Polscy ministrowie nie przepuszczą żadnej okazji, by przypodobać się Kościołowi. Tym samym pokazują, kto w naszym kraju tak naprawdę rządzi.

Prezydent na klęczkach, pląsy rządzących na urodzinach Rydzyka, każda uroczystość państwowa z udziałem kleru. Czy może być gorzej? Może.

Na zlecenie Ministerstwa Sprawiedliwości w prawicowym „Do Rzeczy” ukazała się publikacja na temat prześladowania chrześcijan na świecie. Między krajami, w których dochodzi do ataków na chrześcijan: Koreą Północną, Arabią Saudyjską, Nigerią, Somalią, Afganistanem, Indiami i Filipinami, znalazła się też Polska. W związku z tym ministerstwo Ziobry zaczęło się głośno zastanawiać, czy nie czas najwyższy, by wprowadzić do kodeksu karnego nie tylko przepisy dotyczące antysemityzmu i islamofobii, ale również „paragrafy dotyczące chrystianofobii”. W końcu „każda ręka podniesiona na Kościół, to ręka podniesiona na Polskę”, a interes Kościoła to nasz interes.

Z kolei w ramach trzeciego etapu luzowania obostrzeń związanych z epidemią premier Morawiecki zwiększył dopuszczalną liczbę osób w kościołach (od 17 maja jest to jedna osoba na 10 mkw., a nie tak jak wcześniej jedna na 15 mkw.), przekonując, że to niezwykle istotny krok dla podtrzymania „tego silnego ducha, który jest w Polakach”.

To jednak nie koniec umizgów „ministrantów” z Wiejskiej do Kk. Świeżo mianowany minister nauki Wojciech Murdzek rozesłał do dyrektorów instytutów badawczych list powitalny, rozpoczynający się cytatem z JP2 i dotyczący głównie papieża. Całość ma zachęcać niniejsze instytucje do „uhonorowania setnej rocznicy jego urodzin”. W epistole znalazły się zaledwie trzy akapity, w których minister dziękuje naukowcom za walkę z epidemią COVID-19 oraz prowadzenie zajęć ze studentami w trudnych warunkach.

Jak się okazuje, dbałość rządzących o interesy Kościoła i jego dobrą kondycję można podpiąć zarówno pod konkordat, jak i pod Konstytucję RP.

– Zespolenie władzy nacjonalistycznej z przeważającą częścią kleru katolickiego ma swoją podstawę konstytucyjną (art. 25 ust. 3) w postaci nakazu współdziałania dla dobra wspólnego – tłumaczy mecenas Mirosław Woroniecki, prezes „Kongresu Świeckości”. – Ponadto przecież wiele reguł prawa wyznaniowego, w tym postanowienia konkordatu, zobowiązują do troski o finanse instytucji Kościoła, który na skutek pandemii utracił lub bliski jest utraty płynności finansowej, a więc zdolności do bieżącego pokrywania kosztów swojej działalności (wynagrodzenia personelu świeckiego, należności z zawartych umów, rachunki za media, utrzymanie majątku ruchomego i nieruchomego). Nie ma to nic wspólnego z posiadanym majątkiem, bo jego ewentualne upłynnienie nie jest proste ze względu chociażby na wymagane zgody, np. zgoda Watykanu na zbycie nieruchomości o wartości powyżej 200 tys. dolarów. Do tego dochodzi autentyczne zapotrzebowanie wiernych, którego nie można lekceważyć, gdyż jakaś część wiernych intensywnie praktykujących uważa za konieczne fizyczne uczestnictwo w obrzędach i rytuałach – ironizuje mecenas.

[/FMP]

Facebook Comments
Poprzedni artykułKsiądz TikTok
Następny artykułMiędzy nami LEWAKAMI (13)
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).