Strona główna Felietony Narodzenie

Narodzenie

121
Narodzenie warte jest świętowania, bo niesie obietnicę nowego, lepszego, a przynajmniej innego. Toteż ludzi nieodmiennie cieszą narodziny dzieci, miłości, idei, państw, partii, gwiazd, herosów, bogów… Zwłaszcza tych ostatnich, bo stanowią swoistą formę „wash and go”, czyli dwa, a nawet więcej, w jednym.

Geneza mitu o narodzinach w skromnej stajence słodkiego, ślicznego dzieciątka, które jest zarazem bogiem i zbawi świat, ma źródło w mitologii greckiej. Herosi byli wprawdzie śmiertelnikami, ale stanowili żywe dowody na przenikanie się świata bogów i ludzi. Podziwiano ich różnorakie, nieziemskie zdolności. Były to głównie – choć nie tylko – siła i spryt. Ze względu na patriarchalne stosunki społeczne, do najbardziej znanych herosów należą męscy potomkowie związków bosko-ludzkich: Achilles (syn króla Peleusa i boginki Tetydy), Herakles (syn Zeusa i Alkmeny), Perseusz (syn Zeusa i Danae), Tezeusz (syn Posejdona i Ajtry). Kobiet, których pamięć przetrwała, jest zdecydowanie mniej. To przede wszystkim znana z nadzwyczajnej urody Helena Trojańska, poczęta przez Zeusa z Ledą, wojownicze królowe Amazonek Hipolita i Pentezylea – córki Aresa i Otrere.

Twórcy mitu o Chrystusie poszli o kilka kroków dalej. Syn Boga i Ziemianki Maryi jest, podobnie jak Perseusz, nienaturalnie poczęty, ale ma o wiele więcej nadprzyrodzonych przymiotów niż greccy herosi, choć podobnie jak oni chętnie je publicznie wykorzystuje ku swojej chwale. Jezus uzdrawia chorych, przywraca wzrok, wskrzesza zmarłych, chodzi po wodzie, ucisza burzę, karmi tysiące głodnych pięcioma chlebami i dwiema małymi rybami, zmienia wodę w wino, rozmnaża chleb… Jednakże przełomowe są dwie kwestie: zostaje ogłoszony bogiem i przynosi dobrą nowinę, że wszyscy są równi wobec boga. Ludzie chętnie łykają tę iście rewolucyjną ideę dotyczącą życia w zaświatach.
Wcześniej panowało, stworzone i utrwalane przez klasę panującą, powszechne przekonanie, że społeczne nierówności przenoszą się poza grób. Jaką kto miał pozycję w życiu doczesnym, taką zachowywał po śmierci. Dla rzeszy niewolników, ale i wolnych nędzarzy była to perspektywa straszna. Jezus dał im nową: „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego”. I dzisiaj takie myślenie jest bliskie wielu chrześcijanom, a zwłaszcza katolikom. Grupowy wyjątek stanowi kasta duchownych, którzy masowo zapewniają sobie ponadprzeciętny dobrobyt w swoich parafiach, a zwłaszcza diecezjach.

Idea, że wszystko, co na ziemi to marność nad marnościami, padła na bardzo podatny grunt. Wprawdzie wraz z rozwojem chrześcijaństwa została całkowicie wypaczona, także w aspekcie rozumienia bogactwa i biedy, ale wtedy stanowiła miód dla uszu i całego jestestwa biedaków. Cieszyli się, że chociaż po śmierci otrzymają zadośćuczynienie za wszystkie krzywdy i niesprawiedliwości, których doświadczyli od swoich bogatych ciemiężycieli. Ci zaś odpokutują w czeluściach piekła za całe zło, które wyrządzili.

Kolejna, wielka, równościowa idea pojawiła się dopiero po kilkunastu wiekach wraz z Wielką Rewolucją Francuską. Pogląd, że wszyscy ludzie są równi wobec prawa, przewracał do góry nogami spojrzenie na świat doczesny i jego prawa. Deklaracja praw człowieka i obywatela, choć naprawdę dotyczyła tylko mężczyzn, i tak stanowiła ogromny postęp. Kobiety w dalszym ciągu pozbawione były większości praw, z których korzystali mężczyźni, ale przynajmniej zaczęły sobie pełniej uświadamiać nierówność, która je dotyka.

