W przedwyborczy piątek na placu Piłsudskiego w Warszawie odbył się niecodzienny, „leżący” protest. Ubrani w kolorowe koszulki uczestnicy położyli się obok siebie, tak aby stworzyć ogromną, widoczną z lotu ptaka tęczę. W ten sposób chcieli dać władzy do zrozumienia, że nie ma zgody Polaków na homofobię i dyskryminację. W wielkim skrócie: leżeli, tak jak leżą prawa osób LGBT.


W przedwyborczą sobotę natomiast w centrum Warszawy zniszczono furgonetkę należącą do Fundacji Pro – Prawo do życia. Na pojeździe znajdowały się plakaty z takimi hasłami jak „Lobby LGBT chce uczyć dzieci masturbacji”. „Pobity został nasz kierowca. Rzuciło się na niego kilka osób. Prawdopodobnie został pocięty samochód. Mieliśmy do czynienia z niezwykłą agresją ze strony środowisk lewicowych” – poskarżyła się fundacja na Twitterze. Prawdopodobnie sprawcami była grupa należąca do kolektywu „Stop bzdurom”. Nie popieram przemocy, ale co ta furgonetka robiła tam sama? Czy przypadkiem nie była zbyt prowokacyjnie wykończona? Chuligan by nie zdemolował, gdyby furgonetka nie dała!


Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments