rys. Obywatel Janek
Wirusy sobie, księża i wierni sobie. Msza jest przecież dobra na wszystko. Kościół oczywiście poszedł na ustępstwa: zrezygnowano z wody święconej.

Sobota rano, właśnie ogłoszono w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. Machinalnie przeglądam Facebook. Mój wzrok przyciąga wpis znajomego. Mieszka naprzeciwko kościoła, do którego płynie strumień ludzi, choć wprowadzono zakaz zgromadzeń publicznych powyżej 50 osób. Oznacza to, że nie powinno się odprawiać mszy.

„Stosując się do rozporządzeń organów państwowych (…) proszę biskupów diecezjalnych o wydanie decyzji, aby podczas każdej mszy św. i nabożeństw wewnątrz kościoła mogło przebywać maksymalnie 50 osób” – napisał przewodniczący episkopatu abp Stanisław Gądecki w apelu do biskupów. Nie zarekomendował więc odwoływania mszy, co byłoby jasnym sygnałem, że dba o wiernych.

Licznik na progu?

Czy księża zaczną liczyć ludzi, którzy przychodzą do kościołów i zamkną drzwi przed nosem, gdy do środka wejdzie osoba numer pięćdziesiąt?

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Anuluj

Facebook Comments