W 1791 r. Olimpia de Gouges ogłosiła Deklarację praw kobiety i obywatelki, w której domagała się przyznania kobietom prawa do edukacji i rozporządzania własnością prywatną, honorów i funkcji przysługujących mężczyznom, uczestnictwa kobiet w siłach zbrojnych oraz równości płci w rodzinie. Pierwszy artykuł Deklaracji stanowił: „Kobieta rodzi się i pozostaje wolna i równa w prawach mężczyźnie”. Najsłynniejsze zaś zdanie: „Skoro kobieta może zgodnie z prawem zawisnąć na szubienicy, winna również mieć prawo stanąć na mównicy” – legło u podstaw walki sufrażystek. Manifest był zbyt rewolucyjny nawet jak na Rewolucję Francuską. Olimpia została stracona w 1793 r.
Narodziny trzeciej równościowej idei, która także wstrząsnęła światem, nastąpiły w 1848 r. Z głowy Karola Marksa, niczym Atena z głowy Zeusa, wyskoczyła idea, że wszyscy ludzie są równi ekonomicznie. Została zawarta w Manifeście komunistycznym i, podobnie jak Chrystusowa idea równości wobec Boga, zyskała miliony wyznawców. Bynajmniej nie tylko wśród zwolenników marksizmu. Jej późnym dzieckiem było hasło solidarnościowej rewolucji: „Wszyscy mamy jednakowe żołądki”. Właśnie dlatego NSZZ „Solidarność” domagał od rządu podniesienia wynagrodzenia zasadniczego każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc, wprowadzenia kartek na mięso oraz zniesienia cen komercyjnych i sprzedaży za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym, a nawet wpisał to jako 8., 11. i 12. z 21 słynnych postulatów sierpniowych. Egalitaryzm Polaków, o którym całkowicie zapomniały władze III RP po 1990 r., skutecznie wykorzystuje w swojej polityce PiS. I niewątpliwie jest to jedno ze źródeł sukcesu kaczystów.

Wraz z kolejnym obrotem Ziemi wokół Słońca nadchodzi zima, a z nią powszechnie uwielbiane na całym świecie Boże Narodzenie. Ze wszystkich narodzin chyba najpowszechniej świętowane. Kiedyś za sprawą religii, dziś głównie handlu, któremu stwarza prawdziwy raj wyprzedażowy. Według raportu firmy Deloitte, w 2019 r. przeciętna rodzina wyda na święta 1521 zł, tj. o 5 proc. więcej niż rok temu. Prezenty będą kosztować 547 zł, jedzenie – 524 zł, podróże – 324 zł. Najmniej wydamy na spotkania towarzyskie (126 zł), bo to święta głównie rodzinne. Ich nastrojowi zazwyczaj poddają się także niewierzący i starają się przyjemnie zagospodarować kilka dni wolnych od pracy.

Choć jestem ateistką do szpiku kości, cieszę się na świąteczny czas spotkań z przyjaciółmi i znajomymi, a nawet przedłużam go, urządzając rokrocznie wigilię Wigilii, a wiosną wigilię Wielkanocy. W tym roku też zacznę już 23 grudnia i będę z niecierpliwością oczekiwać narodzin lewicowego kandydata na prezydenta, co ma nastąpić na przełomie roku, oraz Nowej Lewicy, bo taką nazwę przyjęliśmy dla wspólnej partii SLD i Wiosny. Data jej narodzin zależy od rejestracji przez sąd zmienionego statutu Sojuszu. Oby jak najszybciej, bo okazji do świętowania nigdy za dużo.

Moim Kochanym Czytelnikom i Redakcji składam tradycyjne życzenia Wesołych Świąt, a komu z kim wesoło jest, to już jest jego sprawa…

Facebook Comments
Poprzedni artykułKsiądz – krwawy zawód
Następny artykułCzas wszelkich paskudztw
prof. Joanna Senyszyn
Kobieta, która się Kościołowi nie kłania, ateistka, feministka, profesorka, rektorka, dziekanka, promotorka, posłanka, europosłanka, działaczka społeczna, obrończyni uciśnionych, felietonistka, blogerka, autorka aforyzmów i limeryków, matka terminów: „kaczyzm”, „Rzeczpospolita Obojga Kaczorów”, „katole”, „kaczoprawica”, „PiSokrzyżowcy”, stara komuszyca i wczesna solidaruszyca. Dwukrotna laureatka „Lustra Szkła Kontaktowego” (TVN24) dla najbardziej lubianego polityka. W „Faktach i Mitach” pisze felietony ku pokrzepieniu serc w czasach kaczystowskiej zarazy. (Szanowana przez współpracowników za inteligencję, poczucie humoru oraz celną ripostę – przyp. red.).