Wśród światowych liderów, którym przyszło zmierzyć się z koronawirusem, szczególnie jasno świeci gwiazda Jacindy Ardern, premier dalekiej Nowej Zelandii.

Odległej od nas, ale względnie bliskiej Chin, gdzie pandemia się rozpoczęła. Nie chodzi tu o odległość wyrażoną w kilometrach (z Wuhanu, pierwszego epicentrum COVID-19, jest bliżej do Warszawy niż do Wellington), lecz o realne powiązania i przepływy osób. Pięć procent Nowozelandczyków jest pochodzenia chińskiego, studenci z Państwa Środka to największa grupa obcokrajowców uczących się na wyspach na końcu świata, a Wielki Mur, Zakazane Miasto i inne atrakcje są na tyle silnym magnesem dla rodaków pani Ardern, że Chiny stały się dla nich czwartym rynkiem turystycznym.

Mimo to w Nowej Zelandii odnotowano zaledwie półtora tysiąca zakażeń koronawirusem i 14 przypadków śmiertelnych. Za to ozdrowieńców jest już prawie 900. Znakomity rezultat dla pięciomilionowego państwa.

Wszystko to dzięki dobrze znanym środkom. Ardern też wprowadziła swój kraj w stan szczelnego zamknięcia, lockdownu – by użyć angielskiego terminu robiącego teraz zawrotną karierę. Tyle że zrobiła to szybko i bez wahania; nie przespała właściwego momentu, jak wielu innych przywódców. Pokazała się przy tym jak prawdziwy lider, biorący na swoje barki ciężar rządzenia w trudnych czasach.

Przemówiła, łącząc ton królowej Elżbiety II (dodanie otuchy obywatelom) z precyzją menedżera, który panuje nad sytuacją. Na samym początku szczegółowo opisała całą strategię – cztery etapy interwencji państwa, precyzując, kiedy będzie następowało przechodzenie od jednego do drugiego. Nie ukrywała zagrożeń, ale nie wywoływała paniki. To było jednocześnie wystąpienie pełne empatii i zrozumienia dla wszystkich, którzy z powodu epidemii zderzą się z trudnościami. W tym była szczególnie wiarygodna, jako szefowa Partii Pracy, dobrze znana ze swych wartości, wśród których przeciwdziałanie nierównościom społecznym zawsze znajdowało się na czołowym miejscu. W czasie swych dwuipółletnich rządów zdążyła m.in. podnieść płacę minimalną, obniżyć opłaty za studia, wydłużyć urlop rodzicielski dla kobiet i wprowadzić płatny urlop dla ofiar przemocy domowej.

Pamiętamy ją także z godnej postawy po krwawym zamachu na tle rasistowskim na meczety w Christchurch rok temu oraz z faktu urodzenia dziecka, uroczej Neve, w trakcie pełnienia urzędu. Od tej pory z wdziękiem łączy obowiązki macierzyńskie z odpowiedzialnością za kraj.

Facebook Comments