O Godziszowie, lubelskiej wsi na południu województwa, zrobiło się głośno w 2003 r., po referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Złożyły się na to wysoka, 71-procentowa frekwencja i rekordowy eurosceptycyzm. Aż 88 procent mieszkańców powiedziało Unii „nie”.

Dziennikarze najechali wieś i nadali jej miano Ciemnogrodu. Wieś zawsze głosowała na PiS. W majowych wyborach do europarlamentu było tak samo. Chociaż frekwencja spadła do poziomu ok. 57 proc., wynik pozostał ten sam. Kandydaci PiS zdeklasowali konkurentów.
– U nas od wielu już lat frekwencja jest bardzo wysoka. To wynika z historii i przywiązania do ojczyzny. Mieszkańcy postawili na PiS. Utożsamiają się z głoszonymi wartościami, z silnymi u nas tradycjami chrześcijańskimi i wiarą. Ludzi przekonuje też opiekuńczość obecnie rządzących. Tego wcześniej nie było. Czy teraz zagłosowali za PiS, czy za Unią lub za PiS, a przeciw Unii? Zagłosowali za PiS, ale nie przeciw Unii – mówi wójt Józef Zbytniewski.

Pogrom opozycji

Odkąd Godziszów stał się sławny, zaczęły się tam pojawiać pielgrzymki polityków różnych opcji. Przybywają posłowie partii, przywożą nowe wiadomości i tłumaczą to, czego telewizja nie powiedziała. Kandydaci PiS zebrali łącznie 849 głosów, w tym Elżbieta Kruk 458, a Beata Mazurek 355. Baner Kaczyńskiego z E. Kruk nadal wisi w centrum wsi. Żałośnie przy tym wyglądają wyniki Koalicji Europejskiej, która jakimś cudem zdobyła 36 głosów, a jej lider, poseł Krzysztof Hetman, tylko cztery. Lewica też ma jasność – zero głosów. Ale Wiosna Roberta Biedronia dostała „aż” pięć głosów.
Ludzie z Godziszowa na dziennikarzy reagują z niechęcią. Nie chcą z nimi rozmawiać, podawać swoich nazwisk.
– Ten „Ciemnogród” strasznie nas skrzywdził. A przecież ludzie tu są pracowici i potrafią myśleć – mówi miejscowy nauczyciel. Oczywiście anonimowo.
Po wstąpieniu do UE przyjechała niemiecka telewizja. Na ich filmie znalazł się wóz żelazny zaprzęgnięty w konia. Wyszło na to, że niby wieś w Unii, a bieda i rudery stoją. Jakaś inna TV najbardziej cieszyła się ze spotkania kobiety, zbierającej puszki po piwie. Tyle że zbieraczka aluminium nie jest stąd i ma problemy psychiczne.

Pieniądze to nie grzech

Eurosceptycyzm Godziszowa nie powstrzymał Polski od wejścia do Unii. Pojawiła się grupa, która, unosząc się honorem i ambicjami, postanowiła nie składać wniosków o dopłaty. Pomogły słowa proboszcza. Wytłumaczył, że brać pieniądze z Unii to nie grzech.
Ludzie święcie wierzą w słowa księży i szybko nauczyli się korzystać z unijnych dobrodziejstw. Obawy, które mieli, nie potwierdziły się, ale euroentuzjastami nie zostali. Już wcześniej wiedzieli, co to jest ten Zachód, bo jeździli tam dorobić. Nie wszystko im się podobało. W Unii nic nie ma po bożemu, a bez Boga nikt nie wygrał. Dopłaty z UE są zastrzykiem pieniędzy, ale niewystarczającym.
– Ludziom zmieniło się na lepsze. Niestety, nie widzę, aby to była jakaś zasługa Unii. To Kaczyński zrobił… – przekonuje jeden z rolników, stojący przy nowoczesnym traktorze. To, że wyprodukowany w Unii i kupiony za unijne pieniądze w niczym mu nie przeszkadza.

