Po zakończeniu wstępnego dochodzenia kanonicznego w Watykanie, proces bp. Jana Szkodonia wkroczył w fazę karno-administracyjną w Polsce. To pierwszy taki proces w naszym kraju.

Przed kilkoma tygodniami zakończyło się wstępne dochodzenie kanoniczne, prowadzone przez watykańską Kongregację Nauki Wiary w sprawie zarzutów dotyczących molestowania seksualnego 15-letniej dziewczynki przez krakowskiego biskupa pomocniczego Jana Szkodonia. W konsekwencji tego dochodzenia zapadła decyzja o rozpoczęciu kanonicznego procesu karno-administracyjnego przeciwko kościelnemu hierarsze.

Z upoważnienia Kongregacji Nauki Wiary w maju br. nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio mianował jednego z polskich biskupów delegatem do przeprowadzenia tego procesu. Ten z kolei powołał jeszcze do niego dwóch asesorów. Biskup delegat otrzymał już z Nuncjatury Apostolskiej dokumentację z Watykanu. Obecnie gromadzi dokumenty, które mogą stanowić dowody w sprawie. Sporządza też listy świadków, którzy zostaną przesłuchani. Jak czytamy w opracowaniu „Prawo kanoniczne wobec nadużyć seksualnych duchownych względem dzieci i młodzieży” ks. dr. Jana Dohnalika z Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, taki proces może zakończyć się: stwierdzeniem winy oskarżonego i wymierzeniem mu kary, np. wyrzuceniem ze stanu duchownego, uniewinnieniem oskarżonego lub uwolnieniem od oskarżenia.

Kanoniczny proces karno-administracyjny przeciwko biskupowi oskarżonemu o molestowanie seksualne to w Polsce precedens (czyt. też str. 31). Jak na razie bp Szkodoń otrzymał zakazy: pracy duszpasterskiej z osobami małoletnimi oraz publicznego sprawowania posługi biskupiej.

Katarzyna Wójtowicz, antyklerykalna aktywistka z ruchu „Dość Milczenia”, która w lutym br. wraz z innymi kilkudziesięcioma osobami protestowała pod apartamentem biskupim przy ul. Kanonicznej w Krakowie, gdzie biskup miał molestować seksualnie 15-letnią Monikę, wątpi, by proces mu jakkolwiek zaszkodził.

– Według prawa karnego zbrodnia ta jest przedawniona. Niestety, krzywda i trauma się nie przedawnia – komentuje aktywistka. – Proces kanoniczny nie ma znaczenia. Odbieram go jako zagrywkę PR-ową. Kościół pokaże, że działa. Sądzę, że niewielu ludzi chodzących do kościoła zada sobie pytania: „Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego przez 20 lat Kościół o tym milczał? Dlaczego wtedy nikt nie reagował, kiedy widział, że biskup spotyka się sam na sam z dzieckiem?”. Najgorszą karą, jaką może otrzymać biskup jest wydalenie ze stanu duchownego. Co, jeśli nawet się to stanie? Biskup trafi do domu księży emerytów, gdzie będzie żył wygodnie, obsługiwany przez siostry zakonne – mówi „FiM”.

Jak wynika z relacji obecnie już dorosłej, skrzywdzonej przez duchownego kobiety, biskup nawiązał bliską relację z jej rodziną. Co kilka tygodni gościł na kolacjach w domu jej rodziców. Zapraszał do siebie, gdzie rozpinał jej stanik, dotykał piersi i krocza, całował, gryzł uszy. „Moniczko, Bóg mi ciebie zesłał. Przez ciebie chce mnie nauczyć czułości” – miał szeptać do ucha 15-letniej wówczas dziewczynki.

Facebook Comments