Okładka tygodnika "Fakty i Mity" nr 4/2020
Pobierający pensję prezydenta RP operator długopisu, pan Andrzej Du*a, kontynuuje objeżdżanie miast powiatowych w ramach przedwcześnie i nielegalnie zaczętej kampanii wyborczej.

Odwiedza Lututów, Namysłów, Zwoleń i Drożki. Czyni to oczywiście po pisowsku, czyli na koszt podatnika. W ramach tych występów podlizuje się lokalnym społecznościom, dzieląc się spostrzeżeniami na temat ich okolic zaczerpniętymi z Wikipedii, jak również plecie głupstwa. Każdym ruchem swojego budyniowego ciała i każdym wrzaskiem wydawanym przez gardziołko skryte za tłuściutkim, proletariackim obliczem udowadnia, jak ogromną jest pomyłką i jak dramatycznie nie nadaje się do funkcji, za której pełnienie mu płacimy. Bije też przy tym kolejne rekordy żenady. Oklaskują go ludzie, na których podobieństwo ulepił go jego żoliborski właściciel, zatem trafia w potrzeby swego elektoratu, a też i szczerbatego mocodawcy.
Oddajmy więc głos temu „wybitnemu menżowi stanu”.

Słowo roku

31 grudnia 2019 r. pan Du*a wygłosił orędzie, kierując się wiarą, że po pierwsze, jego głos znaczy więcej niż kupa kota Kaczyńskiego, a po drugie, że ktokolwiek jest zainteresowany jego wynurzeniami. Orędzie dowiodło światłości tego polityka i jego doniosłej pozycji międzynarodowej. Otóż na trzy dni przed zamordowaniem przez Amerykanów generała Kasima Sulejmaniego, wywołującym gigantyczne napięcia w relacjach międzynarodowych, „pan prezydęt” wyjawił w swoim orędziu, że „słowem roku jest bezpieczeństwo”.
Ta wypowiedź „pana prezydęta” może wskazywać na dwie możliwości. Albo nie ma on podstawowej zdolności kojarzenia faktów, albo też (chociaż może tu chodzić także o połączenie obu tych czynników) amerykański sojusznik nie uprzedził „przywódcy zaprzyjaźnionego mocarstwa”, za jakiego w swoim przekonaniu uchodzi pan Du*a, że zamierza w ciągu kilkudziesięciu godzin zamordować Irańczykom ich kluczowego przywódcę i wywołać przez to kryzys na Bliskim Wschodzie. Przypomnijmy, że polscy żołnierze nadal stacjonują w Iraku, zasięg rakiet balistycznych średniego zasięgu wynosi do 3000 km, a odległość z Rzeszowa do granic Iranu to 2500 km. Przypomnijmy też, że zgodnie z art. 134 Konstytucji RP, „pan prezydęt” jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych RP, a art. 136 Konstytucji RP wyposaża go niestety w prerogatywę ogłaszania mobilizacji sił zbrojnych.

6 stycznia 2020 r. „pan prezydęt” uczestniczył w Orszaku Trzech Króli. Nie przejmując się nadmiernie konstytucyjną zasadą neutralności władz państwowych w sprawach religii i światopoglądu, zaskrzeczał, potrząsając przy tym podbródkiem w kształcie swojego nazwiska, że serdecznie dziękuje uczestnikom katolickiej odmiany Love Parade za to, iż „możemy się razem radować, czuć naszą wspólnotę – wspólnotę polską, wspólnotę religijną, wspólnotę ludzi wierzących”. Pod zdobiącą główkę „pana prezydęta” zaczeskę à la sprzedawca butów spod Ostrołęki nie dotarła z pewnością myśl, że swoją gigantyczną pensję i inne apanaże pobiera, cytując art. 130 Konstytucji RP, „z woli Narodu”, a nie katolickich imamów. Tym samym jego obowiązkiem jest nie dzielić Polaków na religijnych i niereligijnych, a także nie posuwać się w katolickiej bezczelności do utożsamiania „wspólnoty polskiej” ze „wspólnotą ludzi wierzących”. Na katolickie obrzędy uczęszcza regularnie (tj. w każdą albo prawie każdą niedzielę) zaledwie jedna trzecia Polaków, a reszta to w rzeczywistości osoby słabo wierzące lub niewierzące, zaliczane statystycznie do „katolików”. Miło byłoby, gdyby pod wspomnianą zaczeską pojawiła się – o ile to możliwe – idea, że oprócz 14 milionów ulubieńców są jeszcze te drobne 24 miliony Polaków niezaliczających się do „wspólnoty ludzi wierzących”.

