parlamentarne 2001 r. wygrał SLD – przepadły zarówno AWS, jak i UW. Ale ich wyborców przejęły nowe partie w starym składzie: PiS i PO. Majstersztyk socjotechniki.

Regres i co dalej

Po 20 latach od tych wydarzeń czujemy się jak bohaterka serialu „Outlander”, gwałtownie przeniesiona w przeszłość.

Nie ma już normalnej polityki, równoprawnej rywalizacji lewicy, prawicy i centrum o ludzkie serca i umysły, uczciwych wyborów. Jest koszmar, który na starcie III RP nie śnił nam się w najgorszych snach: postępująca krok po kroku bezprawna zmiana konstytucyjnego ustroju państwa i powrót do wzorców z PRL, posunięta do absurdu kumulacja władzy w ręku jednego paranoicznego starca, jakby był cesarzem; budowa katolickiego państwa wyznaniowego, któremu nie możesz się wymknąć, choćbyś brzydził się światopoglądem, jaki narzuca ono poddanym. Coraz mniej wolności, coraz więcej nacjonalizmu, fanatyzmu religijnego, ksenofobii, agresji, nienawiści, głupoty. I konflikt z UE, która nieskutecznie upomina się o wartości europejskie, w tym o praworządność. Kościół zaś skwapliwie korzysta z okazji, żeby związać się na amen z pisowskim państwem, czerpiąc z tego doraźne korzyści, na dłuższą metę jednak podcinając gałąź, na której siedzi.

„Fakty i Mity” spełniły swoją misję, demaskując patologię w Kościele, promując racjonalne myślenie, broniąc zapisanej w konstytucji zasady bezstronności światopoglądowej władz publicznych. Czy nasza praca poszła na marne? Jest wiele sygnałów, że rośnie armia ludzi samodzielnie myślących, którzy nie dadzą się zapędzić do pisowskiej kruchty.

Do zobaczenia w lepszej Polsce.

Facebook Comments