Na trzy palce

– Na taki kawałek nie opłaca się podpinać, a potem myć rozsiewacza – wyjaśnia mężczyzna, rozsiewający ręcznie nawóz z przewieszonej na szyi torbie. – Maszyny mam, ale czasami
stare sposoby się przydają. Tak siało się zboże i nawóz. Na trzy palce, żeby całej ręki i dłoni nie męczyć; ziarna lub nawóz brało się w trzy palce, szło miarowym krokiem i zasiew był równy – opowiada. Zapytany o nazwisko udaje, że nie słyszy i szybko wraca do pracy.
Godziszów jest gminą typowo rolniczą, ma dobre gleby. Dominują uprawy gryki. Masowo uprawiane maliny przestały być liczącym się źródłem dochodu. Maria (nie chce podać nazwiska) za pomocą motyczki pieli krzaki malin. Praca w polu przy 28 stopniach jej nie zniechęca.
– Niech pan patrzy, od góry przemarznięte – kiwa głową i pokazuje wątłe liście. – Nie wiadomo, czy odbiją. Teraz mam hektar, ale było więcej. Wcześniej się opłaciło. Wynajmowałam ludzi. Ostatnio ceny spadły i nikt nie przyjdzie, żeby cały dzień stać w słońcu za marne grosze. Unijnych dopłat do malin już nie ma. Co z tego, że rząd obiecał pomóc. Każdy obiecuje, jak musi. PiS też. To prawda, że w Godziszowie wszyscy na Kaczyńskiego głosowali, bo miało być lepiej. Tylko że jakoś tego nie widać.
Skąd partia rządząca ma na „dawanie”, nad tym plantatorka malin nigdy się nie zastanawiała.

Wszystko dał nam PiS

W 2004 r. budżet gminy wynosił 8,2 mln zł, w 2007 r. już 13,6 mln zł, a w tym roku doszedł do 30 mln zł. Jest czym rządzić. Pieniądze płyną do Godziszowa szerokim strumieniem. Sama gmina na swojej stronie wylicza, że za unijne środki powstało Centrum Kształcenia w Wólce Ratajskiej, zmodernizowano drogi gminne, wybudowano wiejskie place zabaw, przebudowano plac w centrum wsi, obok domu kultury stanęła scena z ławeczkami i miejscem na grilla, wspierana jest integracja społeczna i zdrowotna, a zespół ludowy dostał nowe stroje. Wybudowano boiska i korty przy szkołach.
– Z UE mamy pieniądze na pracownię komputerową, zajęcia dodatkowe z matematyki i angielskiego, wyposażenie „zerówek” – wylicza dyrektor szkoły w Godziszowie Mirosław Gąbka.
Rolnicy, którzy uwierzyli w unijne wsparcie jeżdżą nowymi ciągnikami zachodniej produkcji z klimatyzacją i dobrym nagłośnieniem. Na dachach domów stoją panele solarne, a w piwnicach ekologiczne piece do ogrzewania. W niedalekiej przyszłości oświetlenie ulic zostanie zamienione na ledowe, rozbuduje się Dom Kultury, powstanie Centrum Aktywności Zawodowej.
Wszędzie można znaleźć informację, że „inwestycja została zrealizowana przy wsparciu środków z UE”. Na Urzędzie Gminy takich tablic wisi aż siedem. Rolnicy oraz lokalny samorząd znaleźli się w krajowej czołówce, jeśli chodzi o wykorzystanie unijnych funduszy w przeliczeniu na jednego mieszkańca.

Trzeźwa wieś

W zwykły dzień około południa zarówno w Godziszowie, jak i Zdziłowicach, drugiej co do wielkości miejscowości w gminie, trudno kogoś spotkać. W sklepach i barach pusto.
– Panie, ludzie pracują – wyjaśnia właściciel pijalni piwa. – Wracają późnym popołudniem albo wieczorem. Kto ma teraz czas siedzieć w dzień przy piwie.
Wieczorem nic się nie zmienia. Instruktor Zbigniew M. cierpliwie tłumaczy, że teraz po prostu tak jest:
– Więcej ludzi można spotkać w soboty wieczorami lub zimą, ale też niewiele – mówi. – Po prostu przestało się pić tak jak kiedyś i każdy pilnuje swego. Większość zauważyła dla siebie szansę na lepsze życie pod rządami PiS i Kaczyńskiego. Oni już tyle dobrego zrobili dla ludzi. Na przykład 500 plus, wyprawka do szkoły, trzynasta emerytura, uszczelnienie systemu vatowskiego i inne. Nikt wcześniej tak obywateli nie wspierał. Dlatego znowu będą głosować na PiS – wylicza.
Po ostatnich wyborach opozycja podniosła alarm, że PiS kupił sobie polską wieś na wschód od Wisły. To prawda. I nieprędko coś się tu zmieni.

Facebook Comments
Poprzedni artykułWatykański Bond w Polsce
Następny artykułWyrok na kościelną
Zbigniew J. Nita
Dziennikarz związany z „FiM” z przerwami od 2001 r. Mieszka i pracuje na trudnym terenie południowo-wschodniej Polski. Interesuje się tematyką społeczną, gospodarczą, historyczną, mniejszościami narodowymi, religijnymi i wszystkim co nietypowe. Pracował dla wielu regionalnych i ogólnopolskich tytułów prasowych. Charakteryzuje go wrodzona tolerancja na głupotę swoją i innych oraz trudny charakter. (Jedną z jego zalet jest to, że zna swoje wady – przyp. red.).