Kryształy i czarne owce

13 i 14 stycznia 2020 r. pan Du*a odwiedził, kolejno, Lututów, Drożki, Namysłów i Zwoleń. Mieszkańcom życzył rozwoju (w Drożkach), rozwoju (w Namysłowie), a także rozwoju (w Lututowie). Wizyta w powiatowym Namysłowie nie stała się niestety okazją dla wspomnienia, że mija siódma rocznica śmierci profesora Michała Kuleszy, wybitnego działacza państwowego i prawnika-administratywisty, twórcy polskiej reformy samorządowej z 1998 r., dzięki której Namysłów uzyskał rangę stolicy powiatu. Cóż, od doktora prawa administracyjnego, jakim nieszczęśliwym zrządzeniem losu stał się pan Du*a, najwyraźniej nie można oczekiwać przypomnienia kogoś, kto w teoretycznie bliskiej mu dziedzinie miał autentyczne osiągnięcia. Przez autentyczne osiągnięcia rozumiem takie, które pozytywnie zmieniły Polskę, a nie polegały wyłącznie na byciu politycznie bezwolną, pozbawioną osobowości, charyzmy i oczekiwanego od głowy państwa intelektu marionetką, kompulsywnym podpisywaczem legislacyjnych gniotów wypierdzianych w partyjnej norze przy Nowogrodzkiej.

Okazją do wspomnienia o prawnikach stała się za to „oficjalna wizyta” (bo tak się to tytułuje na stronie Kancelarii Prezydenta RP) pana Du*y w Zwoleniu. Tam to „pan prezydęt” wyjawił, co myśli o sędziach. Otóż ten reprezentant partii, która jednogłośnie wybrała na prezesa NIK niejakiego Banasia, właściciela kamienicy z burdelikiem na godziny, wyznał, że w jego ocenie sędziowie „muszą być kryształowi, a czarne owce muszą być natychmiast eliminowane”. Kryształowości od sędziów oczekuje zatem politruk z partii, która wybrała na marszałka Sejmu „latającą Penelopę”, czyli Kuchcińskiego obwożącego na koszt podatnika luksusowym samolotem rodzinkę i znajomków; z partii, której prezes miał nakazać – o czym mówił austriacki architekt – łapówkę dla jakiegoś klechy za kontrakt dla wspomnianego architekta; z partii, której premier nabył za psi grosz warte miliony nieruchomości, wcześniej wydarte przez kler od polskiego państwa itd. O kryształowość upomina się też facet, który na koszt podatnika, za setki milionów złotych (bo tyle kosztuje rocznie utrzymanie jego kancelarii) uprawia od miesięcy kampanię wyborczą, urządzając sobie setki spotkań z mieszkańcami wsi i miasteczek. Trzeba mieć niesłychany tupet, żeby mając tyle na sumieniu, gaworzyć o „kryształowości”.

Następnie pan Du*a podzielił się z mieszkańcami Zwolenia refleksją, że sędziowie „nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki mamy mieć ustrój i jak prowadzić sprawy”. Pamiętamy wielu partyjniaków, których orężem była antyinteligenckość i hodowanie w ludziach najgorszych instynktów. Bodaj największym mistrzem w tej konkurencji był nieodżałowany towarzysz Gomułka, który o inteligencji polskiej mówił tak na przykład: „Wiemy, że pewna, w istocie rzeczy nieliczna, lecz skoncentrowana na kilku wydziałach humanistycznych (…) grupa pracowników naukowych ponosi szczególną odpowiedzialność za ostatnie wydarzenia. Ci pracownicy nauki, tacy jak profesorowie Brus, Baczko, Morawski, Kołakowski, Bauman, zwalczając od wielu lat politykę naszej partii z pozycji rewizjonistycznych – świadomie i z premedytacją sączyli wrogie poglądy polityczne w umysły”. Z pewnym zaskoczeniem przyjmuję fakt, że na tle Du*y Gomułka jawi się jako postać intelektualnie wysublimowana.

Zaskakuje mnie też fakt, iż w ufryzowanej w guście oklaskującej go publiczności główce pana Du*y, w końcu powołanego z mocy art. 126 Konstytucji RP do „czuwania nad przestrzeganiem Konstytucji”, nie zrodziła się oto myśl, że to jednak sędziowie „prowadzą sprawy”, a nie politycy. Z drugiej strony to miło, iż „pan prezydęt” tak szczerze wyjaśnił motywy towarzyszące PiS w wysiłku demolowania polskiego sądownictwa. Otóż to nie sędziowie mają ich zdaniem prowadzić sprawy, a już zwłaszcza nie mogą tego czynić w „obcych językach”, takich na przykład jak język wartości prawa i konstytucyjnych imponderabiliów (wyjaśnienie dla pisowców: imponderabilia to nie jest część bielizny osobistej). Zdaniem Pana Du*y i jego partii mają to czynić politycy.
Naczytawszy się tekstów wystąpień pana Du*y, odczułem torsje. Oznacza to, że pracuję w szczególnie uciążliwych warunkach. Proszę Redakcję o uwzględnienie tego przy obliczaniu mojej wierszówki.

Facebook Comments