O sekretarzu stanu w MSWiA Jarosławie Zielińskim powiedziano i napisano już wiele. W normalnym państwie byłby zdymisjonowany wielokrotnie, tyle że nie żyjemy w normalnym państwie.

Ostatnio jego pozycja uległa nawet wzmocnieniu, gdyż pochwalił go publicznie szef MSWiA Joachim Brudziński, mimo że musi przecież znać, przynajmniej z omówienia, pełną treść 14 interpelacji poselskich, które skierowała w ubiegłym roku pod jego adresem Bożena Kamińska, posłanka Koalicji Obywatelskiej z Suwałk. Prezydium Sejmu nie chce ich ujawnić opinii publicznej, gdyż rzekomo nie spełniają przepisów regulaminu sejmowego.
Według tego szacownego sejmowego grona chodzi o rzekome niespełnienie przez Kamińską wymogów ustępów 1 i 2 artykułu 192: „1. Posłowi przysługuje prawo złożenia interpelacji w sprawach o zasadniczym charakterze i odnoszących się do problemów związanych z polityką państwa. 2. Interpelacja powinna zawierać krótkie przedstawienie stanu faktycznego będącego jej przedmiotem oraz wynikające zeń pytania oraz powinna być skierowana zgodnie z właściwością interpelowanego”.
Szkoda, bo takiego bajzlu, jaki ma miejsce w podlaskiej policji dowodzonej przez zaufanych Zielińskiego, nie było od lat. To lektura – zaręczamy – w całości bardzo smakowita, choć zadziwia trochę nieporadność językowa posłanki. Ale mniejsza o to…
Weźmy pod lupę chociażby tyko dwie komendy, o których media nie zdążyły jeszcze napisać i tylko jedną interpelację.

Naczelnicy z politycznego nadania

„Funkcjonariusze Policji z Łomży proszą o zdecydowaną interwencję w sprawie warunków Ich Służby. Wydziałem Kryminalnym łomżyńskiej Komendy Policji kierują, jak podkreślają Naczelnicy z nadania politycznego w myśl upowszechnionego już skrótu/kodu tzw. BMW (Bierny Mierny ale Wierny). W ramach „dobrej zmiany” owym Zastępcą Naczelnika Wydziału Kryminalnego został starszy sierżant Jakub Chojnowski” – pisze posłanka Kamińska w interpelacji „W sprawie warunków i atmosfery pracy w podlaskiej Policji” z 3 grudnia 2018 r. I dodaje: „W chwili mianowania był najmłodszy w Wydziale i nie miał kompletnie żadnego doświadczenia. Naczelnikiem został wówczas podkomisarz Grzegorz Obrębski z KWP w Białymstoku, który jak piszą Funkcjonariusze nigdy nie wykazał się ani wiedzą ani robotą. Obaj są według proszących o pomoc Funkcjonariuszy kompletnie nieprzygotowani do wypełniania powierzonych im obowiązków. Warto zwrócić również uwagę na fakt, iż obaj wymienieni funkcjonariusze (Naczelnicy) już po 15.30 nie odbierają telefonów od podwładnych. Oznacza to, że żaden z Funkcjonariuszy w Wydziale Kryminalnym nie może liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony przełożonych. Poprzez to popsuła się również atmosfera Służby w Wydziale Kryminalnym Komendy w Łomży. Nieudolność Naczelników przerzucana jest na podwładnych”*.
Nad tym passusem można by lekko przejść do porządku, zakładając, że Kamińskiej skarżą się zwykli policyjni zazdrośnicy, gdyby nie znamienny fakt, iż w tych okolicach została rozbita kilka lat temu jedna ze znanych grup przestępczych w kraju. „Dilerka narkotykowa nie znosi próżni i wobec nieudolności oraz braku doświadczenia tych, którzy walką z nią zawiadują, ponownie się odrodzi” – to opinia policjantów zwalczających przestępczość narkotykową.

Ryba psuje się od głowy

„Dowodem nieudolności Dyżurnych zdaniem samych Policjantów jest wydane polecenie Komendanta Miejskiego Policji w Łomży nadkom. Marka Sienkiewicza, który powołał tzw. nadzory procesowe. To policjanci mający takie dyżury odpowiadają za podejmowane w przyjmowanych sprawach procesowych decyzje, a nie dyżurni. Rodzi się więc w głowach Funkcjonariuszy myśl – Co to za Dyżurny, jak policjanci na niższych stanowiskach
(specjaliści) odpowiadają za wydawane decyzje i sposób postępowania podczas dyżurów, a nie Dyżurny jednostki!”, pisze Kamińska w cytowanej wyżej interpelacji, powołując się na łomżyńskich policjantów. Za chwilę jest jeszcze ciekawiej: „Komendant Miejski Policji w Łomży nadkomisarz Marek Sienkiewicz prawdopodobnie zdaniem samych Funkcjonariuszy miał zarzuty za przekroczenie uprawnień – sytuacja ta wynikła po kontroli KWP w Białymstoku. Sprawa prowadzona także prawdopodobnie w Prokuraturze w Ostrołęce została umorzona. Stało się tak, bo jak twierdzą Funkcjonariusze swoich się przecież nie karze. Nad wszystkim parasol ochronny otacza wiceminister Jarosław Zieliński. Co kuriozalne Funkcjonariusze z Łomży także zwracają uwagę, iż wielokrotnie udawali funkcjonariuszy SOP dla Pana Wiceministra podobnie, jak Ich koledzy z Suwałk” – pisze pani posłanka.
Co do zarzutów, które były wobec ich komendanta, jak ustaliliśmy ze stuprocentową pewnością, łomżyńscy policjanci się nie pomylili. Pomylili się tylko co do artykułu z kodeksu karnego, jaki nad nim ciążył. Nadkomisarz Sienkiewicz był bowiem objęty postępowaniem dotyczącym „poświadczenia nieprawdy i wyłudzenia nienależnego zwrotu kosztów dojazdu z miejsca zamieszkania do miejsca służby”. Śledztwo w tej sprawie zostało jednak umorzone „z uwagi na brak znamion czynu zabronionego”.
A to może znaczyć, że coś jednak było na rzeczy, tyle że prokuratura rejonowa w Ostrołęce uznała, że występek nadkomisarza miał, jak to się pięknie mówi, np. „niską szkodliwość społeczną”. To jedno z opisanych w prawie „znamion czynu zabronionego”, które pozwala śledczym sprawę jak najbardziej umorzyć.

Wierny żołnierz Zielińskiego

Jeśli faktem jest sytuacja opisana Kamińskiej przez funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji w Wysokiem Mazowieckiem, to sprawa nadaje się wprost do prokuratury. Zacytujmy ponownie posłankę (interpelacja „w sprawie warunków i atmosfery pracy w Komendzie Powiatowej Policji w Wysokiem Mazowieckiem” z 3 grudnia 2018 r.):
„Komendant Powiatowy Policji w Wysokiem Mazowieckiem Pan Krzysztof Woźniewski nakazuje policjantom uczestniczenie w uroczystościach kościelnych. Należy przy tym zatrzymać się na chwilę przy postaci Komendanta Pana Krzysztofa Woźniewskiego. Jak podkreślają sami Funkcjonariusze jest to „wierny żołnierz” wiceministra Jarosława Zielińskiego, a co najistotniejsze osoba przez którą w Ich jednostce kilkoro Policjantów leczyło się psychiatrycznie. Tak jak w przypadku innych jednostek policji z województwa podlaskiego z inicjatywy wiceministra Jarosława Zielińskiego, jak podkreślają Funkcjonariusze również KPP w Wysokiem Mazowieckiem nadano sztandar. Jego koszt wedle ustaleń Funkcjonariuszy to kilkanaście tysięcy złotych. Dość szokującym jest fakt, iż niektórzy Policjanci KPP w Wysokiem Mazowieckiem ze strachu przed działaniami swoich przełożonych nagrywają Ich by mieć dowody, chociażby w przypadku zgłoszenia przypadków mobbingu. Należy przyznać, że to już wyraźnie wykracza poza ramy normalnego funkcjonowania jakiejkolwiek instytucji, a tym bardziej komendy policji”.
Na wniosek posłanki Kamińskiej do dziesięciu komend policji na Podlasiu wejdą za chwilę inspektorzy Najwyższej Izby Kontroli. Obiecał to publicznie prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski. Ciekawe, co tam wtedy zastaną, tym bardziej że w niektórych komendach zaczęła się już karuzela stanowisk – niektórzy „zasłużeni” dla Zielińskiego dostają tzw. kopa w górę i lądują w okolicach Komendy Głównej Policji.

Facebook Comments